Arctic Monkeys. Chłopaki dojrzały

Ten frazes przewija się przy okazji premiery każdej kolejnej płyty #ArcticMonkeys. Faktem jest, że grupa z Sheffield odkleiła od siebie etykietkę ładnych chłopców tłukących gitarowe power przeboje już w momencie wydania „Favorite Worst Nightmare” w 2007 r. Każdy następny album był świadectwem niebywałego progresu, jaki Małpy przeszły od czasów, gdy świat oszalał na punkcie #IBetYouLookGoodOnTheDancefloor w połowie poprzedniej dekady.

#AM aż kipi od rewelacyjnych pomysłów. To jeden z tych albumów, do którego nijak ma się stara maksyma dotycząca rock’n’rolla: im więcej myślisz, tym bardziej ssiesz. Małpy szastają riffami jak na wyprzedaży, dokładając do tego naspeedowaną uliczną poezję – taka np. #Arabella to kwintesencja słownego szaleństwa! Ta płyta nie ma słabych momentów. Doskonale wypada zarówno flirt z glamem w „I want It All”, jak i „Snap Out Of It”, wydający się nawiązywać do twórczości Turnera spod szyldu The Last Shadow Puppets. Rewelacyjnie zaznacza swoją obecność Jego Wysokość #JoshHomme (od dawna szalikowiec chłopaków), śpiewając #KneeSocks i najwyraźniej czujący się jak ryba w wodzie. Dalsze wyliczanki nie mają sensu, to trzeba usłyszeć. #AM raz na zawsze udowadnia, że #Turner i spółka są stałymi mieszkańcami muzycznego panteonu, a nie tylko jego gośćmi. Dodać warto, że są też pierwszym zespołem wydawanym przez niezależną wytwórnię, który umieścił pięć albumów z rzędu na samym szczycie brytyjskiej listy sprzedaży. Chapeau bas!

Dodaj komentarz

-->