Po wielkim sukcesie „Bohemian Rhapsody”, który stał się najbardziej dochodowym muzycznym filmem biograficznym w historii, powstanie kolejnej ekranowej opowieści o gwieździe rocka było tylko kwestią czasu. W zeszłym tygodniu media zelektryzowała wiadomość, że trwają prace nad filmową biografią nikogo innego, jak samego Davida Bowiego. Wiadomo, że twórcy znaleźli już odtwórcę głównej roli i został nim aktor filmowy i teatralny oraz muzyk Johnny Flynn, znany z seriali „Lovesick”, „Genius” (w którym zagrał młodego Alberta Einsteina), „Nędznicy” i „Targowisko Próżności”, a także z filmu „Beast”. W postać pierwszej żony muzyka, Angie, ma wcielić się Jena Malone („Igrzysk Śmierci”, „Vice”), zaś rzecznika prasowego jego wytwórni płytowej zagra Marc Maron („Glow”). Film „Stardust” opowiadać będzie o pierwszej wyprawie młodego artysty do Ameryki w 1971 roku, która wpłynęła na narodziny jego słynnego alter-ego – Ziggy’ego Stardusta. Reżyserią zajmie się zdobywca nagrody Emmy Gabriel Range („I Am Slave”), zaś produkcją – studio Salon Pictures z Londynu, które ma na swoim koncie udane biografie, m.in. „McQueena”. Zdjęcia powinny ruszyć w czerwcu tego roku.
Wszystko to brzmi bardzo obiecująco, jednak pojawił się problem, jakim są – jakże ważne w przypadku tego wyjątkowego bohatera – prawa do jego muzyki. Syn Bowiego i jego pierwszej żony, Duncan Jones (który sam jest, notabene, reżyserem), ogłosił na Twitterze, że szykowany film nie dostał błogosławieństwa od rodziny i nie może w nim zostać wykorzystana muzyka jego ojca.
Im not saying this movie is not happening. I honestly wouldn’t know.
Im saying that as it stands, this movie won’t have any of dads music in it, & I can’t imagine that changing. If you want to see a biopic without his music or the families blessing, thats up to the audience.— Duncan Jones (@ManMadeMoon) January 31, 2019
Twórcy szybko zareagowali na te doniesienia i wytłumaczyli w wydanym oświadczeniu, że „Stardust” nie ma być typową biografią, zaś ma opowiadać o punkcie zwrotnym w karierze Bowiego i nie ma się opierać na jego muzyce. Pobodnie jak w przypadku „Nowhere Boy” o Lennonie czy „Control” o Joy Division, w produkcji będzie można usłyszeć inne hity z tamtych czasów i wykonywane przez Bowiego covery, ale nie oryginalne piosenki artysty. Czy taki projekt ma szanse na powodzenie?
Co ciekawe, w innym twitcie Jones wyznał, że marzy mu się animowany film o ojcu i jego muzyce, wyreżyserowany przez Petera Ramsey’a, twórcę ostatniego „Spider-Mana”, a ten odpisał, że sekunduje temu pomysłowi i jest wielkim fanem Bowiego. Może zatem – oprócz zapowiadanej fabuły – czeka nas pełna niesamowitych efektów i utworów gwiazdy animacja.
Co Wy na to?
Tekst: Anna Chojnacka

