WMN2. Maffashion i Zuzanna Bartoszek o kobiecości, ciele, popularności i pracy

sukienka: Dramat; Zuzanna – top: Bola, legginsy: Diligent, buty: Daria Wierzbicka; Maffashion – top: Tezenis, legginsy: Diligent, buty Venice / Deichmann

Maffashion: influencerka ze świata mody, rozwija świetnie prosperującą firmę. Zuzanna Bartoszek: rysująca poetka i artystka, kreuje własną markę w mediach społecznościowych. Jedna ma na koncie niezliczone sesje i branżowe wyróżnienia, życie drugiej posłużyło jako scenariusz do filmu. Maffashion to nieskazitelny look, uwodzicielski makijaż i włosy. Bartoszek oryginalną urodę ogrywa turbanem, biżuterią, artystyczną prowokacją. Obie żyją na Instagramie i w mediach społecznościowych, obie kreują, pozują, stylizują. Mainstream i alternatywa. Ochrona prywatności i twórczy ekshibicjonizm.


MAFFASHION

body: Tezenis, turban: Marta Ruta

Wyjazdy, sesje, pokazy. Dla wielu osób twoja praca to wieczne wakacje. Zdarza ci się stresować?

Stresują mnie rzeczy, na które nie mam wpływu. Każda praca, która jest zależna od relacji z innymi ludźmi, bywa stresująca. Zdarza się, że nie wiem, z kim będę akurat współpracować, jaki ten ktoś ma dzień. Na szczęście w tym, co robię, to ja mam decydujący głos.

Jak odpoczywasz?

Lubię, gdy wszystko kręci się jak kołowrotek. Spa czy leżenie na plaży mnie nie odprężają – gdy nic się nie dzieje, jeszcze więcej rozmyślam, analizuję. Rzeczą, która pozwala mi się odciąć od wszystkiego i pochłania bez reszty, są parki rozrywki. Rollercoaster – to jest relaks!

Kto buduje markę Maffashion?

Julia Kuczyńska, od zawsze. Wybory dotyczące treści, mojego wizerunku czy reklam to moja domena. Oczywiście są osoby, które mi pomagają, dbają o sprawy prawne, kontrakty, umowy. Nie znam się na wszystkim i nie jestem w stanie robić tego osobiście, niektórych rzeczy nawet nie powinnam. Ale to ja wybieram, co reklamuję – to zawsze rzeczy, które są spójne ze mną. Moja marka jest już zbudowana, co nie oznacza, że nie trzeba o nią dbać i dalej nad nią pracować. Ważna jest konsekwencja i świadomość tego, czego się chce.

Ty działasz konsekwentnie już od ponad jedenastu lat.

Kiedy zaczynałam, nikt się nie spodziewał, że powstanie coś takiego jak Instagram czy Snapchat i że będzie to tak ważne. Grupa zafascynowanych modą ludzi publikowała swoje pierwsze stylizacje na portalach modowych, nieśmiało zakładała blogi. Dziś od razu wchodzi się w świat reklam, lokowania produktów, kampanii.

Twój największy sukces?

Robiłam rzeczy, o których kiedyś nie mogłam nawet marzyć. Jedną z nich jest kampania Diora z ubiegłego roku. Jej twarzami były gwiazdy z całego świata, w tym Natalie Portman. Ogromnym sukcesem i zaskoczeniem było dla mnie też, gdy w roku 2017 znalazłam się na szczycie rankingu przygotowanego przez międzynarodową agencję marketingową Tribe Dynamics jako influencerka najbardziej efektywna we współpracy z markami. To prestiżowe, cenione w branży wyróżnienie. Ostatnio zagraniczne wydanie „Elle” umieściło na jednej ze swoich okładek moje zdjęcie w stylizacji z fashion weeka. Niesamowite uczucie.

Jak zainteresowałaś się modą?

Od dziecka rysowałam, tańczyłam, śpiewałam. Ciągnęło mnie do artystycznych zajęć. Chciałam być częścią jakiejś społeczności, a dzięki tym forom i blogom z innymi dziewczynami byłyśmy takimi internetowymi koleżankami. Dniami i nocami szperałam w internecie w poszukiwaniu zdjęć modelek, sesji, oglądałam pierwsze nagrania z pokazów. Kręciło mnie to. Przez te wszystkie lata moja świadomość modowa powoli ewoluowała. To normalne, minęło w końcu sporo czasu.

kurtka: Kreist, spodnie: Dunst, top: Tezenis, naszyjnik: Yes, buty: Cropp

Kiedy pierwszy raz pomyślałaś, że jesteś naprawdę dobra w tym, co robisz?

