„Liczby całkowite stworzył dobry Bóg. Reszta jest dziełem człowieka” – stwierdził dwa wieki temu niemiecki matematyk i logik Leopold Kronecker. Przenosząc jego myśl na pole muzyki, można się zastanowić nad tym, jaki był ostatni „boski” gatunek.
To na pewno nie kolejny inaczej nazwany podzbiór parkietowej elektroniki czy rocka. Ostatni nurt powstały w myślach, rękach i gardle człowieka służący celom innym niż rozruszanie czy odprężenie. Odpowiedzi na to pytanie szukać najlepiej wśród tych, którzy po latach wyglądania dźwiękowej przyszłości w pewnym momencie zwrócili się w kierunku korzeni. Bo tak jak wielu wybitnych fizyków rozwiązanie problemów nurtujących ich całe życie znajduje na starość w sferze meta swojej dziedziny, podobnie elektroniczni producenci z biegiem lat często biorą się za dub.
Tom Chasteen, co baczniejszym obserwatorom kalifornijskiego środowiska znany ze swoich związków z kanałem radiowym Dublab i wytwórnią Stones Throw, na początku lat 90. założył ważny dla lokalnego środowiska, niezależny label Exist Dance. Już w wydawanych wtedy neohipisowskich breakach, house’ach i ambientach słychać mistyczne inklinacje młodego jeszcze Amerykanina. Dotknąć dźwięków głębszych, wykraczających poza skalę udało mu się jednak dopiero dwie dekady później, nie na ravie, bez piguł i klubowych świateł. Chasteen, który od lat był promotorem i rezydentem Dub Clubu i odpowiada za produkcję projektu Natural Numbers, coraz bardziej zagłębiał się bowiem w arkana echa i reverbu, basu i bębnów, człowieka i maszyny.
Na drugim krążku Natural Numbers Chasteen po raz kolejny – wzorem starych karaibskich mistrzów – nagrał instrumentalistów i wokalistów, by później ich ścieżki łączyć ze sobą na stole mikserskim. Nietraktowanym jednak tylko jako aparatura do obróbki dźwięku, ale ostatni – najważniejszy – środek wyrazu. Od partii zarejestrowanych w studiu, przez legendarnego jamajskiego basistę George’a „Fully’ego” Fullwooda, po wychodzące z głośników nieco zwichnięte, bujające, acz nie zawsze słoneczne rytmy – na „Field Reality Dub” można prześledzić edukację muzyczną Toma Chasteena. Ze swoich dawnych gatunkowych inspiracji wyciągnął on bowiem nie tylko dubową głębię, ale również gitarową, hipisowską psychodelę i ambientową dbałość o czystość brzmienia. Wpływy te przezierają niekiedy przez spuściznę Kinga Tubby’ego, która jest ciągłym, nieśpiesznie się obracającym motorem napędowym „Field Reality Dub”. To właśnie ona wydaje się ostatnim gatunkiem całkowitym, ostatnim służącym celom wyższym niż te fizyczne, ostatnim stworzonym przez dobrego Boga.
Natural Numbers
„Field Reality Dub”
Stones Throw
Zobacz także:
Od spektakularnego debiutu, przez odrzucony przez wytwórnię, niewydany longplay „Love for Sale”, aż po rozpoczętą siedem lat później powrotną trylogię – Bilal zawsze z estymą zerkał w stronę mistrzów takich jak Prince, Mayfield, Stone czy Wonder. Czytaj więcej>>
Twórcy mieli świadomość, że historię dobrego złodzieja, który wciska się w zmniejszający kostium i wraz z armią mrówek ratuje świat, krążąc po węzłach sanitarnych i pionach wentylacyjnych, lepiej potraktować z przymrużeniem oka. Czytaj więcej>>
Leon sięga jeszcze głębiej i wskrzesza klasyczny soul z elementami gospel, dzięki czemu zabiera nas w podróż do epoki, kiedy przemysł muzyczny dopiero raczkował… Czytaj więcej>>

