Wywiad: Fucked Up

Z Damianem #PinkEyes Abrahamem, frontmanem #FuckedUp, rozmawialiśmy o godzeniu jego scenicznych obowiązków z byciem głową rodziny, miłości do #Melvins i winylowych singli, szczerości wobec fanów oraz kłamliwych wersjach własnej biografii, jakie rozpowszechniają

 

To będzie druga wizyta Fucked Up na #OffFestivalu. Graliście już na tej imprezie w 2009 roku. Masz jakieś wspomnienia z tamtego pobytu?
 

Przede wszystkim pamiętam, że byłem mocno podekscytowany, bo to była moja pierwsza podróż do Polski, a od dawna chciałem odwiedzić ten kraj. Jestem wielkim fanem polskiego punk rocka i waszej kinematografii. Wszyscy byliśmy mocno podekscytowani, bo mieliśmy szansę zobaczyć sporo świetnych miejsc, np. kaplicę czaszek [w Czermnej na Dolnym Śląsku – red.]. To było dość przytłaczające przeżycie. Co do koncertu, to nigdy nie jesteśmy pewni, jak przyjmą nas ludzie. To był nasz pierwszy raz, więc tym bardziej nie wiedzieliśmy, czego się spodziewać. Wiele razy ludzie po prostu nie łapali naszej muzyki. A tutaj wszyscy przyjęli nas doskonale.

 

Myślę, że tym razem publika będzie nawet bardziej podekscytowana.

 

Możliwe, ale staram się nie mieć określonych oczekiwań. Zwykle jeśli czegoś już doświadczyłeś, porównujesz kolejne doświadczenia do tego pierwszego. To może być niebezpieczne. Ja po prostu chcę, żeby ludzie się dobrze bawili.

 

Cieszę się, że w ogóle wracacie, ponieważ pamiętam, jak oświadczałeś publicznie, że masz sporo wątpliwości odnośnie do wyjeżdżania w trasy koncertowe.

 

Tak, to prawda. Był taki czas. Miałem wtedy sporo różnych dziwnych lęków. Lekarze zalecili mi wtedy palenie marihuany, która w Kanadzie jest legalnym lekarstwem, i udało mi się z tego wydobyć. Te lęki były jednym z efektów ubocznych bycia w zespole. Granie w kapeli otwiera mnóstwo drzwi do niesamowitych doświadczeń, których zwykle nie miałbyś szans przeżyć, ale równocześnie pociąga za sobą różne lęki. Ale teraz jest już w porządku.

 

W takim razie jak myślisz, jak długo będziesz w stanie rozwalać sobie szklanki na czole czy wykonywać manginę na scenie? [Niewiedzących, czym jest mangina, zapraszamy do skorzystania z wyszukiwarki obrazów na własne ryzyko – red.]

 

Od kiedy jestem ojcem, moje spojrzenie na te wszystkie wygłupy trochę się zmieniło. Zacząłem myśleć o tym, że kiedyś któryś z moich dwóch synów może wpisać w wyszukiwarkę obrazów „Daniel Abraham Fucked Up”, obejrzeć te wszystkie zdjęcia, a w momencie, w którym będę chciał mu czegoś zabronić, np. oglądania jakichś głupot w telewizji, on będzie mógł odpowiedzieć: „Ale tato, widziałem w sieci, jak rozbierasz się na scenie przed tysiącami ludzi”. Jeśli chodzi o same występy, to nie wychodzę na scenę z przeświadczeniem, że rozbiję sobie szkło na głowie, a następnie pojadę na ostry dyżur, żeby spędzić tam sześć godzin. Po prostu kieruję się instynktem, który w pewnym momencie podpowiada mi, co mam zrobić. To wszystko zwyczajnie się dzieje.

 

Całość wywiadu przeczytacie w naszym magazynie!

Dodaj komentarz