O sufit klatki. Małpa „Mówi”

Małpa „Mówi” Proximite

Uff! Czekałem na tę płytę. I jeszcze kilka lat temu nie byłoby w tym stwierdzeniu nic nadzwyczajnego, ale dziś – w czasach, w których tak wielu MCs na złamanie karku pędzi za wyświetleniami, lajkami i kolejnymi egzemplarzami sprzedanych bluz – to uczucie towarzyszy mi coraz rzadziej. Rap gra coraz bardziej przypomina bowiem małpi biznes. Gatunek, którego kołem napędowym od samego początku był głód, wydaje się być aktualnie zbyt przeżarty, rozleniwiony i znudzony, żeby nadal walczyć o swoje. Co rusz któremuś nawijaczowi ulewa się kolejny teledysk, singiel czy album. Codziennie ląduje w sieci kilka nowych, rzemieślniczych wytworów, które pełne są podwójnych rymów, tłusto brzmiących bitów. Kasy na spektakularne klipy wydaje się mnóstwo, ale emocji nie znajduję w nich za grosz. Ziewam raz po raz, jakbym słuchał radia czy oglądał TV.

Gdy więc Łukasz Małkiewicz vel Małpa rozpoczyna swój nowy krążek wersem o byciu „najgorszym koszmarem producentów” i – w zależności od zwrotki – dodaje, że „interesuje go historia każdego dźwięku, akcentu, sprzętu, brzmienie bębnów i takie tam” lub że „[producenci] czekają tygodniami na kilka wersów, bo stoi w miejscu pośród nonsensu, zupełnie sam”, z moich ust mimowolnie dobywa się dźwięk, którym zacząłem tę recenzję: uff! Blisko siedem lat kazał bowiem czekać na swój drugi album ten toruński raper, który do świadomości gremiów przedarł się w 2009 r. wydaną najpierw własnym sumptem, a później dystrybuowaną przez Asfalt, dzisiaj już złotą płytą „Kilka numerów o czymś”.

Każdy numer z „Mówi” potwierdza, że to, o czym nawija w rozpoczynającym longplay „808”, nie jest tylko czczą gadaniną. Bity (za które odpowiada wspierana przez Donatana, White House czy Steve’a Nasha ekipa The Returners) w niczym nie przypominają taśmowo tłuczonych tworów samplopochodnyh, a w ich doborze Małpa wychodzi nieraz poza swoją boombapową strefę komfortu. Czy to jednak będzie minimalistyczne, rozdzwonione „Po sygnale” czy klasyczna, kroczącą przed siebie „Jedyna słuszna droga”, każda kolejna stopa i każdy werbel służy mu za odskocznię do jego ucieczek poza kanon.

I nawet jeśli w tej batalii ze sztampą zdarzają mu się częstochowskie rymy czy zgrane metafory – które sam sobie z resztą zaraz wytyka – to emocje wciąż pchają go do przodu, a słuchacza zmuszają, by podążał za nim krok w krok.

Wprost do świata outsidera, który szamocze się ze swoją naiwnością i ambicją, podejmuje próby, popełnia błędy i wytyka systemowi i środowisku ich liczne przewiny. Małpa na „Mówi” stoi z tyłu sceny, a jedyne, czego szuka, to „jeszcze więcej rymów, więcej rymów, nowych rymów, świeżych rymów, skurwysynu”. Bo dobrze wie o tym, o czym zapomniał dziś niejeden raper: „że każdy z nich jest składową jego stylu”. Rozwija go, ale nie zmienia profilu, jego głos najlepiej natomiast brzmi podobno na winylu, na który pozostaje nam czekać kolejne miesiące. Podobnie jak na krążki udzielającego się u niego gościnnie Włodiego czy PRO8L3Mu. I pozostaje tylko mieć nadzieję, że po nich również będzie można powiedzieć: uff! Że po wysysanych przez biznes latach chudych, znów nadejdą dla polskiego rapu lata tłuste.

Dodaj komentarz

-->