O potworach
Surowe krajobrazy, garstka mieszkańców wioski mierzących się z trudnymi warunkami życia i hodowla islandzkich kucyków. W rękach twórcy kina arthouse’owego ten skromny materiał mógłby posłużyć do stworzenia etnograficznej pocztówki, skrojonej pod gusta festiwalowych selekcjonerów. Na szczęście debiutujący w roli reżysera Benedikt Erlingsson (aktor współpracujący m.in. z Larsem von Trierem) od kontemplacyjnej obserwacji woli groteskę i niepozbawiony społecznego komentarza czarny humor.
W serii luźno powiązanych ze sobą epizodów Islandczyk spogląda na poczynania najbardziej pośledniego stworzenia, które nosiła ziemia. Wytrwalsze od karaczana, bezinteresownie podłe, czerpiące radość z przemocy. W „O koniach i ludziach” wszystkie te cechy skupia jak w soczewce niewielka, odizolowana islandzka społeczność. Reżyser, stawiając znak równości między przedstawicielami królestwa zwierząt, przygląda się człowiekowi oczami koni – zdystansowanymi i pobłażliwymi dla ludzkiej szamotaniny. Wszyscy się tu po obywatelsku kontrolują i zacieśniają więzy na kolejnych pogrzebach. Jeden osobnik odcina ogrodzeniem dostęp do publicznej drogi, dwie kobiety nie przebierają w środkach w walce o ostatniego kawalera z odzysku, a starzec gotowy jest na kąpiel w lodowatym oceanie, byleby tylko zdobyć wódkę.
Największym zagrożeniem dla człowieka jest więc w „O koniach i ludziach” nie natura, lecz łypiący spode łba sąsiad. Komiczna tragedia Erlingssona przesiąknięta jest egzystencjalnym szyderstwem spod znaku kina Roya Anderssona. Ci, którzy cenią „Pieśni z ostatniego piętra” czy „O człowieku”, odnajdą się w tym surowym – i zabawnym – świecie. Wielbiciele widoczków z „National Geographic” podczas seansu mogą jednak czuć się zagubieni.