Chyba za czasów mojej aktywności na międzynarodowej stronie lookbook.nu. Blogi modowe dopiero wtedy raczkowały. Na lookbooku użytkownicy publikowali zdjęcia własnych stylizacji, a inni je oceniali. Zaczynali tam m.in. Chiara Ferragni i Bryanboy, wielu naprawdę znanych dziś blogerów. Ja także znalazłam się w czołówce, nawet jakiś czas byłam na pierwszym miejscu. Ludzie pisali do mnie: „Wow, to Ty jesteś z Polski?”. Fajnie było robić coś, co trafia do tysięcy ludzi, co się im podoba.

Chiara Ferragni urodziła niedawno dziecko i pełno go na jej profilach. Ty trzymasz się zasady, że nie wszystko jest na pokaz?

U influencerów życie prywatne i praca często się przenikają. Chiara ma ogromną rzeszę fanów, którzy są przyzwyczajeni do niej w takiej formie. Ja nie mam dziecka, nie jestem w ciąży, nie wiem, jak to jest. Bycie matką to nieodzowny element życia, byłoby trudno tego nie pokazywać. Ale każdy musi tę granicę dobrze w sobie wyczuć. Ja zawsze powtarzam, że to, co opublikujemy, automatycznie przestaje być tylko nasze. To nie są już rzeczy prywatne. Puszczając to w eter, dajemy do tego dostęp innym.

Myślisz, że takie życie „na celowniku” mediów może być fajne?

Są plusy i minusy bycia w centrum zainteresowania. Paparazzi potrafią wchodzić swoim ofiarom w życie z butami. Różne rzeczy słyszałam. Wchodzenie do szpitala, jak ktoś rodzi, płacenie ludziom, żeby siedzieli na drzewie i mieli dobrą widoczność na „cel”… Raz na jakiś czas się zdarza, że gdzieś mnie paparazzi złapią, ale nie mam na co narzekać. To nie ta skala popularności. Są też osoby kontrowersyjne, które na skandalach i „ustawianych” newsach budują swoją popularność. Ja kontrowersyjna nie jestem.

Co dla ciebie jest najbardziej uciążliwe?

Ludzie czasami zapominają, że wszyscy, także ci znani i rozpoznawalni, jesteśmy ludźmi, nie robotami. Mamy bliskich, prawo do różnych zachowań, słabości, ale też swoje wartości i przemyślenia na różne tematy. Niektórzy potrafią na kimś wieszać psy, bezlitośnie krytykować. Po moim udziale w Kam-panii Przeciwko Homofobii byłam atakowana: „Kolejna znawczyni!”, „Powinnaś wracać do swoich szmat, a nie zabierać głos w innych tematach niż moda!”. Dostawałam nawet groźby. Życzono mi między innymi, żeby „potrącił mnie samochód kierowany przez pedała, bo wtedy przekonam się, że geje są w społeczeństwie zbędni”. I to nie jest najostrzejszy przykład.

Myślę, że to fantastyczne, że możesz użyć swojej popularności w dobrym celu, na przykład powiedzieć, że bycie homofobicznym jest słabe.

To tylko jeden z przykładów. Weźmy Anję Rubik, która zaprosiła mnie do udziału w akcji #sexedpl, z czego się bardzo cieszę, bo to świetna inicjatywa. Ale ją krytykują: „No tak, modelka, a będzie się wypowiadała na każdy temat, znawczynię udaje”. To nie tak! Przecież jest też kobietą, do tego inteligentną, która zbudowała swoją światową karierę bez skandali i która od dawna interesuje się sytuacją w Polsce. Jest inicjatorką i twarzą #sexedpl, ale program powstawał z pomocą specjalistów, uznanych seksuologów, lekarzy. Jasne, najlepiej milczeć i na wszystko pozwalać, a potem się zastanawiać, dlaczego coś fatalnego znowu się wydarzyło.

Przez tyle lat funkcjonowania w sferze publicznej wyhodowałaś grubszą skórę?

Na pewno tyłek mam twardszy niż kiedyś. Ale to raczej nie przez pracę w internecie. Po prostu jestem starsza i wiem już, które rzeczy są mniej istotne i czym warto się przejmować.

Czym jest dla ciebie kobiecość?

