„Nie żyjemy w próżniowym pojemniku”. Rozmawiamy z szefem Bauhaus Records

W kontekście jego muzycznej działalności, a mianowicie startu z nową i świetnie przyjętą w Izraelu wytwórnią muzyczną Bauhaus Records, skupiającą młodych i zdolnych artystów z miasta, które nigdy nie zasypia – postanowiłem przeprowadzić krótką rozmowę, zwaną powszechnie wywiadem z założycielem Bauhaus Receords, rezydentem telawiwskiego The Block, a prywatnie moim kolegą – Amichay Matyas.

Kacper Ponichtera: Shalom Amichay! W pierwszej kolejności porozmawiajmy o Tobie jako artyście i początkach Twojej przygody z clubbingiem. Czy możesz nam opowiedzieć jak rozpoczęła się Twoja przygoda z szeroko pojętą kulturą klubową? Co Cię do tego skłoniło i co stało się przyczynkiem do tego, że dzisiaj występujesz na jednej scenie z największymi gwiazdami, występującymi w Izraelu? 

Amichay Matyas: Cześć, Kacper. Jakiś czas temu zastanawiałem się nad tym zagadnieniem i początkami mojej muzycznej drogi. Od zawsze myślałem, że zaczęło się to w wieku 14-15 lat, gdy rozkręcałem pierwsze imprezy szkolne, ale pierwszą styczność z DJ’ingiem miałem jeszcze wcześniej. Wówczas w wieku 10 lat miksowałem The Beastie Boys z Metalliką na pierwszych ‚kaseciakach’ moich rodziców. Pamiętam również, że największe wrażenie zrobiły na mnie winylowe płyty, które do domu przynosił mój starszy brat. Jedna szczególnie zapadła mi w pamięć, a było to French Sessions Vol. 4 (Mixed by DJ Deep). Dzieło kompletne. Przygoda na poważnie rozpoczęła się w wieku 20 lat i tak systematycznie rok po roku grałem regularnie muzykę w telawiwskich klubach, czując, że to to jedyny sposób, aby się rozwijać.

Słusznie myślałeś, bo jak widać Twoja systematyczna praca się opłaciła. Kontynuując Twój osobisty wątek chciałbym zapytać o Twoje plany na najbliższą przyszłość? Pracujesz nad nowym materiałem, planujesz zaskakującą kooperacje z kimś uznanym w środowisku, a może szykują się interesujące, zagraniczne bookingi?

Przede wszystkim skupiam się na dalszym rozwoju mojego ‚dziecka’ Bauhaus Records, które w założeniu ma być czymś totalnie nowym, świeżym, przełamującym kolejne bariery w muzyce klubowej. Planujemy kolejne winylowe wydawnictwa, o których na chwile obecną nie mogę powiedzieć więcej, bo wychodzę z założenia, że niespodzianki są najlepsze. W kwestii bookingowej niedawno dołączyłem do włoskiej załogi Sounds Familiar, skupiającej takich artystów jak Sadar Bahar, Specter i Ge-Ology, więc mogę być pewny, że przede mną same wspaniałe rzeczy.

Wspomniałeś wcześniej o zetknięciu się z płytą French Session vol 4, dlatego płynnie chciałbym przejść do tematyki Twoich muzycznych inspiracji, które mnie jako  muzycznego zapaleńca zawsze interesują najbardziej. Jestem bardzo ciekawy, a także mam nadzieje, że nasi czytelnicy również: jaki wykonawca/zespół wywarł największy wpływ na Twoją muzyczną działalność, a także jaki izraelski artysta jest na najlepszej drodze, abyśmy usłyszeli o nim w nadchodzącym czasie jako ‚najciekawszym towarze eksportowym Izraela’?

