Jednym z przyjemniejszych wspomnień początku tej dekady jest dream pop Jacka Tatuma z Wild Nothing. Płyty „Gemini”, „Golden Haze”, „Nocturne” pulsowały barwą i uzależniały melodiami, będąc odtrutką na nudę indie rocka. Choć triumfalny marsz zespołu nieco wyhamował za sprawą bardziej poszukującego albumu „Life of Pause”, to wydaje się, że Wild Nothing wraca do formy nowym „Indigo”. Ich występ na żywo będzie można zobaczyć w ramach przyszłorocznego World Wide Warsaw. Ponieważ to muzyka dla widowni szerokiej, jak muzyczne inspiracje Tatuma, nikt nie powinien być rozczarowany.
Tekst: Mateusz Drohobycki

