Zmierzch Gwiazdy – recenzja filmu „Judy”

Judy Garland jest wśród miłośników kina i społeczności LGBT nadal jedną z wielkich ikon kina, nawet jeśli przez mainstream odrobinę zapomnianą. Teraz na ekranie schyłek jej kariery i niestety również życia przypomina nam film w reżyserii uznanego brytyjskiego reżysera teatralnego Ruperta Goolda.

Nagięty obraz rzeczywistości

„Judy” – jak niejeden biograficzny film przed nim – skupia się na określonym wycinku życia gwiazdy. Gwiazdy, która była jedną z największych ikon złotej ery Hollywood. Garland pamiętamy przede wszystkim z „Narodzin Gwiazdy” czy „Wyroku w Norymberdze”, unieśmiertelniona  została zaś przez rolę Dorotki w „Czarnoksiężniku z Oz” i oczywiście pierwotne wykonanie „Somewhere Over The Rainbow”.

judy plakat

Ekranową Judy poznajemy więc gdy ma już 46 lat i, uzależniona od leków oraz z debetem na koncie, zmuszona jest przyjąć nowy kontrakt. Lukratywna propozycja przychodzi z  Londynu, gdzie Judy będzie zmuszona przez kilka tygodni znów stanąć na scenie. Tymczasem dokuczają jej stany lękowe, jest uzależniona od leków, a głos zniszczył już dawno alkohol…

Bez kontrowersji

Film prowadzony jest w urokliwej narracji, typowej dla brytyjskiego kina środka. Biografia unika więc jak ognia kontrowersji, by film oglądało się lekko, łatwo i przyjemnie. Dla jednych będzie to zaleta, lecz dla wielu kinomanów także wada. Goold pomija bowiem sporo faktów, inne zaś w dogodny dla swego filmu sposób przeinacza. Dla przykładu plansza kończąca film nie informuje o przyczynie śmierci aktorki by nie psuć nam humoru, a pokazany w filmie jednoznacznie źle trzeci mąż aktorki nie był do końca czarnym charakterem… Niektóre postacie i wydarzenia traktuje się tu więc na tyle jednostronnie i skrótowo, że dostajemy mocno nagięty obraz rzeczywistości w imię przyjemnego sentymentalnego obrazka z życia podupadłej gwiazdy.

judy rene zellweger

Oscar wydaje się praktycznie pewny

Jeśli coś ratuje ten w gruncie rzeczy przeciętny obraz, to z pewnością rola Renee Zellweger. Aktorka, odbierając kilka dni temu Złotego Globa powiedziała „dobrze tu być po 17 latach”… łatwo więc wysnuć paralelę między jej własnym życiem, a życiem Garland, która mimo wszystkich problemów wciąż pragnęła miłości swej publiczności. Zellweger odtwarza z pietyzmem manieryzmy Judy, jej sposób poruszania się, tików nerwowych czy mówienia. Sama również wykonuje w filmie piosenki Garland, co akurat jest decyzją kontrowersyjną, bo przy całym szacunku do musicalowego głosu Zellweger to po prostu nie ta „wielkość” głosu. W tej chwili jednak pochód aktorki po drugiego Oscara wydaje się praktycznie pewny, dlatego jeśli zdecydujecie się na wyprawę do kina, to zapewne by zobaczyć koncert gry aktorskiej Zellweger. Warto jednak pamiętać, że to nie cała prawda o Judy.

3/5

Marek Michalak

Tekst powstał przy współpracy z Kinem Nowe Horyzonty

-->