Pih – Na surowo

Jeszcze nigdy nominowani przez nas do Nocnych Marków muzycy nie budzili tyle kontrowersji, co w tym roku. Kategorię Artysty Roku staramy się jednak traktować jako probierz aktualnych tendencji i trendów, a nie wypadkową liczby recenzji i stopnia ich pochlebności. W 2013 r. hip-hop jeszcze dobitniej niż w poprzednich latach pokazał swoją siłę, a polityka, zaufanie wobec niej i jej medialny obraz stały się tematem rozmów nawet tych osób, które uważały, że ich te sprawy nie dotyczą – Pih zdaje się głosem wyprzedzającym to, co nastąpiło. Nasz laureat sprzed dwóch lat – Łona – namawiał swego czasu wszystkich, by mieli wątpliwość, natomiast tegoroczny zwycięzca za pomocą swoich tekstów wbija brudne, zardzewiałe szpile w ogólnie przyjęte status quo. Nie trzeba się z nim zgadzać, by wsłuchać się w to, na co przedstawia „Dowody rzeczowe” na swoich trzech ostatnich płytach. Współczesna sztuka zawsze miała bowiem prowokować dyskusję i tylko możemy żałować, że jedyną formą wywiadu, jaką mieliśmy możliwość przeprowadzić były pytania i odpowiedzi wysyłane mailem. Deklaracja sądów, a nie polemika. Pozostaje więc kierować się radą, która posłużyła za tytuł pierwszego krążka WWO – masz i pomyśl.

Ucieszyła cię nagroda od magazynu, który nie jest częścią branży hiphopowej, a pewnie przez część tej branży jest uważany za gazetkę dla „hipsterki”?
Bardzo mnie zaskoczyła wiadomość o nominacji. Przyznaję, musiałem wygooglować sobie wasz magazyn (śmiech) i przyjrzeć się mu z bliska. Jestem osobą, która nie przywiązuje większej wagi do tego typu historii i raczej na luzie podchodzę do nagród, nie biorę orderów na serio. Niemniej, cieszę się. Przeczytałem wasze uzasadnienie do nominacji, tak naprawdę wszystko się zgadzało. O tym, że zostałem Artystą Roku zadecydowali internauci, to dzięki ich głosom wygrałem i jest to dla mnie bardzo cenne.

Choć od lat – zaczęliśmy na długo przed tym, jak media głównego nurtu z powrotem zwróciły uwagę na rap – nominujemy zawsze jednego artystę hiphopowego, to jeszcze żadna nominacja nie wywołała tylu kontrowersji. Oburzali się dziennikarze muzyczni, utyskiwali słuchacze innych gatunków, którzy hip-hop co prawda akceptują, ale tylko ten mieszczący się w pewnych ramach, podśmiewali się też twoi fani. Widzisz granice, które dzielą krajową scenę na tę szerzej akceptowaną i tę złą – „w kaptury ubraną, siedzącą pod blokami i ubliżającą policji” – która wyrzucona jest poza nawias?
Musimy powiedzieć sobie jedno, wasza nominacja była faktycznie bardzo odważna. Pih to nie jest napis na dropsach. Często mówię o sprawach mało popularnych, niepoprawnych politycznie, niejednej osobie nadepnąłem na odcisk. Na moich płytach jest konkret, nie ma wodolejstwa i kunktatorstwa. To muzyka, która podaje życie, takim jakim jest – na surowo. Tak naprawdę jestem trochę zaskoczony, że moja kandydatura tak gładko przeszła, równie dobrze mogłaby dobijać się do was „Gazeta Wyborcza” i próbować wpłynąć na waszą decyzję. Nigdy nie czułem się wyrzucony poza nawias, bo nigdy też nie dążyłem do tego, żeby być szerzej akceptowanym. Moja twórczość jest świadoma, zdaję sobie sprawę z faktu, że krąg moich odbiorców jest ograniczony, i to mi odpowiada.

Jeśli weźmiemy pod lupę literaturę czy kino, truizmem będzie stwierdzenie, że poruszanie tematów „trudnych”, rozdrapywanie ran i schodzenie do rynsztoka jest czymś powszechnie akceptowanym, ba, często wręcz pożądanym. Muzyka jednak dla większości ludzi – nawet tych, co czytają na co dzień Palahniuka i oglądają Smarzowskiego – jest tylko i wyłącznie czasoumilaczem…
Faktycznie – film czy książka wymagają od odbiorcy innego zaangażowania niż płyta, którą możesz sobie puścić i robić przy okazji kilka innych rzeczy. Prawdą jest także to, że głównym nurtem w muzyce muszą być rzeczy lekkie w odbiorze, bo to one trafiają do radia, telewizji, są łatwo przyswajalne. Najciekawsze historie to jednak te, do których trzeba dotrzeć, te na cenzurowanym, które niosą pewne treści. Są albumy, o których się mówi, obok których nie przechodzi się obojętnie, które kształtują pokolenia.

