Recenzja książki “Wenus bez futra”


Warning: Invalid argument supplied for foreach() in /home/valkea/domains/aktivist.pl/public_html/wp-content/themes/aktivist/inc/single-rating.php on line 30

Kogo najbardziej nie lubią kobiety? Innych kobiet. Innych atrakcyjnych kobiet. A najbardziej gołych bab. Tych z kalendarza u mechanika, tych ukrytych w folderze „MGR” na komputerze chłopaka i tych, które nawet ubrane wyglądają jak rozebrane. Za to mężczyźni je uwielbiają. Niestety bez wyjątku. I nie liczy się gust, tylko biust. Sasza Różycka, z wykształcenia grafik, z zamiłowania striptizerka, nie ma co do tego wątpliwości. I wie, co mówi, bo na rurach i kolanach panów wytańczyła kilka dobrych lat. W Polsce i za granicą. Jej książka „Wenus bez futra” to jednak wbrew pozorom nie kolejny „pamiętniczek niegrzecznej dziewczynki”, ale ciekawa obserwacja społeczna. Z perspektywy rury właśnie, czyli ze świata którego większość z nas (kobiet) nie zauważa albo nie chce zauważyć. A szkoda, bo po lekturze „Wenus” okazuje się, że nie taka goła baba straszna. Albo może inaczej: czasem zupełnie okropna. Gruba, niedogolona, z odrostem, blizną po cesarce i brakiem poczucia rytmu. Za to z pełną świadomością, jak zarobić. I to dobrze. Trudno powiedzieć, co bardziej porusza w tej książce: czy obraz bezwolnych mężczyzn, uwiedzionych obietnicą i kierujących się zwierzęcym instynktem, czy wyrachowanych kobiet, które sztuczkami i szampanami potrafią zdziałać cuda. Jedno i drugie fascynuje, bo Sasza opowiada o tych dwóch światach z niebywałą wprawą i niezbędnym dystansem. Do tego stopnia, że po lekturze marzyłam tylko o tym, żeby się rozebrać. Dla pieniędzy, dla zabawy i dla sprawy. Bo „Wenus bez futra” między maskarami, stringami i obleśnymi spojrzeniami porusza kilka kwestii, o których polityczna poprawność zabrania mówić. A szkoda. Rozbieram się, bo lubię.

Wydawnictwo: Black Publishing

Dodaj komentarz

-->