Nowe miejsce: Kurczaki

Warszawa ul. Oleandrów 8

Wyższe loty

Kury nie mają najlepszego PR-u na mieście. Drób raczej niskich lotów – albo legendarne, wymyte detergentem tuszki z rożna w supermarkecie, albo panierowany MOM w sieciówkach. Ewentualnie sucha pierś z suszonym pomidorem, windującym ją do ulubionej ligi niby-włoskich dań za trzy dychy. Ale w knajpach i tak chętniej fruwa gęsina czy kacze udo. A taka kura, poza wolnym wybiegiem, zasługuje na coś więcej. Najwyraźniej z taką intencją swoją działalność przy ulicy Oleandrów zaczęły Kurczaki. Drobiowa przystań powstała w miejscu dość nijakiego Breadbaru, który stał się kolejną ofiarą dziarskiej wspólnoty mieszkaniowej i ustronnego położenia ulicy.

Koncepcja jest prosta – w nocy ptaki odpoczywają w marynatach, a w dzień pracują na rusztach. Codziennie do wyboru są trzy rodzaje kur pieczonych w różnych zalewach: od klasycznych – np. musztardowo-miodowa – po bardziej egzotyczne – indyjska czy sambal z papryczek chilli. Do tego trzy gabaryty: ćwiartka (6-7 zł), połówka (12-14 zł) i cała kurka (24-28 zł). W środku klubokawiarniana klasyka – ekominimalizm z płytą i drewnianymi skrzynkami w roli głównej. Bezpretensjonalnie i tylko bawarska flaga na podkładkach trochę podejrzana. Jest też oczywiście common table, ale żeby nikt nie sięgnął po moje udo, siadam osobno, z boku. W jedzeniu, tak jak w wystroju wnętrza, króluje tu prostota – moja ćwiartka ląduje na jednorazowym talerzu w towarzystwie pomidorów z cebulą (3 zł) i ostrego sosu (każdy za 1 zł). Można też jeść z pieczywem (2 zł). Mięso – aromatyczne i soczyste – od razu udowadnia swoją przewagę nad suszonkami z marketu. Kurczaki z Oleandrów to zdecydowanie wyższe loty. I dobra alternatywa dla warszawskiego street foodu zdominowanego przez burgerownie. Aha, gdyby komuś kurczak nie wystarczał, może wpaść z frytkami z Okienka. [Mariusz Mikliński]

godziny otwarcia:
pon.-czw. 12.00-22.00
pt.-sob. 12.00-00.00
niedz. 12.00-22.00

Dodaj komentarz

-->