To były bardzo długie cztery lata dla fanów Florence Welch. I zapewne dość nerwowe. Bo czy rudowłosa Brytyjka mogła nagrać trzecią, równie dobrą jak dwie poprzednie płytę?
Teraz wiemy już, że mogła. Ba, nawet lepszą! Albumu słucha się doskonale od pierwszych do ostatnich sekund. Florence odwaliła kawał dobrej roboty choćby przy murowanym przeboju nadchodzących festiwali „Ship to Wreck”.
Dalekie echa „Dog Days Are Over” słychać w świetnym „Third Eye”. Numer tytułowy zaskakuje z kolei długą, graną na instrumentach dętych partą końcową. Zamykająca płytę kompozycja „Mother” pokazuje natomiast, że Florecie nie chowa się w swojej bezpiecznej strefie, a bluesowe korzenie i zadziorna gitara budzą chęci wysłuchania artystki w nieco bardziej drapieżnym i mniej wypolerowanym repertuarze. „How Big, How Blue, How Beautiful” to najlepszy album Florence and The Machine. Najdoskonalszy pod względem kompozycyjnym, najlepiej zaśpiewany, świetnie wyprodukowany. Florence gra teraz w innej lidze i przez cały sezon może patrzeć na rywali z góry.

