Zaczepka na festiwalu Creepy Teepee w Kutnej Horze

Wejście jak do zaniedbanego baru, jedna scena wyglądająca niczym wzięta z festynu, druga – zadymiona i wiecznie zatłoczona, szalone tańce w błocie, nowe znajomości w kolejce do toi toia. Line – up napisany kredą na tablicy leżącej przy wejściu, czeskie piwo z kija, problemy z nagłośnieniem, muzycy palący papierosy przed sceną, niesamowite outfity festiwalowiczów, tłuste frytki na gastro. Creepy Teepee to festiwal bez napinki. Potańczyliśmy, pozwiedzaliśmy i pozaczepialiśmy! I zachęcamy – pojedźcie z nami za rok! 


Ola, Aktivist

Festiwal jest tak klimatyczny, że już pierwszego dnia wchłonęłam panującą wokół atmosferę chillu i pozytywnie odebrałam większość koncertów. Najbardziej porwał mnie Sega Bodega, The Empire Line i fantastyczny koncert Mykki Blanco. Ciekawie słuchało się też Priests i Abdu Ali, który przeniósł mnie na chwilę na inną orbitę. Bardzo podobała mi się wszechobecna tolerancja, przyjacielscy ludzie i to, że festiwal odbywał się na tak małej przestrzeni – miła odmiana po Openerze, na którym zgubiłam się tysiąc razy, a najżywsze wspomnienie to bieg od sceny do sceny, by zdążyć na kolejne koncerty. Creepy Teepee to też idealna okazja do podpatrzenia modowych inspiracji – nie znajdziecie tu „falbanek w stylu boho”, „must have – kapelusza słomkowego z zabawnym napisem”, ani stylizacji z Coachelli. Stroje ludzi na Creepy to prawdziwe perełki. Oczarowana obserwowałam bawienie się modą -na luzie, bez spiny i odgórnie narzuconych ram. Czy wracam za rok? Pewnie! 

Adam

W S P A N I A Ł Y festiwal! Mógłbym się długo rozwodzić na temat kwestii organizacyjnych, doboru artystów czy ich ułożenia w timetable, ale to totalnie bezcelowe. Creepy to magiczne miejsce, wewnątrz którego znikają jakiekolwiek granice. Świetna atmosfera, wspaniała zabawa, przepiękna Kutna Hora i na każdym kroku cudowni ludzie. Do tego dołóżmy bardzo wysoki poziom artystyczny i niesamowicie dziś potrzebny antyfaszystowski wydźwięk. Creepy to miłość, a nie przyjechać na Creepy to grzech.

Pau

Będąc już drugi raz na Creepy Teepee nadal jest pod wrażeniem klimatu jaki tam panuje. Mała ilość osób oraz niewielki teren festiwalu tworzą bardzo rodzinną atmosferę. Codziennie jesteś na koncertach i imprezach w tym samym gronie osób, zapamiętujesz ich i przestajesz być anonimowy. Dodatkowo politycznemu wydźwiękowi festiwalu oraz szacunkowi, z jakim spotykasz się z każdej strony towarzyszy świetna muzyka. Generalnie dobra baila.

Maciek

Creepy Teepee to taki festiwal, któremu łatwo wybaczyć wszystkie niedociągnięcia. Klimat festiwalu I jego przystępność rekompensują je z nawiązką. Zaskoczyła mnie przy okazji sama Kutna Hora, która okazała się być idealnym miasteczkiem festiwalowym na te kilka dni. Warto przyjechać, warto pozwiedzać, warto zjeść knedlićki i warto też kupić bilety na kolejną edycję.

Patryk i Aga

Aga: Na Creepy Teepee jestem po raz pierwszy. Zdecydowanie jest to festiwal inny niż te, na których byłam dotychczas. Jak dla mnie największym plusem jest mała liczba festiwalowiczów oraz różnorodność muzyczna – każdy znajdzie coś dla siebie. Polecam go również każdemu kto ma problem z akceptacja oryginalności u innych – tutaj nie zauważyłam żadnych uprzedzeń. Myślę, że warto brać przykład. Poza tym, pozytywnie zaskakuje też samo miasteczko, które ma naprawdę sporo do zaoferowania.





