Co zjesz, to twoje

O Stambule i polsko-tureckich relacjach można i trzeba by napisać dużo, dużo więcej, ale, jak widzicie, miejsca jak na przekąskę. Ograniczę się więc do przekąsek właśnie. Drobnego, ale istotnego aspektu wielkomiejskości. Warszawa po raz kolejny z fajnego trendu uczyniła nieznośnie powtarzalną i przewidywalną codzienność, stawiając foodtruck z burgerem na każdym niemal rogu. Tymczasem Stambuł do zaoferowania ma przebogatą ofertę jedzenia prawdziwie ulicznego, bo niezapośredniczonego hipsterskim logotypem, facebookowym profilem i modą na jedno kopyto.

Świeżutki arbuz pokrojony na kawałki? Proszę bardzo. Kanapka ze świeżą rybą? Idź nad rzekę, gdzie mieszkańcy Stambułu, popijając herbatkę (z ulicznego imbryczka), łowią ryby, które od razu trafiają na ustawionego za ich plecami grilla. Świeżo wyciśnięty sok z owoców sezonowych? Ananas na patyku? Tak i tak! Chłopaki, co robią lizaki? Są! Pieczone kasztany, baklava, chałwa, kebab i kokoreç między stoiskiem z gazetami a lodówką z napojami w co drugim kiosku. Masz ochotę na coś bardziej wyszukanego, np. małże? Też znajdzie się na chodniku stoliczek. Jeść, nie umierać! Oczywiście Stambuł ma do zaoferowania dużo więcej niż jedzenie, ale nie ma zwiedzania bez podjadania.

Obraz 946

Dodaj komentarz

-->