Od zawsze inspirowała mnie muzyka mojego kraju, począwszy od takich artystów jak Shlomo Ydov, Yoni Rechter, Shlomo Gronich, a kończąc na światowej muzyce lat 70/80 i panujących wówczas trendach. W tym miejscu warto wspomnieć o albumie Shlomo Ydov „The First Time”, który zrobił na mnie ogromne wrażenie. To arcydzieło z pogranicza jazzu, folku z nutą bossa nova. Później po zetknięciu się z muzyką techno w latach 90 wiernie podążałem za trendami, wyznaczanymi przez lokalnych bohaterów tejże sceny: Shlomi Zidan, Sahar Z, Ilya, Bruto Pinocione. Ich status na tamte czasy był legendarny. Mistrzowskie granie długich zestawów, powolna budowa, napięcie, progresywna dusza i zabranie tłumu we wspólną podróż to coś, czego najbardziej brakuje mi na współczesnej scenie elektronicznej. Jeśli chodzi o drugą część Twojego pytania i izraelskich artystów to pragnę zaznaczyć, że moja rodzina Bauhaus Records posiada wspaniałych i utalentowanych ludzi jak PRZ, Rapha, JV Culture, Dasco czy Jerome C, który wychodzi z cienia po kilku latach przerwy.

Spróbujmy przenieść się na chwilę do Polski. Chciałbym zapytać czy znasz jakiś polskich DJ’ów i producentów?

Muszę przyznać szczerze, że niestety nie, ale obiecuje, że odrobię prace domową i poznam bliżej polską scenę elektroniczną.

W takim razie nie będę dalej kontynuował tego wątku, a obiecasz, że jak tylko zanurzysz się w muzyce z mojego podwórka to wrócimy do rozmowy na ten temat.

Obiecuje (śmiech)

Powróćmy zatem w rejon basenu Morza Śródziemnego. Jaka jest największa zaleta kultury klubowej w Tel Awiwie? Rozwinięta turystyka? Izraelski temperament? A może ogromne sumy, jakie mają promotorzy i właściciele klubów?

Przede wszystkim uważam, że nasza scena jest bardzo dojrzała i mocno rozwinięta. Tak jest od połowy lat ’90, kiedy pierwsza fala prawdziwego clubbingu opanowała adres Allenby 58, pojawił się klub Haoman17 i jeszcze kilka innych znaczących miejsc. To tam powstał rdzeń dzisiejszej sceny. Zauważyłem też ciekawe zjawisko, iż Tel Awiw od zawsze skutecznie doganiał europejskie trendy, no, może z lekkim, dwuletnim opóźnieniem o 2. Z biegiem czasu zaczęły dominować różne nurty muzyki od house, electro, disco, aż wreszcie techno, które aktualnie króluje na parkietach mojego miasta. Myśle, że olbrzymią przewagą telawiwskiej sceny jest fakt, że jest tutaj miejsce na wszystko, zaś miejscowi promotorzy nie boją się eksperymentować, co ostatecznie popłaca najbardziej. W kwestii izraelskiego temperamentu muszę przyznać, że to materia bardzo trudna, bo z jednej strony on często pomaga, ale są sytuacje, kiedy brakuje nam subtelności i wrażliwości.

Dla zachowania równowagi i lepszej, poglądowej sytuacji izraelskiej sceny – w tym miejscu – muszę zapytać również o jej największe wady. Czy Twoja klubową społeczność dotykają również bezsensowne konflikty, nieuczciwa konkurencja lub wielkie ego niektórych promotorów?

Ciekawe pytanie. Jedyna konkurencja jaka tu panuje to ta między klubami, ale jednocześnie miejscowi animatorzy sceny udowodniają, że wszystkie miejsca mogą współistnieć w zgodzie. Jednej nocy możesz tutaj zatańczyć w towarzystwie Prosumer w Breakfast Club, Jeffa Millsa w The Block, a jednocześnie w Alphabet w towarzystwie lokalnych herosów. Uważam, że jesteśmy niezwykłymi szczęśliwcami, mając tak bogatą scenę elektroniczną. Myśle również, że w Izraelu mają miejsce znacznie gorsze konflikty, niż te w klubach muzycznych.

Niestety z tym ostatnim muszę się zgodzić, że w tym kontekście żaden konflikt w Izraelu nie jest taki straszny. Oboje mamy przyjaciół w wyżej wspomnianym klubie Alphabet (here are the big greetings for Tal, David, Doron, Ori, Oron and the rest of the Alphabet Crew). Czy możesz powiedzieć czym wyróżnia się to miejsce od takiego The Block czy Breakfast Club?

