Jeśli jest w świecie kina tajemnica, której nie rozumiem to jest nią fakt, dlaczego Aronofsky postanowił po “Zapaśniku”, “Requiem dla Snu” i “Pi” nakręcić biblijną opowieść, w której gra Emma Watson.
Nie zrozumcie mnie źle – lubię Emmę Watson. Lubię też Aronofskyego. Nie mam też nic przeciwko filmom Russela Crowe, oprócz “Les Miserable”. Jednak połączenie tej trójki z przeróbką biblijenj opowieści o arce z góry było skazane na porażkę.
