Hunx and his Punx. Szybkie numerki

#Hunx to prawdziwa instytucja współczesnego amerykańskiego punka. Szaleniec z San Francisco, który przedkoncertową bieliznę kupował w Warszawie wraz z naszym redakcyjnym kolegą, to kolejny gagatek ze środowiska zgromadzonego wokół klubu #TheSmell.. Ta rock’n’rollowa primadonna wie, jak owinąć sobie wokół palca nie tylko damską część widowni, żeby po chwili uderzyć w jej najczulsze punkty, brutalnie kpiąc sobie z naszych zwyczajów związanych z miłością i seksem.

Nie chodzi tu jednak tylko o latanie bez gaci czy zabawy ogromnymi wibratorami. Kiedy #Hunx zaczyna się bawić w seksualnego wodzireja, nawet najlepiej wyposażeni policjanci z wieczorów panieńskich sprawiają wrażenie amatorów pokroju wąsatego sąsiada z góry. Jazda bez trzymanki może skończyć się wypadkiem, ale jak ktoś nie ma nerwów do takiej zabawy, to ponoć w filharmoniach są fajne oferty karnetowe. Trzecia płyta Hunxa i jego wesołej gromadki nie zapowiada zmiany. Jest wulgarna, szybka (większość kawałków trwa niewiele ponad minutę), niepodbudowana żadną filozofią. #SzybkiNumerek czasem bywa najprzyjemniejszy, więc jeśli podobało wam się na koncercie, to płytą też będziecie usatysfakcjonowani. Jeśli jednak oczekujecie albumu przełomowego czy wybitnego, to porzućcie nadzieje i po prostu trzymajcie kciuki za szaleńca, który ponownie ściągnie ten cyrk nad Wisłę.

Dodaj komentarz

-->