Most szpiegów – Spielberg w formie

„Most szpiegów”
Steven Spielberg

„Most szpiegów” to drugi po „Lincolnie” najbardziej przegadany film Stevena Spielberga. W filmowym uniwersum gwar rozmów niesie się tak, jakby bohaterami nie byli szpiedzy, adwokaci i pracownicy CIA, tylko bazarowe przekupki. Ale akcja nie rozgrywa się jedynie w sferze słów. Zmęczenie uszu rekompensuje widzom satysfakcja oczu i umysłu. Mistrz cały czas jest bowiem w dobrej formie.

Najpierw poznajemy Rudolfa Abela. Są lata 60. XX wieku. W USA trwa polowanie na czarownice. Niewzruszony tym radziecki szpieg siedzi nad sztalugą z płótnem, na którym pociągnięciami pędzla rejestruje otaczający go krajobraz. Wykona sporo ruchów, zanim schyli się po przyczepioną pod ławką monetę z ukrytą w środku wiadomością.

Cierpliwość i precyzja – to zdaniem Spielberga dwie najważniejsze cechy agentów służb specjalnych. Nonszalanccy James Bond i Ethan Hunt w wykreowanych tu sytuacjach, zainspirowanych prawdziwymi wydarzeniami, zdradziliby się po kilku minutach. Abel wpadł po wielu latach aktywności. W więzieniu spotyka się z głównym bohaterem tej historii, skutecznym prawnikiem Jamesem Donovanem (Tom Hanks). Ten drugi ma świadomość, że wina bądź niewinność to kategorie czysto umowne. Według niego winnym jest się tylko wtedy, kiedy przed sądem dowiedzie tego powód. Gdy zostaje wybrany do reprezentowania Abela, orientuje się, że nie wszyscy podzielają taką definicję sprawiedliwości. Wyrok dawno już zapadł. Teraz ma odbyć się jedynie pokazowy proces, w którym Donovan ma być marionetką.

Najciekawsze rzeczy w „Moście szpiegów” dzieją się, kiedy bohater buntuje się przeciwko sytuacji, w której się znalazł. Spielberg nie wkłada mu w ręce sztandarów z wielkimi hasłami, nie dopisuje idei, naiwnej wiary w moc kodeksów. U Donovana liczy się jedynie to, że ktoś go oszukał, złamał reguły gry, w której zawsze szło mu tak dobrze. Nie spocznie, póki nie wykaże swoich racji – początkowo grając według ustalonych zasad, później coraz bardziej po swojemu, na własną ręką, bez podporządkowywania się zwierzchnikom, którzy – jak jeden z agentów CIA – chętnie sterują innymi, choć za powodzenie misji odpowiedzialności nie biorą. Spielberg i tym razem stworzył galerię postaci reprezentujących różne postawy, niezbyt oryginalną, za to charyzmatyczną i wiarygodną.Zupełnie przewidywalna – ale to już nie z winy reżysera – jest opinia publiczna, która wydaje na Donovana wyrok, oskarżając go o komunistyczne sympatie, kiedy ten obnaża się ze swojego zaangażowania w obronę oskarżonego. W okna rodzinnego domu lecą cegły i kamienie, kancelarię zasypują listy z pogróżkami. Bohater jest w matni, z której nie ma wyjścia. To osaczenie przekonująco pokazali Hanks i grający jego rodzinę aktorzy. Oglądając te przejmujące sceny, mimowolnie przyszły mi do głowy obrazy z Polski pojawiające się w ostatnim czasie w mediach. Nie dlatego, że Spielberg film kręcił we Wrocławiu, a dlatego że nadał mu uniwersalny wymiar.

Dziś napięcia między cywilizacją chrześcijańską a muzułmańską zaczynają przypominać konflikty między supermocarstwami w czasach zimnej wojny. Czy Spielberg pokazał to, co było, czy to, co w niedługim czasie może nas czekać? – to jedno z wielu pytań, które przyszły mi do głowy w czasie projekcji tego udanego, choć momentami przesłodzonego szpiegowskiego dramatu sądowego.

obsada: Tom Hanks, Mark Rylance, Amy Ryan, Sebastian Koch
USA 2015, 141 min
Imperial-Cinepix, 27 listopada

Dodaj komentarz

-->