Przyszłość to już przeszłość. 21 października 2015 roku to dzień, do którego przenosili się bohaterowie drugiej części „Powrotu do przeszłości” Roberta Zemeckisa, hitu z końca lat 80. Pamiętacie? Marty wraz z doktorem Emettem wyruszają do roku 2015, by wyciągnąć z tarapatów syna Marty’ego i wpaść w jeszcze większe.
Jednak rzeczywistość nie dogoniła wyobraźni filmowców. Nadal trzeba samemu wiązać sznurowadła, drony nie wyprowadzają psów na spacer i co najważniejsze – nie powstały antygrawitacyjne deskorolki. Marty spogląda w górę, śledząc lewitujące auta na podniebnych autostradach, podczas gdy my w 2015 roku jeszcze częściej patrzymy w ziemię, męcząc smartfony. Poza tym zamiast dziewiętnastej części „Szczęk” mamy serię „Sharknado” – tornada rekinów nawet Zemeckis nie wymyślił. Tak samo jak mody na brody…
W 2015 roku trzyczęściowa seria Roberta Zemeckisa skończyła 30 lat. W wielu krajach wraca więc dziś do kin. Polscy dystrybutorzy o powrocie do przeszłości nie pomyśleli. Pozostaje odkurzyć magnetowid i kasety wideo – na którejś basfie „Powrót…” na pewno jest nagrany.


