Nocne zwierzę

Kamil Nożyński

Twarde narkotyki, świeża krew i bezsenne noce zepsutej, gangsterskiej Warszawy. To świat, przez którego zaułki prowadzi widzów Kuba, diler w którego wciela się Kamil Nożyński, raper debiutujący w serialowej ekranizacji powieści Kuby Żulczyka „Ślepnąc od świateł”.

Czy to, że autor książki „Ślepnąc od świateł”, Jakub Żulczyk, jest koneserem polskiego hip-hopu, ma związek z tym, że ty, raper, dostałeś główną rolę w jej serialowej adaptacji?
Nie mam pojęcia. Reżyser Krzysiek Skonieczny, producentka Iza Łopuch i reżyser obsady Paweł Czajor – to oni mnie wyszukali i wybrali. Bo ja się nie zgłosiłem na casting.

Jak to: nie zgłosiłeś się na casting?
Z Krzyśkiem spotkaliśmy się wcześniej przy takim jednym ulicznym projekcie. Nagrałem wtedy mocny filmik, udało mi się wydobyć z siebie emocje od tych najgorszych aż po euforię, kamera to wychwyciła. Pewnego dnia, jak już dawno zapomniałem, że wziąłem w czymś takim udział, jem sobie obiad, dzwoni telefon i słyszę: „Cześć, tu Krzysiek Skonieczny, spotkaliśmy się wcześniej, robię teraz taki duży projekt dla HBO… I chciałbym ciebie spróbować do głównej roli”. Zakrztusiłem się, oplułem wszystko, a po pół minucie wykrztusiłem, że to chyba żart. Krzysiek mnie uspokoił. „Zadzwoni do ciebie za chwilę reżyser obsady, wyśle scenariusz, nauczysz się?”. „Oczywiście, że się nauczę”. Tak to się zaczęło.

W Polsce jest jak za granicą? Taka rola oznacza urywający się telefon i milion nowych propozycji?
Nie, jest oddech. Podpisałem umowę z agentką i jej zostawiam selekcję propozycji. To trochę skomplikowane, bo, ponieważ nie jestem aktorem, nie z każdym reżyserem potrafiłbym sobie poradzić i nie każdy reżyser potrafiłby sobie poradzić ze mną. Nie mam techniki. Rzeczy, które zawodowemu aktorowi przychodzą naturalnie, ja muszę w sobie trochę poszukać.

Serial o nocnym, kryminalnym warszawskim światku, mógłby ugrzęznąć w schematach. U was nic nie jest czarno-białe.
Krzysiek długo nad tym pracował z Kubą Żulczykiem. Z tego co wiem, w pewnym momencie scenariusz był pisany równolegle z książką. Po tym jak się ukazała, siedzieli nad nim jeszcze chyba dwa lata. Krzysiek miał mocną wizję tego, jak to wszystko ma wyglądać. Aktorzy, nawet starzy wyjadacze, mieli dokładnie powiedziane, co robić. Mnie się to bardzo podobało. Czułem, że to jest moja życiowa szansa. Kiedyś na próbie aktorskiej rzuciłem do Krzyśka, że dam z siebie 120 procent. Krzysiek powiedział: „Nie, ja będę od ciebie wymagać 200 procent, żebyś dał z siebie 150”.

Musiałeś się fizycznie zmienić do tej roli.
Tak, zrzuciłem parę kilo. Kuba miał być wysuszony – suchy mięsień, zapadnięte policzki. Zresztą trochę mi tak zostało. Przez trzy miesiące wstawałem rano i szedłem prosto na siłownię, gdzie intensywnie ćwiczyłem z trenerem personalnym. Nie chodziło tylko o wygląd, ale również o kondycję. To były nocne, ciężkie zdjęcia, często wymagające nie tylko sprawności, ale i wytrzymałości fizycznej. Ćwiczenia miały na celu nie tylko wyrzeźbić moje ciało, ale też przygotować je do działania. Po siłowni przychodził czas na zajęcia teatralne lub dykcyjne, a potem jeszcze próby aktorskie. Dobrze mi z tym było. Lubię trzymać dyscyplinę. Może się bez niej nie rozpadam, ale na pewno mam mniej motywacji do działania.

Twój bohater to nocne zwierzę. Rozumiesz go w tym uciekaniu przed snem, dniem, światłem?
Jestem raperem, wychowałem się na warszawskim blokowisku na Ursynowie. Miałem trochę burzliwą młodość, nie byłem grzecznym chłopcem i dużo czasu spędzałem w Warszawie nocą. Hip-hopowe imprezy w Piątkach, Remont, Scena 2000. Robiło się różne rzeczy. Dużo alkoholu, dużo zabawy, dużo wszystkiego. To był etap przed dziećmi.

Ta wasza Warszawa jest wystylizowana, subiektywna – ale prawdziwa.
Wystylizowana, ale bardzo autentyczna. Krzysiek jest super-estetą i wizjonerem. Dla mnie ten serial to najlepsza reklama współczesnej stolicy, mimo, że widzimy ją od mrocznej strony, pulsującą zatrutą krwią, narkotykami, brakiem snu. Ludzie będą oglądać nas w Nowym Jorku, Londynie czy Paryżu i będą widzieli europejską metropolię. Miasto nie jest tutaj tylko tłem, jest bohaterem serialu. Czuć je, wychodzi do ciebie z ekranu.

Krzysiek należy do grupy ludzi, którzy jako artyści nie mają typowo „polskich” kompleksów, nie boją się chcieć więcej.
Wielu z otaczających mnie ludzi często boi się zrobić coś innego, coś nowego. Mnie akurat zawsze do tego ciągnęło. Zrządzeniem losu dostałem taki team, takiego człowieka jak Krzysiek Skonieczny. Nie wyobrażam sobie debiutu z kimkolwiek innym. Zresztą to wszystko to jakaś metafizyka.

Od kilku lat otwiera się w Polsce nowa przestrzeń w kinie, bardziej otwarta na eksperymenty, nowoczesna. Krzysiek jest częścią tej fali.
Myślę, że on będzie jej motorem napędowym, gdy tylko Ślepnąc… wreszcie się ukaże. Ten serial, jak fala z modlitwy mojego bohatera, zaleje nie tylko Warszawę, ale całą Polskę i, mam nadzieję, również kraje europejskie. Może to da twórcom napęd i odwagę do tworzenia nieprzeciętnych rzeczy.

Wiesz, denerwowałam się przed tym seansem. Chciałam, żeby było dobrze.
Ja też się bałem. Niby wiedziałem, że to jest dokręcane na maksa, robione, jak to Krzysiek mówi, na perełkę. Ale i tak jak obejrzałem pierwsze dwa odcinki, nie mogłem z siebie wydusić słowa. Obok mnie siedział Kuba Żulczyk. Powiedział, że tak to sobie właśnie wyobrażał. I to chyba jest najlepsza recenzja.

Tekst: Anna Tatarska

-->