Ant-Man – recenzja nowego filmu Marvela

Marvel's Ant-Man..Scott Lang/Ant-Man (Paul Rudd)..Photo Credit: Zade Rosenthal..? Marvel 2014

Warning: Invalid argument supplied for foreach() in /home/valkea/domains/aktivist.pl/public_html/wp-content/themes/aktivist/inc/single-rating.php on line 30

„Ant-Man”, kolejny tytuł w rozrastającym się niczym kolonia insektów filmowym uniwersum Marvela, sprawdza się najlepiej, gdy nikt nie traktuje tytułowego superbohatera zbyt poważnie.

Twórcy mieli świadomość, że historię dobrego złodzieja, który wciska się w zmniejszający kostium i wraz z armią mrówek ratuje świat, krążąc po węzłach sanitarnych i pionach wentylacyjnych, lepiej potraktować z przymrużeniem oka. Do superbohatera stworzonego w latach sześćdziesiątych przez Stana Lee i Jacka Kirby’ego poważnie – co nie oznacza, że bez humoru – próbował podejść Edgar Wright. Nieprzypadkowo. Brytyjski reżyser w 2004 roku wpuścił trochę świeżego powietrza do dogorywającego gatunku filmów o zombie. „Wysyp żywych trupów” sprawnie łączył krwawą sieczkę z komediowym wątkiem nieudacznika, który ma szansę odmienić bieg historii i poprawić swoją samoocenę. Kumpelski film zrobiony przy użyciu chałupniczych metod odniósł za oceanem ogromny sukces, a Wright z czasem wyspecjalizował się w kinie gatunkowym, które braki budżetowe nadrabia pomysłowym scenariuszem i nerdowskim poczuciem humoru. Gdy w 2010 roku nakręcił uroczą komedyjkę „Scott Pilgrim kontra świat” – ekranizację komiksu o geeku, który musi stoczyć walkę z watahą byłych chłopaków swojej ukochanej – otworzyły się przed nim drzwi do Marvela. Solidny budżet i sztab producentów, którzy wiedzą lepiej. Historia stara jak Hollywood.

Wright nad „Ant-Manem” pracował kilka lat. Trochę czasu minęło, zanim zrozumiał, jak działa amerykańska maszynka do produkowania komiksowych blockbusterów. Marvelowi bardziej niż na rozpoznawalnym stylu zależało na spójności marki. Gdy wizje stały się zbyt rozbieżne, Brytyjczyk postanowił wycofać się z projektu, a na jego miejsce szybko wskoczył niejaki Peyton Reed, twórca takich hitów jak „Dziewczyny z drużyny” czy „Do diabła z miłością”. Inna liga, ale filmu nie spaprał – co jest raczej dowodem na to, jak ograniczoną rolę w tego typu przedsięwzięciach odgrywa reżyser. Znak czasów – kino, którego najważniejszym twórcą są grupy focusowe. Głównego bohatera, Scotta Langa (Paul Rudd, sympatyczny Ben Affleck w wersji mini, zbliżona charyzma i arsenał aktorskich możliwości) poznajemy w nie najlepszym momencie. Właśnie skończył odsiadkę – przed laty na chwilę stał się bohaterem masowej wyobraźni, gdy pokonał zabezpieczenia banku i zwrócił pieniądze wszystkim oszukanym klientom. Ale o Robin Hoodzie doby banksterów teraz nikt już nie pamięta. Pracy brak, była partnerka związała się z policjantem paradującym z amerykańską flagą po ganku, alimenty wciąż nieuregulowane. Z pomocą przyjdzie jego jedyny kumpel Luis – specjalista od gofrów i nieudanych włamów ma na oku sejf w domu emerytowanego naukowca Hanka Pyma (siwy, ale gładki jak nigdy Michael Douglas). Za pancernymi drzwiami zamiast dolarów Scott znajdzie jednak sfatygowany kostium – i przy okazji trafi w sam środek intrygi, której stawką jest – oczywiście! – pokój na świecie, los amerykańskiej rodziny i światowej populacji mrówek.