Czy – w związku z tym – pisząc teksty, zastanawiasz się nad ich odbiorem, jaki efekt mają one wywrzeć na słuchaczu?
Tak jak wcześniej wspomniałem, jestem świadomy tego, co robię, ale jednocześnie nie staram się kontrolować i hamować swojej twórczości. Mam wizję świata, życie to dla mnie niekończąca się walka dobra ze złem. Nie ta biblijna, tylko ta, która nas dotyczy bezpośrednio. Walka z naszymi ułomnościami, wadami. Widzę zło każdego dnia. Mówiąc, że wszystko jest w porządku, dałbym mu się uwieść i nigdy bym z nim nie wygrał. Dlatego opisuję wszystko w tak drastyczny sposób. Żeby nikt przypadkiem nie przeszedł obok tego obojętnie…

Drastyczność w dzisiejszych czasach często sprowadzana jest do swoich najprostszych i najbardziej wulgarnych form, „swag” odmieniany jest przez przypadki, a kontrowersyjny staje się synonimem ciekawego.
Prymityw zawsze dobrze się sprzedaje, żeruje w końcu na najniższych ludzkich odruchach. Nieznalska, Markiewicz czy taki książę ciemności drący Biblię i jednocześnie pozujący dla tabloidów z Dodą – tani syf, nastawiony na skandal zawsze znajdzie poklask hołoty.

Skandal potrafią wywołać też takie słowa jak rodzina, wiara czy ojczyzna, które za sprawą mediów są wrzucane dziś do tego samego wora co nacjonalizm (który też przez ostatnie lata zyskał znaczenie pejoratywne, którego nie niesie), nazizm czy faszyzm. Jak twoim zdaniem można walczyć o wartości, jakie naprawdę za nimi stoją? I czy jest to domena wyłącznie prawej strony?

Najwidoczniej tak. Przecież zdajemy sobie sprawę z tego, jak wyglądają te wszystkie lewackie ideologie odnoszące się do pojęcia rodziny i jaka jest przyjęta przez te środowiska strategia. Wystarczy spojrzeć na to, co dzieje się we Francji, Szwecji… Daj spokój, to nie jest normalny świat. Widzisz, niby żyjemy w demokracji, gdzie decyduje wola większości, a tak naprawdę jesteśmy cały czas terroryzowani przez tych, którzy są w mniejszości. Wrogowie demokracji potrafią dzisiaj sprytnie wykorzystywać dorobek naszej cywilizacji przeciwko niej samej. Wiara? Chrześcijaństwo jest fundamentem cywilizacji Zachodu, a jak jest traktowane? W konstytucji UE zrezygnowano z invocatio Dei. A patriota? Dzięki mediom głównego nurtu dzisiaj kojarzony jest z tępym naziolem. Tak wygląda narracja w środkach masowego przekazu, gdzie niestety panoszy się lewactwo. Niedawno byliśmy świadkami, jak szybko zaszufladkowano tych kilka osób, które protestowały przeciwko wykładom Baumana. To mówi samo za siebie.


Polska scena hiphopowa jest jednak jedyną, na której polityka pojawia się w innym kontekście niż nienawiść do systemu, walka z nim i jego aparatem, pogarda dla ludzi go współtworzących. Skąd twoim zdaniem taki stan rzeczy?

Myślę, że duży wpływ na to mają warunki, w jakich musimy żyć, nasza rzeczywistość jest mocno osadzona w polityce, społeczeństwo polskie żyje tym na co dzień. Komuna, później Okrągły Stół, który zafundował nam bazarowy kapitalizm, to wszystko odbija się na tym pokoleniu. Większość raperów, z tego co wiem, skłania się ku prawej stronie, są też ci, którzy sympatyzują z lewicą, niestety mimo że jestem człowiekiem skorym do dialogu, ich racji nie potrafię zrozumieć.

