Mieszczański koszmar się spełnia. Do drzwi jednego z holenderskich domostw puka bezdomny – chce wziąć prysznic. Podczas gdy krewki mąż i ojciec posyła mu kilka kopniaków, matka i żona opatruje mu rany i przygotowuje posłanie w domku przy basenie.
Tajemniczy mężczyzna imieniem Borgman stopniowo zacznie przejmować kontrolę nad rodziną, do posiadłości zaprosi swoich kumpli, a tych, którzy będą starali się pokrzyżować mu plany, umieści z głową w wiadrze cementu na dnie stawu. Alex van Warmerdam, w Polsce właściwie nieznany, od połowy lat 80. swoją podążającą nieoczywistymi ścieżkami wyobraźnią zasila coraz wątlejszą tradycję europejskiego surrealizmu. Punkt wyjścia i wytrwałość, z jaką tym razem Holender tworzy oryginalną rzeczywistość, przywodzi na myśl słynnego „Kła” Yorgosa Lanthimosa, a sięgając nieco dalej – #Teoremat Pasoliniego. Film nie stara się być jednak kolejną krytyką współczesnej, zatomizowanej rodziny, nawet jeśli motyw obcego wprowadza kilka społecznych rozpoznań („Jesteśmy z Zachodu, to nie nasza wina, że jesteśmy bogaci”). #Borgman to przede wszystkim pierwszorzędna, zaskakująca czarna komedia napędzana makabrycznymi, absurdalnymi pomysłami.
#yBorgman
reż. Alex van Warmerdam
obsada: Jan Bijvoet, Hadewych Minis, Jaroen Perceval
Holandia 2013, 113 min
Alter Ego Pictures, 28 lutego