Jagoda

Trzy dni w bajkowo pięknym miasteczku przy ekscytujących dźwiękach – czy można wyobrazić sobie lepszy początek lipca? Energię akumulowaną przy knedlickach pożytkowaliśmy na całonocne taneczne doświadczanie muzyki. I choć poziom organizacji festiwalu pozostawiał sporo do życzenia, a scena klubowa zamieniała się w saunę, już nie mogę doczekać się kolejnej edycji. Uwaga, Creepy Teepee uzależnia!

Natalia

Jeszcze nigdy nie czułam się tak, jak na festiwalu w Kutnie Horze. Trzy dni całkiem wyjęte z regularnego kalendarza, wolne od codziennej presji, podczas których prawie każdy może sobie pozwolić na to, żeby być sobą. Nie każdy, bo dla tych, którzy dyskryminują innych nie ma tutaj miejsca. Fašism není alternativa. Pyszne ciasto i sytuacje artystyczne, których nie dało się przewidzieć (Abdu Ali, Mykki Blanco). po powrocie do Polski chyba już nigdy się nie wykaraskam z PFD (Post-Festival Depression).

Kasia

Rzeczy, które wyróżniały Creepy Teepee (a była to moja pierwsza edycja!) na plus na tle festiwali, w których do tej pory zdarzało mi się brać udział, to przede wszystkim jego kameralność, brak napuszenia i tłumów. Sam event na pierwszy rzut oka wyglądał dość skromnie, ale widać było, że większość osób przyjechała tu jednak posłuchać muzyki i uszczknąć trochę tego wyjątkowego klimatu, o którym opowiadano mi na świeżo po każdej z kolejnych edycji. Choć nagłośnieniowo było bardzo mocno średnio, to line-up był intrygujący i przemyślanie rozłożony jak na te 3 dni. Najlepsze rzeczy, które tam widziałam, to Empire Line, na których live act mocno czekałam, Dinamarca, Sega Bodega, dla którego właściwie tam pojechałam, no i DJ Earl – troszkę przaśny, ale mocno porywający. Bardzo bardzo podobali mi się Mechatok, Zakmatic, no i Kry. Największe rozczarowania – Princess Nokia (choć nigdy nie rozumiałam jej muzycznego fenomenu, poza kilkoma catchphrase’ami), Bad Gyal i Amnesia Scanner – pierwszy raz od dawna musiałam wyjść w trakcie występu (a nie jestem szczególnie wybredna), bo pierdzące basy i potworna nuda zrobiły ten występ asłuchalnym. To, czego jestem pewna, to że w przyszłym roku wracam tam na 100 procent.

Janeček

To był mój pierwszy festiwal. Poza mglistymi wyobrażeniami nie miałem żadnych oczekiwań, ale Creepy i tak bardzo mnie zaskoczyło. Co prawda, nie stać nas było na nagłośnienie z najwyższej półki, a ochroniarze wyglądali trochę zbyt miło. Było też kilka organizacyjnych fuckupów… W zamian uczestniczyłem w naprawdę niezwykłym procesie kształtowania relacji, którego nigdy nie doświadczyłem tak wyraźnie. Przez kilka dni mogliśmy być w miejscu totalnie równościowym, wypełnionym wzajemnym szacunkiem i pozbawionym struktur władzy. Mogliśmy sami się zorganizować, za niewielkie pieniądze pokazać, że można żyć inaczej i stworzyć małą, szaloną wspólnotę, skupioną wokół mniejszościowej muzyki.

Hana

Mieszkam niedaleko, więc to mój kolejny festiwal. Przyjechałam, żeby chłonąć festiwalową atmosferę, spędzić czas ze znajomymi, potańczyć, posłuchać muzyki i poznać nowych ludzi. Na tak małej przestrzeni to bardzo łatwe!

  • rigg

    spoko, fajne odczucia ludzie mają z tego festu. a w ogóle jak ktoś polubił Kry (ja follołuje) to ona jest z PL i gra na imprezach, głównie w Wawie, także wiecie ;)