Me+Me – jeszcze jedno miejsce

Warszawa ul. Oleandrów 6

„I jeszcze jeden i jeszcze raz…” można sobie zanucić, trafiając do większości nowootwartych lokali gastronomicznych. Nie inaczej było i tym razem. Do Me+Me trafiłam głównie dlatego, że chciałam sprawdzić, co dzieje się na Oleandrów. Miła uliczka, o której głośno było swego czasu głównie za sprawą podpaleń parkujących tu samochodów, szybko awansuje do miana jednego z najgorętszych adresów w mieście. Obok najstarszego i przecierającego tu szlaki Małego Piwa, mamy Okienko z frytkami, Oleandrów 3 z hot dogami i Proseco oraz oblegane przez tłumy MOD (pączki i kawa w dzień, tajska kuchnia po 18.00). Plus ciuchy w Safripsti i ładne garnki w Makutrze.

Do tego kulinarno-dizajnerskiego kombo dołączyła niedawno najmłodsza w stawce kawiarnia Me+Me. Miłe, bezpretensjonalne miejsce na kawę. Nie wyróżnia się właściwie niczym szczególnym. Ładnie, jasno, pastelowo. Herbaty i kawa z dripa. Jest też alkohol: wino i niezły wybór mocniejszych trunków – whisky czy rumu.

meme2

Jedzenie niestety poniżej okolicznej średniej – pankejki w porządku, ale serwowane z niezbyt ciekawymi dodatkami. Jedyna atrakcja – można zamówić je w wersji na słono. Niestety w opcji „na bogato” czyli z owocami, polewą i bitą śmietaną cztery naleśniczki kosztują 22 PLN. Trochę drogo. Domowe pasty (spróbowałam cieciorkowej i rybnej, 9 PLN za sztukę) okazały się zupełnie nijakie i rzeczywiści smakowały, jakby zrobił je w domu kucharz amator. Ale najgorsze ze wszystkiego było pieczywo, zachwalane jako ciepłe. Lekko podgrzane cztery kawałki niezbyt świeżego chleba ze spożywczaka, to coś, czego już naprawdę nie wolno serwować w warszawskiej knajpie!

No więc jeżeli jesteście w okolicy, w MOD nie znajdziecie miejsca, będzie za zimno na frytki z Okienka, zapach browaru wykręci wam flaki, na myśl o woni hot doga zrobi się wam słabo, to można tu wpaść na kawę. W innym przypadku nie widzę powodu.

Dodaj komentarz

-->