Skóra, koronki i Dum Dum Girls

#DumDumGirls to najseksowniejsza i najbardziej stylowa dziewczyńska ekipa na świecie. No, chyba że synonimem słowa „sexy” jest dla was #Rihanna czy inna #Beyoncé, które upierają się, żeby na dzień dobry usiąść wam gołym zadkiem na twarzy – w takim przypadku ipewnie olejecie tę płytę.

)

Kalifornijskie dziewuchy pod wodzą Kirstin „Dee Dee” Gundred bujają (i machają długimi nogami) w obłokach lat 60., przywodząc wspomnienia o The Shangri-Las czy The Ronettes, lekko podkurwionych nerwem kapel z kręgu C-86. A przynajmniej było tak do ostatniej płyty. Już bez wpływowej koleżanki Frankie Rose (która obskoczyła chyba wszystkie podobnie grające kapele, by w końcu poświęcić się karierze solowej), za to z producencką pomocą Sune’a Rose’a Wagnera z The Raveonettes, Dee Dee wygładziła trochę niesforne fałdy swojej falbaniasto-koronkowej kapeli. Nerw ustąpił miejsca przestrzeni, gitarowe rzężenie klarowniejszym flangerom, a garażowe bębny zastąpiono ejtisową perkusją, której nie powstydziłby się Billy Idol. Puryści mogą się trochę skrzywić, ale nie powinni narzekać, bo Dee Dee nie porzuciła przy tym lekko naiwnego, lekko zadziornego i bardzo uroczego stylu pisania piosenek. No i nogi ma cały czas tak samo zgrabne!

#DumDumGirls
#TooTrue
#SubPop

Dodaj komentarz

-->