New Musical Express, czyli jedno z najważniejszych pism muzycznych na świecie, nazwał ich „najbardziej wpływowym zespołem w dzisiejszej muzyce”. Jeden z blogerów piszących na łamach NME poszedł dalej i nazwał ich „Beatlesami XXI wieku”. Uargumentował swoją tezę dość wyczerpująco i – co więcej – to się trzyma kupy! Jest tylko jeden zespół, o którym można obecnie mówić w ten sposób, a przy tym nie narazić się na śmieszność – Radiohead.
Postanowiliśmy dziś napisać o nich, bo wiele im zawdzięczamy, bo ich cenimy, słuchamy, śledzimy, dyskutujemy o nich, kupujemy ich płyty i w wielu kwestiach są dla nas wzorem. No i zabili britpop, który zresztą też lubiliśmy. Wystarczy?
O Radiohead zwykle mówi się w kontekście ich opus magnum, czyli płyty „OK Computer” i opus magnum 2, czyli „Kid A”. Tylko, że gdyby nie wartość rewolucyjna tych albumów, to i kolejne wydawnictwa można by spokojnie wyróżnić łacińską frazą. „OK Computer” według niektórych uśmiercił britpop (cokolwiek to znaczy), wyznaczył nowy kierunek i trochę ośmieszył całą ówczesną muzykę gitarową. Jak tłumaczy bloger – Gavin Haynes – podczas gdy wszyscy im współcześni wciąż zachodzili w głowę, jak ze swoich gitar wyciągnąć jeszcze więcej przesteru, Radiohead zamknęli się w studiu wypełnionym przeróżnymi instrumentami i efektami próbując zrobić coś zupełnie nowego. Z perspektywy czasu można to zobrazować jako wielki wyścig brzmień z niewidzialnym (lub nieistniejącym) oponentem.
Czas na anegdotkę. W jednym ze starych numerów magazynu „Teraz Rock” Artur Rojek, nazwany kiedyś (dla odmiany w „Machinie”) „polskim Thomem Yorkiem”, wspominał swój pierwszy odsłuch albumu „OK Computer”. Parafrazując Pana Artura – dopracowywaliśmy wtedy brzmienie „Z Rozmyślań Przy Śniadaniu”, spędzało mi to sen z powiek, dłubanie, dłubanie, dłubanie i w końcu udało się osiągnąć coś, z czego byłem w pełni zadowolony – dumny – i nagle wyszła nowa płyta Radiohead. Posłuchałem i …o cholera! (cytat bardzo niedokładny, przepraszamy).
Jednak to „Kid A” jest albumem, który wielu artystów (i my też się pod tym podpisujemy) uznaje za moment przełomowy, taką jakby linię demarkacyjną: jest świat przed „Kid A” i po „Kid A”. Pominiemy tu cały – ogromny – dorobek zespołu w dziedzinie promocji, dystrybucji nagrań i niezależnego funkcjonowania, bo to temat na rozprawę naukową. „Kid A” ukazał się w 2000 roku – czy od tamtego czasu Radiohead nie zrobiło już niczego przełomowego? Nic bardziej mylnego. Z tekstu G. Haynesa dowiedzieliśmy się między innymi tego, że w swoim własnym „wyścigu innowacyjności”, przy okazji płyty „In Rainbows”, muzycy stworzyli własny software do sterowania urządzeniami na scenie… How cool is that?!
Radiohead to, Radiohead tamto, można by tak długo pisać i powtarzać to, co zostało już o nich powiedziane. Dla nas jednym z najciekawszych smaczków w ich historii jest to, że w jednym składzie – w czymś na kształt quasi-rodziny, mieszkającej nawet przez jakiś czas w jednym domu – tworzą nieprzerwanie od ponad dwóch dekad. Ten fakt jest dla nas najbardziej inspirujący.
Maciek
Link do tekstu G. Haynesa: kilknij
Foto: Wojtasiak Fotografuje

