Z pamietanika kozy. Neil Young szczerze

Marzenie hipisa
Neil Young
Wydawnictwo Pascal
A!A!A!A!A!

Trudno połapać się w dyskografii Neila Younga, jeszcze trudniej przewidzieć jego kolejny ruch. Ponad 45 lat artystycznej aktywności, dziesiątki nagranych albumów i status jednego z najbardziej wpływowych muzyków wszech czasów – idealny, wydawałoby się, materiał na autobiografię, dzięki której moglibyśmy krok po kroku prześledzić zawiłe losy jej autora. #Young nie byłby jednak sobą, gdyby podał nam wszystko na tacy. Kto spodziewa się standardowej opowieści, zaczynającej się od słów: „urodziłem się w…”, a kończącej na opisie ostatniej trasy koncertowej, będzie srodze zawiedziony. Nie ma tu chronologii, w zasadzie nie ma nawet początku i końca. To kilkusetstronicowy zbiór #notatek, sporządzonych w chwilach wolnych od niezliczonych – nie tylko muzycznych – zajęć.

Wygląda na to, że ponadczasowa, inspirująca kolejne pokolenia #muzyka, którą tworzy Young, wcale nie jest najważniejszą sprawą w jego życiu. Czytam więc o próbach zbudowania ekologicznego samochodu, walce o prawa amerykańskich farmerów, pasji modelarskiej czy też po prostu o życiu na kalifornijskim ranczu i jednej z hawajskich wysp, w otoczeniu rodziny i bliskich przyjaciół. Z tego wszystkiego wyłania się obraz człowieka szczęśliwego, w pełni zadowolonego z przebiegu swojego życia, ale też niezwykle pokrzywdzonego przez los. Bo jak wielkiego trzeba mieć pecha (i jak silnego ducha), by poradzić sobie z tragiczną śmiercią najbliższych osób i niezwykle ciężką i ekstremalnie rzadką genetyczną chorobą dwóch (!) synów? #NeilYoung sam przeszedł w dzieciństwie groźną chorobę, był świadkiem przedawkowania wśród swoich przyjaciół, stracił ukochaną łódź, pożar strawił model elektrycznego samochodu, nad którym pracował kilka lat, itp. itd. Wszystkie zdarzenia komentuje jednak z wrodzonym poczuciem humoru i uszczypliwością. Lektura obowiązkowa, nawet jeśli uważacie, że ten facet beczy jak koza.

Dodaj komentarz