Kiedyś miałam duże kompleksy. Patrzyłam na koleżanki w podstawówce czy w gimnazjum, a potem na siebie, swoją drobną figurę, mały biust. Poczucie kobiecości…. Myślę, że przychodzi, kiedy pojawia się w życiu młodej dziewczyny osoba, na której jej zależy, która mówi jej, że jest piękna, mądra, wartościowa, że uwielbia ją za to, jaka jest – a ona czuje, że to nie tylko słowa. Tak było w przypadku mojego pierwszego związku. W końcu ktoś powiedział, że jestem zajebista, że podoba mu się moje podejście do życia. Ktoś musi pokochać kobiecość w naszej głowie.

Jak postrzegasz swoje ciało?

To mój wielki przyjaciel. Sama się dziwię swojemu organizmowi, że ma tyle siły. Mało śpię, a zawsze mam energię, żeby działać. Kogoś, kto twierdzi, że moja praca to „tylko” pozowanie do zdjęć, wrzuciłabym w taki hardcorowy tydzień z mojego życia – ciekawe, ile osób by dało radę!

Co robisz dla siebie, żeby być mocniejszą, zdrowszą?

Staram się zdrowo jeść. Od dziecka mam też do czynienia ze sportem. Myślę, że dużo daje mi też mój optymizm. Budzę się i cieszę, że jestem zdrowa, że mogę robić to, co kocham, że tyle nowych sytuacji przede mną. Mam dwie ręce, dwie nogi, chcę i mogę działać. Pozytywne nastawienie do życia i ludzi bardzo wpływa na to, jak inni nas odbierają, i na to, jak wyglądamy, mocno w to wierzę.

W social mediach wszystko trwa chwilę. Zastanawiasz się, czy ludzie będą o tobie pamiętać?

Dziś bardzo łatwo o kimś zapomnieć. Wszystko mknie, informacja żyje krótko. Randomowi ludzie, widzowie, obserwatorzy interesują się kimś lub czymś tylko przez chwilę. Trzeba się z tym pogodzić. Wiesz, co jest najważniejsze? Bliscy ludzie – rodzina, przyjaciele. Wspólne smutki i radości to rzeczy budujące coś stałego. Warto pielęgnować te relacje. Dla naszych bliskich będziemy wieczni.

ZUZANNA BARTOSZEK

top: Diligent, turban: Marta Ruta, rękawiczki: Dramat

Zawsze trochę się boję spotkań z artystami.

Słusznie.

Ty dziś nie wyglądasz na straszną.

Jestem zgaszona remontem i przeprowadzką. Wicie gniazdka strasznie męczy.

Remont jest prawdziwym testem człowieczeństwa?

I związku.

Twój związek świat poznał dzięki filmowi „Serce miłości”. Co się zmieniło od tego czasu?

Po filmie udzielam więcej wywiadów i występuję w sesjach. Poza tym po staremu. Piszę i rysuję, nadal jestem z moim chłopakiem. Ostatnio tytułujemy się „mężem i żoną”. To lepiej działa w rozmowach z fachowcami od remontu.

Decyzja o użyczeniu swojego życia na potrzeby filmu to w pewnym sensie ekshibicjonizm, prawda?

To coś, czego my z Wojtkiem się nie boimy. Szczerość jest podstawą mojej twórczości. Mogę latać po gazetach z gołą dupą i mówić o hardkorowych sytuacjach z moim chłopakiem, nie widzę sensu chronienia prywatności, o ile nikogo tym nie krzywdzę.

Czy metka „młodej dupy od Bąkowskiego” już trochę się od ciebie odkleiła?

W środowisku artystycznym nie do końca, poza nim chyba tak. Na przykład ludzie ze środowiska modowego nie znają twórczości Wosia.

Twój Instagram to prawdziwa kronika szaleństwa. I wyłania się z niego inna osoba niż toksyczna bohaterka „Serca…”. Jasna.

Czuję się ze sobą dobrze, głównie dlatego, że biorę środki psychotropowe (śmiech). Bez nich jestem potworem, nienawidzę ludzi wokół mnie i samej siebie. Z nimi też, ale znacznie mniej. Takie problemy wkładam do twórczości, są za ciężkie na media społecznościowe.

Instagram to dobre medium dla poetki?

Świetne. Krótki wiersz, a moje zwykle są krótkie, idealnie mieści się w kwadracie i ma szerszy zasięg niż tomik czy pisma literackie, które czytają tylko literaci.

Kiedy ktoś przychodzi do ciebie z propozycją kampanii czy sesji, często jesteś zdziwiona tym, jaki ma na ciebie pomysł?

