„Zjednoczone stany miłości” – stany lękowe

Tomasz Wasilewski potwierdza status jednego z najciekawszych twórców polskiego kina. W „Zjednoczonych stanach miłości” widać, że odrobił lekcję z Ulricha Seidla i rumuńskiej nowej fali, lecz jednocześnie pozostał wierny własnej wrażliwości. Nowy film polskiego reżysera – tak jak wcześniej „W sypialni” czy „Płynące wieżowce” – pozostaje poruszającą wizją uczuciowego niespełnienia.

Miłość w „Zjednoczonych…” uwodzi obietnicą przyszłej ekstazy, lecz jednocześnie sprowadza na bohaterów cierpienie i rozpacz. „Zjednoczone…” ujmują realizacyjną precyzją. Nagrodzone na Berlinale dzieło Wasilewskiego utrzymane jest w chłodnej tonacji, lecz absolutnie nie można zarzucić mu bezduszności. Choć reżyser odważnie pokazuje erotyczny wymiar życia bohaterów, nie sposób oskarżyć go też o ekshibicjonizm. Wasilewskiemu udała się ponadto sztuka wpisania uniwersalnej tematyki w bardzo konkretne realia.

„Zjednoczone…” dzięki temu stanowią jeden z najciekawszych w polskim kinie obrazów transformacji ustrojowej. Twórcy „W sypialni” daleko do zachłyśnięcia się drapieżnym kapitalizmem rodem z dresiarskiej „Yumy”. Nie interesuje go również stawianie spiżowych pomników ofiarom społecznych przemian. Wasilewski akcentuje melancholię, z którą pokazuje bohaterki marzące o życiu w zgodzie z zachodnimi wzorcami, lecz nieznajdujące w sobie odwagi, by zrealizować plany. „Zjednoczone…” skłaniają do tego, by zadać sobie pytanie: czy dziś na pewno jesteśmy od nich tak bardzo różni?


„Zjednoczone stany miłości”

reż. Tomasz Wasilewski
obsada: Julia Kijowska, Magdalena Cielecka,
Dorota Kolak, Magda Nieradkiewicz, Tomasz Tyndyk
Polska/Szwecja 2016, 104 min
AP Manana, 29 lipca

Dodaj komentarz

-->