Rządzącym zawsze zależało na dzieleniu społeczeństwa, ogłupianiu go i prowadzeniu od żłobu do urny. Patrząc na niedawny Marsz Niepodległości, na którym od lat obie strony straszą przed kolejnymi wyborami i prowokują pewne wydarzenia dla własnych korzyści, trudno o jednoznaczne sądy. Ty jednak dołączyłeś w zeszłym roku do Honorowego Komitetu Poparcia Marszu…
W Marszu Niepodległości organizowanym przez środowiska narodowe widzę same pozytywy. Każdego roku to wydarzenie przyciąga dziesiątki tysięcy osób z całej Polski, którym najwidoczniej zależy jeszcze na losach kraju, na jego historii, tradycji. Tak naprawdę jeśli spojrzymy dzisiaj na nasze społeczeństwo, to porażająca jest jego bierność. Większość się poddała, osoby, z którymi rozmawiam, nie wierzą, że można coś jeszcze zmienić. Politycy czują się bezkarni, kraj zżera korupcja, a szczerze, nie pamiętam, żeby jakiś polityk za coś odpowiadał i poniósł karę. Wszystkie afery są zgrabnie zamiatane pod dywan. Wielu raperów dołączyło do Honorowego Komitetu Poparcia Marszu Niepodległości, ponieważ wiemy, że cel jest słuszny, że czas na ludzi, którzy nie są uwikłani w stary system. „Elity”, które rządzą od lat, kompletnie się skompromitowały. Czas na państwowców, na świeże środowisko intelektualne i polityczne, które będzie potrafiło zmienić naszą nieciekawą rzeczywistość.

Jako osoba publiczna z ogromną rzeszą słuchaczy, z których spora część jest młoda i nieukształtowana – czujesz odpowiedzialność za swoich odbiorców, ich postawy czy poglądy?
Tak, co więcej mam wrażenie, że rap nie jest tylko pustym, nic nieznaczącym buntem, który przeminie bez echa. Ta muzyka to walka o wychowanie świadomego pokolenia.

Dysponujące ogromną siłą – od OLiS-u, przez YouTube i Facebook, aż po nasz mały plebiscyt – środowisko hiphopowe jest zupełnie inneniż w latach 90. Dla mojego pokolenia byliście pierwszymi artystami, którzy byli tacy jak my i mówili to, co widzieliśmy dookoła, a nie jakieś bzdury wyssane z palca. Dzisiejsze nastolatki widzą w was gwiazdy, pieniądze i wyświetlenia w internecie. Czy rap i scena zmieniły się w związku z tym?
Zgadzam się, scena się zmieniła. Przytłacza dziś bylejakość i brak treści. Rap rzadko komentuje – tak jak było do niedawna – rzeczywistość, za to gubi się w sprawach mało istotnych, jest mniej zaangażowany. Pocieszam się tym, że może to tylko takie złudzenie. Dzięki łatwemu dostępowi do internetu i technologii cyfrowej mamy dzisiaj wysyp „artystów” różnej maści. Na pewno została jednak garstka tych, którzy mają coś ciekawego do powiedzenia, a ich twórczość coś niesie i nie jest zwykłą paplaniną, rymami o rymach.

A co przez te 15 lat bytności na scenie zmieniło się w tobie?
15 lat to naprawdę sporo. Człowiek patrzy przez pryzmat doświadczenia, tego, co przeżył i wie o życiu i ludziach. W pewnym momencie, jak to w życiu, pęka bańka mydlana złudzeń, nasze wyobrażenie o wszystkim wywraca się na drugą stronę i konfrontujemy się z brutalną rzeczywistością. Rap to nie tylko muzyka i dusza, ale też ciężki biznes, gdzie nie ma miejsca na sentymenty.

Bio:
Pih – Adam Piechocki, białostocki raper, który już swoimi pierwszymi oficjalnie wydanymi zwrotkami – utworem „Na dachu bloku” jego macierzystego składu JedenSiedem, opublikowanym w 1999 r. na kompilacji DJ 600V „Szejsetkilovolt” – uświadomił słuchaczom, jaka będzie jego rola na krajowej scenie hiphopowej. Społeczne zaangażowanie i polityczna niepoprawność zderza się w jego wersach z osiedlową dezynwolturą i – wpisaną w tę kulturę od jej zarania – pewnością siebie. Czy to na swoich solowych albumach, czy gościnnych udziałach, czy wraz ze składem Skazani na Sukcezz, od 15 już lat Pih konsekwentnie i bezkompromisowo komentuje polską rzeczywistość i – co zdarza się tylko nielicznym – swoją twórczością budzi prawdziwe emocje. Nawet wśród tych, którzy znają jego płyty tylko pobieżnie.

2 komentarze

Dodaj komentarz

-->