Jeśli jest jakaś filmowa profesja, reprezentowana przez Polaków za granicą bez absolutnie żadnych kompleksów to można śmiało i jednogłośnie stwierdzić, iż jest to zawód operatora filmowego. Czy odpowiada za to oryginalny warsztat łódzkiej szkoły filmowej czy jakaś niezwykła wrażliwość w przekazywaniu emocji obrazem i światłem tego pewnie nie dojdziemy ale jakby tego nie nazwać fakty są takie, że za kamerami kultowych hollywoodzkich produkcji stali i stoją nadal bardzo często polscy operatorzy. I nie jest to bynajmniej efekt ostatnich kilku lat, choć trzeba tu podkreślić, że zjawisko to trwa nadal, dość wspomnieć o tym, że właśnie w tej chwili Łukasz Żal rozpoczął zdjęcia do najnowszego filmu Charliego Kaufmana.
Ale to zjawisko trwa już ewidentnie od dekad. Czy wiedzieliście na przykład, iż operatorem „Czułych słówek”, „Honoru Prizzich” , „Upadku” czy „ Adwokata diabła” był pochodzący z Łodzi – Andrzej Bartkowiak? Albo, że za kamerą takich filmów jak „Pulp Fiction” i „American Psycho” stał z kolei urodzony we Wrocławiu Andrzej Sekula. Pokoleniowo mniej więcej wszyscy urodzeni w latach 50-tych, wyemigrowali do USA w młodości i tam ciężką pracą budowali swoje kariery.
Jeśli spojrzeć na ważne utwory filmowe z punktu widzenia mojego pokolenia czyli urodzonych na przełomie lat 70-tych i 80-tych to szczególnie ważne były dla rozwoju naszej wyobraźni wizualnej tak zwane teledyski. Bez youtube’a i innych internetowych wynalazków na teledyski wyczekiwało się w specjalnie poświęconych im programach telewizyjnych. Ustawiało się video na nagrywanie, żeby potem móc do nich wracać przewijać i analizować. Rytuał teledysków odbywał się również na domówkach. Takie muzyczne przepustki do lepszego świata. Nie zastanawiałam się jednak nigdy kto stoi za kamerą ukochanego teledysku Aerosmith „ Janie’s got a gun” , „ Luki” Suzanne Vega , „Eternal flame” zespołu The Bangles czy też „ 500 miles” The Hooters a jak się okazuje za kamerą tychże stał wielokrotnie nominowany do MTV Awards- Dariusz Wolski.
Urodzony w 1956 roku w Warszawie Wolski, ukończył Wydział Operatorski w Szkole Filmowej w Łodzi a w 1979 roku wyjechał i rozpoczął pracę w USA. Wolski jest autorem zdjęć między innymi do wszystkich części Piratów z Karaibów czy Alicji w Krainie Czarów Tima Burtona, wielokrotny współpracownik Ridleya Scotta, między innymi przy Prometeuszu i Marsjaninie, obecnie pracuje ze Scottem nad drugą częścią Gladiatora oraz Bitwą o Anglię. Wolski stworzył swój bardzo autorski sposób opowiadania obrazem w teledyskach, jego ilustracja utworu Stinga „Be still my beating heart” to absolutny majstersztyk i swoista wizytówka szkoły robienia teledysków w latach 80-tych., zainspirowana prawdopodobnie techniką Oliviera Stapletona, odpowiedzialnego z kolei za zdjęcia do „Take on me” A-ha. Wolski dwukrotnie współpracował przy teledyskach z Davidem Fincherem, przy wymienionym już „ Janie’s got a gun” oraz „ Forever your girl” Pauli Abdul.
Bartkowiak jest z kolei autorem zdjęć do teledysku „Infatuation” Roda Stewarta natomiast autorem zdjęć do absolutnie niezwykłego wizualnie teledysku do utworu „Alejandro” Lady Gagi jest stały współpracownik Stevena Spielberga, od lat w Hollywood – Janusz Kamiński.
O wymienionych wyżej przeze mnie nazwiskach poza tym, że mają imponujący dorobek filmowy właściwie niewiele wiemy. Nie ma opracowań książkowych ani obszernych opowieści na temat tego jak i dlaczego znaleźli się w Hollywood. Przecież mnóstwo ich kolegów po fachu zostało po szkołach w Polsce. Wolski przemyca w nielicznych wywiadach, że szkoły w Łodzi nigdy nie ukończył bo czuł przemożny głód pracy na planie i po wyjeździe do USA zaczynał jak asystent produkcji a potem asystent operatora na planach w Hollywood i że zdobywał niezwykle cenne doświadczenia na planach teledysków właśnie. Andrzej Sekuła sześć razy zdawał do Łódzkiej Filmówki i nigdy nie został przyjęty ale podkreśla, że coroczne porażki mobilizowały go do przygotowania się do egzaminów na kolejny rok i ostatecznie dostał się do szkoły filmowej w Wielkiej Brytanii. Jego pierwszym filmem nakręconym w USA, tuż przed 40-tymi urodzinami były „ Wściekłe psy” Quentina Tarantino.
Wszyscy wiemy, że za teledyskiem do Bad Michaela Jacksona stał Martin Scorsese oraz że największą ilość teledysków w latach 80-tych i 90-tych nakręcił David Fincher. Z wiedzą o operatorach jest zdecydowanie gorzej. Dlatego nie przechodźcie obojętnie obok teledysków, za ich kamerą stał najprawdopodobniej polski operator. Albo włączcie teledysk „ I promise” Radiohead i sami sprawdźcie kto za nim stoi.
Tekst: Małgorzata Janczak