Tak, bywa śmiesznie. Raz dostałam propozycję od pewnej restauracji, aby wziąć udział w sesji zdjęciowej do nowego menu. Szef kuchni przy tworzeniu nowej karty inspirował się łysą głową kobiety, a na zdjęciach miały być jego dania podane właśnie na mojej głowie.

Masz bardzo charakterystyczny styl. Moda to temat, do którego podchodzisz świadomie?

Myślę, że tak. Moda mnie interesuje, ale i przeraża. To, co w jednym sezonie jest hitem, po chwili okazuje się nudne, bo podłapały to domy mody i sieciówki. Na przykład Lotta Volkova, współpracująca z Vetements, wypromowała trend „postsoviet”, który według mnie nie jest już ciekawy. To, co kilka lat temu było zaskakujące, dziś jest kolejną supersprzedawalną marką. Przy okazji chciałabym podkreślić, że mój chłopak, chyba jako pierwszy, bo około 2006 roku, zaczął golić się na łyso i nosić białe skarpetki! (śmiech) Teraz co drugi chłopak tak wygląda. Cieszę się, że nie jestem projektantką mody, bobym zwariowała. Strasznie trudno być w czymś pierwszym.

Ważne jest dla ciebie to, co myśli o tobie twój partner?

Na pewno. Często go pytam o wiele rzeczy, od stroju przez twórczość po to, co komuś powiedziałam. Ale też nauczyłam się już brać poprawkę na to, co mówi, czasami się nie zgadzamy.

Nie musicie.

I to jest dla mnie dosyć nowe. Dopiero niedawno nauczyłam się, że mój pogląd nie musi być jedyny i słuszny.

Kto widział „Serce miłości”, mógł pomyśleć, że wasz związek przeczy pewnym zasadom. W związku powinien obowiązywać wzajemny szacunek, a wy ciągle się tłuczecie…

Dużo się tłukliśmy. Teraz już mniej. Dawno już nie mieliśmy wielkiej kłótni z rzucaniem przedmiotami, ostatni raz może dwa lata temu. Dla wielu ludzi naruszenie ich cielesności to koniec związku. Ja tak nie mam. Oboje jesteśmy dynamiczni, rozedrgani. Para neurasteników. Ale ten film to nie nasz związek 1:1. W filmie jest więcej kłótni niż czułości, bo te drugie zwyczajnie „nie siedziały” w materiale.

Różowy strój: Marynarka, spodnie i kapelusz: Dramat, top: &Other Stories, buty: Mohito

Otwarcie piszesz, że „jesteś prawdziwa tylko za maską”.

To przesada, ale faktycznie, prawdziwa i szczera czuję się w twórczości, „na scenie”, a nie pośród ludzi.

Często piszesz o swoich zmaganiach z lękami i ciałem.

To moja codzienność. Chciałabym pokazać, na czym polega. Ostatnio udzielam się na rozmaitych grupach medycznych na Facebooku dotyczących atopowego zapalenia skóry czy łysienia ogólnego. Prowadzę tam długie dyskusje o tym, czego używać i w jaki sposób. Czasami namawiam panie, żeby sobie nie tatuowały permanentnych brwi i nie doklejały rzęs. Czasem na Instagramie piszą do mnie dziewczyny, które dzięki mnie zdjęły peruki. To miłe.

Pamiętasz, kiedy twoje ciało zasygnalizowało ci, że nie będzie wam ze sobą łatwo?

Miałam dwanaście lat, gdy zaczęły mi wypadać włosy. Atopowe zapalenie skóry pojawiło się wcześniej, ale długo było bardzo łagodne. Poważne problemy zaczęły się przed dwudziestką – musiałam leżeć w szpitalu, brać leki immunosupresyjne. Ta choroba cały czas się zmienia, a ja szybko przyzwyczajam się do komfortu: jak przez chwilę jest dobrze, to tego nie doceniam, nie czuję ulgi. Za to kiedy jest gorzej, cierpienie jest przytłaczające, totalne. Ten brak symetrii dotyczy nie tylko ciała. Rzeczy, które bolą, bardziej bolą, niż cieszą rzeczy, które cieszą. To niesprawiedliwe.

Dwanaście lat to próg wchodzenia w kobiecość. Trudny czas.

