Mariusz Urbanek „Profesor Weigl i karmiciele wszy” (recenzja)

profesor-weigl-i-karmiciele-wszy
profesor-weigl-i-karmiciele-wszy

Przez ostatnie lata o profesorze Weiglu wspominano najczęściej w kontekście Zbigniewa Herberta i jego pracy jako karmiciel wszy w czasie II wojny światowej. Książka Mariusza Urbanka przywraca jednemu z najwybitniejszych polskich uczonych właściwy wymiar. Pokazuje przy tym, jak skomplikowane i trudne bywały losy Polaków w XX w. Weigl wsławił się odkryciem i opracowaniem metody masowej produkcji szczepionki przeciwko tyfusowi. W latach trzydziestych jego lwowska pracownia była znana na całym świecie, a jego badania rokrocznie zgłaszane do Nagrody Nobla w dziedzinie medycyny. Niestety szanse na nią zaprzepaściła najpierw okupacja hitlerowska i radziecka, a po wojnie – donosy zazdrosnych konkurentów, którzy rozgłaszali nieprawdziwe informacje o współpracy profesora z nazistami. Urbanek jasno wykazuje bezsprzeczność tego, że profesor uratował przed wywózką, a zapewne i śmiercią kilka tysięcy osób – karmicieli wszy. W przymocowanych do nóg pudełeczkach karmili je oni własną krwią, by następnie z jelit owadów można było pozyskać szczepionkę. Opis przedsiębiorstwa, specyfika tej pracy to jedne z najciekawszych fragmentów biografii napisanej przez Urbanka.

Równie niespotykana jest postać samego profesora. W pracy zawodowej – oschły i niezwykle wymagający, prywatnie mógłby pomieścić w sobie kilku szalonych hipsterów naszych czasów. Jeden z jego przyjaciół, odnosząc się do podbojów miłosnych biologa, stwierdza wstydliwie, że „zalety towarzyskie Weigla były wysoce cenione przez płeć nadobną”. Urbanek, szczęśliwie dla ciekawskich czytelników, w jednym z rozdziałów rozwija wątek erotycznego życia profesora – dalekiego od akademickiej stosowności. Weigl był do tego zapalonym naturystą, potrafiącym nago biegać po górskich szlakach, wybitnym łucznikiem, amatorem wędkarstwa i ćwiczeń fizycznych. Zestawiając powyższe z opisem podziemnej działalności Weigla podczas okupacji, autor pokazuje wspaniałego patriotę, najdalszego jednak od wszelkich uproszczeń i „niezłomnych” schematów. Dodatkowo przypomina, jak ważne są szczepionki, bez których ludzie nadal milionami (nie tysiącami) umieraliby na tyfus, gruźlicę, odrę i inne choroby zakaźne. Oddemonizowuje przy tym również małe skaczące owady – wszy ludzkie, na które po lekturze biografii należy spojrzeć łaskawszym okiem. Choć jeśli w czasie lektury poczujemy we włosach niepokojące swędzenie, lepiej jak najszybciej biec do apteki.