Ant-Man-5

„Ant-Man” rozwija się w nieco żółwim tempie. Zanim Scott wskoczy do prysznicowego sitka i przywita się z gigantycznym szczurem, widz będzie musiał zaliczyć urodziny córeczki i kilka rzewnych gadek oraz stanąć oko w oko ze Złym. Jest nim Darren Cross (znany z „House of Cards” Corey Stoll) – sfiksowany naukowiec, który próbuje spieniężyć technologię zmniejszania ludzi. Plany chce mu pokrzyżować profesor Pym. Wiadomo – młodzi vs. starzy, pieniądze vs. wartości, zagłada sprokurowana przez singli vs. niedzielna owsianka z rodziną. Ze scenariusza „Ant-Mana” pracowite korpomrówki nie starły całkowicie autorskiego stempla Edgara Wrighta. W najlepszych momentach wciąż czuć tu energię jego poprzednich filmów i szczerą sympatię do nieudaczników z wielkim sercem. Brytyjski reżyser z pewnością wpłynął też na kształt kilku kapitalnych scen walk. Pojedynek w walizce, która wypada z helikoptera, czy starcie na dziecięcej kolejce przykują uwagę nawet tych, którzy zwykle przysypiają na tego typu sekwencjach (niżej podpisany). Jak przystało na ekranizację A.D. 2005, obowiązkowy patos twórcy ogrywają niezłym humorem, a rojącym się mrówkom – choć są tu tylko mięsem armatnim – nie sposób odmówić wdzięku. Zwłaszcza skrzydlatemu Antoniemu, na którego korpusie przemieszcza się Ant-Man. Trudno natomiast dobre słowo powiedzieć o Douglasie i jego ekranowej córce Hope (Evangeline Lilly, równie skoczna co w „Hobbicie”). Ich relacjonowana w długich dialogach, telenowelowa historyjka okraszona jest tyloma łzami, że tonie w nich nie tylko Ant-Man, ale i nieco zażenowany widz. Jednak na ekranie zawsze w porę pojawia się Luis i jego ekipa od naprawdę złych żartów.

„Ant-Man” to młodzieżowe kino, które najwięcej ma wspólnego z dobrą oldschoolową szkołą ekranizacji komiksów. Na szczęście nikt z Ant-Mana nie chciał zrobić Nolanowskiego Batmana. Psychologii tu zbyt wiele nie ma, tu się świat ratuje.

 

„Ant-Man”
reż. Peyton Reed
obsada: Paul Rudd, Michael Douglas, Evangeline Lilly, Corey Stoll, Bobby Cannavale, Judy Greer, Michael Pena
USA 2015, 117 min
Disney, 17 lipca

Zobacz także:

Giorgio Moroder – „Déjà Vu”

Na „Déja Vu” otoczył się wianuszkiem wokalistek młodszego (Sia, Charlie XCX) i nieco starszego (Kylie Minogue, Britney Spears) pokolenia, które miały wzbogacić charakterystyczne kompozycje pioniera IDM. Niestety, chyba trochę przedobrzyły. Czytaj więcej>>

Leon Bridges – Coming Home

Leon sięga jeszcze głębiej i wskrzesza klasyczny soul z elementami gospel, dzięki czemu zabiera nas w podróż do epoki, kiedy przemysł muzyczny dopiero raczkował… Czytaj więcej>>

Wampiry zrzucają peleryny – 5 filmów o wampirach, które nie chcą straszyć

Reżyserzy zrozumieli, że mało kto boi się wampirów. Widzowie ostatnio bardziej wzdrygają się na widok krzyża niż upudrowanego aktora z zapadniętymi policzkami i sztucznymi kłami. Czytaj więcej>>

Dodaj komentarz

-->