Pragnę wspomnieć, że jestem rezydentem The Block, więc większość mojego imprezowego czasu spędzam przy ulicy Salame, ale w Alphabet pojawiam się równie często. Ekipa, która zarządza tym miejscem jako jedna z niewielu tak mocno wspiera lokalne talenty. To co ich wyróżnia to fakt, że imprezy trwają tam do późnych godzin popołudniowych, a każdy z uczestników zabawy czuję się tam niezwykle swobodnie.

Prawie każdy w tej branży posiada zabawną historię z ich kariery. Czy znasz jakieś anegdoty z życia DJ’a lub interesująca historię z gościem, który wystąpił w The Block?

W ciągu ostatnich 8 lat miałem tyle ciekawych i zabawnych doświadczeń (być może zbyt wiele), że ciężko wspomnieć o jednym. Natomiast w kontekście gości, którzy odwiedzili mój klub mogę powiedzieć, że bardzo się ciesze, że mogłem poznać i zaprzyjaźnić się chociażby z The Black Madonna, Hunee i Motor City Drum Ensemble. To wspaniali ludzie.

Przedostatnie pytanie dotyczyć będzie Ciebie i załogi Bauhaus Records. Jak opisałbyś muzykę i brzmienia w których operujecie wraz z Rapha i Yogo?

Rapha to młody talent, którego brzmienie i produkcje bywają niezwykle zaskakujące, o czym będziecie mogli przekonać się na własne uszy już wkrótce. Jeśli chodzi o Yogo to w tym miejscu przytoczę słowa mojej żony, która parę lat temu powiedziała, że ja i Yogo powinniśmy zacząć razem grać i stać się supergrupą, gdyż łączy nas nie tylko wielka przyjaźń, ale również podobne podejście do muzyki. Zabawne, bo przewidziała przyszłość i obecnie z Yogo wspólnie prowadzimy wytwórnie, a także występujemy obok siebie, zabawiając każdego weekendu publiczność, zgromadzoną na naszych showcase’ach.

Oby trwało to jak najdłużej, bo patrzy się na Was z ogromną przyjemnością. Ostatnie pytanie, które będzie niejako klamrą naszej rozmowy. Czy możesz odnieść się do powszechnie panującej opinie, że „Izraelczycy nie lubią Polaków i Polski?” Czy jest to prawdziwe stwierdzenie czy jednak mijające się z prawdą? Moje pytanie wynika niejako z przekonania, że relacje obu narodów przedstawiane są antagonistycznie podczas, gdy jest zupełnie odwrotnie: Polacy i Żydzi mają wspólną historię i ogromny szacunek do siebie nawzajem.

Myślę, że Izrael jest wrogo nastawiony do Europy w ogóle, a nie w szczególności do Polski. Oczywiście uważam, że wrogość jest zła. Europa skłania się do krytyki Izraela w kontekście konfliktu izraelsko-palestyńskiego. Czasami wydaje mi się to w pełni uzasadnione, ale zdarzają się przypadki, że ta krytyka jest zupełnie niezrozumiała i niesprawiedliwa. Nie żyjemy w próżniowym pojemniku i powinniśmy akceptować różne myśli i poglądy. Rozstrzygnięcie tego konfliktu przyniosłoby korzyści wszystkim, zacieśniało współprace na świecie i kolejne inwestycje. Niestety współcześnie istnieją takie figury na scenie politycznej – jak nasz obecny rząd – który specjalnie podgrzewa atmosferę, korzystając z polaryzacji izraelskiego społeczeństwa w swoich niecnych i partykularnych interesach. Zaryzykuje stwierdzenie, że to problem, który dotyczy wielu państw i nie jest stricte izraelską domeną.

Nie sposób nie zgodzić się z Twoimi słowami. „Make love not war” to moje przesłanie do wszystkich czytających, ażeby odrzucić jałowe spory i oddać się dzikiej miłości chociażby w towarzystwie brzmień z katalogu Bauhaus Records. Tego życzę nam wszystkim, zaś Tobie Amichay dziękuje za poświęcony czas i wyczerpujące odpowiedzi.

(śmiech) Ja również życzę nam wszystkim tego samego i dziękuje przede wszystkim Tobie za zaproszenie i przygotowanie merytoryczne. Do zobaczenia!

 

Rozmawiał: Kacper Ponichtera