Niespodziewane
Siadając do odsłuchu debiutanckiego albumu Call Super, byłem przekonany, że będzie to kolejna brudna technopłyta. Pochodzący z Finlandii producent dotychczas dał się poznać jako bardzo sprawny twórca mocnych, ale nie wulgarnych brzmień. Gdy po intrze „Suzi Ecto” usłyszałem track brzmiący raczej jak utwór Lone’a w lekkiej depresji, byłem co najmniej zdziwiony. Muzyka, którą Call Super zaprezentował na tym wydawnictwie, pozwoliła mi w końcu stać się jego prawdziwym fanem. Eksperymentując z rytmem i pokładami delikatnych brzmień, Fin nagrał jeden z najbardziej interesujących albumów, jakie ostatnio słyszałem. Album zwyczajnie piękny. Nie będziecie słuchać go w klubach, ale nie usiądziecie też przy tej muzyce na kocu, udając, że jesteście na koncercie ambientowym. Debiut Supera mógłby posłużyć jako soundtrack do nieistniejącego filmu – opisywałby brzmieniami scenerię otaczającą bohaterów, czasami napędzał ich poczynania mocniejszym bitem, ale ciągle byłby czymś ulotnym, czego moglibyśmy nie zauważyć, a co jest najistotniejszą częścią opowieści. Pozostaje mieć tylko nadzieję, że reprezentanta Houndstooth jak najszybciej zobaczymy w naszym kraju.
Call Super
„Suzi Ecto”
Houndstooth

