Podcięte skrzydła – recenzja filmu „Ptaki Nocy”

ptaki nocy film

Najjaśniejszy punkt „Legionu Samobójców” czyli Harley Quinn (znowu w świetnej interpretacji Margot Robbie) staje tu w świetle reflektorów. Porzucona przez Jokera musi radzić sobie sama, wśród chaosu, który zresztą sama wywołała. Zaprowadzi ją to w sam środek mocno chaotycznej i niepotrzebnie przekomplikowanej skaczącą w czasie narracją (trochę stylu Deadpoola) fabuły z tajemniczym diamentem w tle.

„Ptaki Nocy (i fantastyczna emancypacja pewnej Harley Quinn)” – tak brzmi pełen tytuł recenzowanego filmu. Pamiętam, że kiedy pierwszy raz go usłyszałem wydał mi się całkiem zabawny, choć trzeba przyznać, że brzmi dość pretensjonalnie. W zasadzie chyba jednak ten drugi człon, obecnie wycofany, bo rzekomo źle wpływał na zyski, lepiej oddaje istotę tego filmu. Oto bowiem dostajemy film o (super?)bohaterkach na miarę ery #metoo.
Wokół – prawie same kobiety. Mężczyźni występują głównie jako mięso armatnie lub ewentualnie seksistowscy szefowie lub psychopaci, z którymi się walczy. Z kobietami już nieco lepiej – scenarzyści umieścili na drodze głównej bohaterki nastoletnią azjatycką włamywaczkę Cassandrę Cain, podstarzałą i sfrustrowaną byciem na bocznym torze policjantkę Renee Montoyę (znaną doskonale z kultowej kreskówki Batmanie z lat 90-tych), ciemnoskórą Black Canary obdarzoną zabójczym głosem oraz Huntress, o której proweniencji lepiej nie mówić by uniknąć spoilerów. Sęk w tym, że postacie te mają niewiele osobowości i równie mało do roboty, poza posuwaniem do przodu fabuły z wspomnianym diamentem w tle i wchodzeniem w paradę Harley, dlatego też ich finałowy „legion superbohaterek-outsiderek” wydaje się zszyty na siłę i naciągany.

ptaki nocy harley queen
Szwankuje również realizacyjna strona. Szczerze mówiąc lepsze sceny akcji można czasem zobaczyć w odcinku telewizyjnego „Flasha” czy „Batwoman”, oczekiwałem więc chyba trochę więcej niż kilka scen niezłego naparzania w różowo-zielonym świetle neonów czy kolorowego gazu, którego używa Harley. Fatalny, generyczny przeciwnik w postaci szarżującego niemiłosiernie Ewana McGregora czy scena pościgu z różnymi przeciwnikami Harley ścigającymi ją po ulicach bardziej skojarzyły mi się z niezbyt udanymi adaptacjami komiksów z lat 90-tych w typie „Barb Wire” z Pamelą Anderson, niż z wspominanym przez twórców Deadpoolem, który ewidentnie posłużył tu za wzór typu filmu, jaki chciano zrealizować.

ptaki nocy film recenzja

Największą wadą tego filmu jest to, że jest pod każdym względem boleśnie przeciętny. A kolorowa Harley aż się prosiła o coś więcej. Szkoda więc zmarnowanego talentu Margot Robbie oraz, przede wszystkim, zmarnowanej szansy na fajny film.

Recenzja napisana we współpracy z Kinem Nowe Horyzonty
Marek Michalak

-->