Studiowała w Londynie, wystawiała swoje prace w Budapeszcie, zaliczyła staż u McQueena. Joanna Wawrzyńczak właśnie kończy studia w Katedrze Mody – swoją dyplomową kolekcję pokaże podczas Akademii Otwartej – święta absolwentów warszawskiej ASP.
Wawrzyńczak nie zwalnia ani na chwilę. Naszej rozmowie towarzyszy jednostajny stukot maszyny do szycia. Asia musi skończyć aplikacje do najnowszej kolekcji. – Śmieszy mnie, gdy ktoś mówi: „Jestem taki zmęczony, spałem tylko pięć godzin”. Ja dzisiaj spałam 15 minut i nie narzekam – śmieje się projektantka. Dzień wcześniej wróciła z Budapesztu. Przyjęła zaproszenie od prestiżowej Gallery Eventuell i jako przedstawicielka Polski podczas festiwalu Encounters 2 zaprezentowała swoją debiutancką linię biżuterii. Poszczególne jej części przypominają figury geometryczne, które niczym klocki lego można łączyć w dowolne konstrukcje. Koncept zdobył uznanie wymagającej publiczności.
Sukces jednak nie sprawił, że Asia odnalazła się w modowym światku. – Przyjaźnię się z ludźmi spoza środowiska. Inaczej bym ześwirowała. W Polsce całe to towarzystwo jest potwornie zadufane w sobie. Nic, tylko podciąć sobie żyły – mówi z przekąsem. Modowy blichtr nigdy jej nie pociągał – projektantką została raczej mimowolnie. – Moda jest dziedziną, która odpowiednio łączy sztukę z wytwarzaniem produktu. To mnie zainteresowało – wspomina. Jako 18-latka wyjechała na studia w London College of Fashion. Kulturę Wysp od razu pokochała i – jak wspomina – „wkręciła się w temat dresiarzy”. – Mieszkałam we Wschodnim Londynie. Uwielbiam ich stylówę! Mają fajne psy, żyją w swoich małych enklawach i wszystkich zastraszają – śmieje się. Wróciła po roku. Na Wydziale Wzornictwa warszawskiej ASP właśnie otwierała się Katedra Mody. – Uczelnia dała mi wszechstronne wykształcenie, zarówno praktyczne, jak i teoretyczne.
Więcej o modzie Joanny przeczytać w ostatnim numerze Aktivista – TUTAJ.