Najpierw chodziłam do małej społecznej szkółki, w której wszyscy byli z „dobrych domów” i nikt nie śmiał nawet zapytać, dlaczego zaczęłam nosić na głowie chustę. Potem przeniosłam się do największego publicznego gimnazjum w Poznaniu i to pytanie plus okrzyki w stylu „Allah!” czy „kurwo, zdejmij tą szmatę” były na porządku dziennym. Pomogło mi, że szybko znalazłam sobie chłopaka. Był rudy, chodził w kolorowych rurkach, malował sobie paznokcie – więc oczywiście był pedałem – na korytarzu czytał książki Marii Janion o wampirach. Szybko, bo właśnie w gimnazjum, rozpoczęłam życie seksualne i to też mnie dowartościowało. Zawsze najważniejsze były dla mnie najbliższe osoby i ich akceptacja.

Miałaś ją w domu?

Oczywiście, jestem jedynaczką. Moja mama jest prawniczką, mój tata architektem wnętrz i malarzem. Tata od dzieciństwa zabierał mnie na wernisaże. Dużo siedziałam w jego pracowni i rysowałam. Jak się ma taką rodzinę, to studia artystyczne są zbędne. Oboje moi rodzice mają ciekawą wrażliwość. Ojciec jest skory do krytykowania wszystkiego, tak jak ja, mama mniej, choć też ma ciekawe uwagi. Kiedyś jechałam z nią samochodem i na widok nowo wybudowanych, szerokich „potykaczy” na jezdni westchnęła z zachwytem i powiedziała, że chciałaby zrobić sobie na czymś takim piknik.

Marynarka, spodnie i kapelusz: Dramat, top: &Other Stories, buty: Mohito

Jak rodzice reagują na to, co robisz?

Zdarza mi się zastanawiać, co powie mama np. na moje nagie zdjęcie na koniu. Ale trochę już ją do tego przyzwyczaiłam. Przywilej jedynaczki jest taki, że rodzice wszystko mi wybaczą.

Wiele osób próbuje pisać, ale niewiele ma odwagę dzielić się swoją twórczością ze światem. Skąd w tobie ta siła?

Od zawsze miałam potrzebę tworzenia i pokazywania tego światu. Zwątpienie, czy to ma sens w sensie ekonomicznym, pojawia się dopiero teraz. Wcześniej myślałam, że talent i pracowitość wystarczą. Nie zwątpiłam w sens bycia artystką czy poetką, ale świat sztuki jest ciasny, artystów jest wielu, a galerii mało. Liczą się szczęście i umiejętność sprzedania siebie, bycie dobrym networkingowcem. Ja nie umiem uprawiać small talku i networkingu, mam chociaż ten Instagram. Lubię publikować tam swoje wiersze, czasem też selfiaki. Jestem teraz w agencji modelingowej i muszę pracować twarzą, przyciągać do siebie ludzi wizerunkiem.

Powiedziałaś kiedyś, że radość się łatwiej rysuje, a smutek – pisze.

Trudno jest napisać coś dobrego, co jest przejawem euforii i radości. Zaraz robi się naiwnie, bo euforia bywa infantylna, dużo łatwiej ją skompromitować. Smutek wzbudza empatię, wydaje mi się bardziej uniwersalny.

Lubisz pracować w gwarze.

Nie służą mi siedzenie w domu i cisza. W hałasie łatwiej mi się skupić. W kawiarniach, siłą rzeczy, podsłuchuję innych ludzi i ich rozmowy, często absurdalne. Czasem, kiedy orientuje się, wokół czego kręci się życie innych ludzi, myślę, że moje to raj.

Czujesz się lepsza?

Tak, ale też często czuję się gorsza. Wtedy muszę coś napisać i, jeśli mi się uda, znowu czuję się lepsza. Nigdy nie czuję się równa, neutralna, taka jak inni.

Nie jesteś taka jak inni. Czy mimo tego porównujesz się z innymi?

Tak. Cały czas. Wolałabym tego nie robić, choć to niewykonalne. Dużo jest dziś tego coachingowego gadania, żeby się nie porównywać. Ale to też jest ważne. Można oczywiście wpaść w kompleksy, porównując się, ale warto mieć trochę kompleksów, choćby po to, żeby chcieć się zmienić. Ocenianie ludzi po wyglądzie też jest ważne i też nie do uniknięcia. Wiadomo, te wszystkie wyścigi powiązane z płcią i życiem społecznym są bardzo męczące, ale nie ma co im zaprzeczać i udawać, że tego nie robimy. Fajnie by było, gdybyśmy się klonowali i nie mieli płci.

Widzisz siebie jako matkę?

W ogóle nie czuję się jeszcze na to gotowa. Myślę, że kochałabym dzieci za bardzo i była control freakiem. Mam dwa koty i przed każdą wizytą u weterynarza mam ochotę brać xanax, a co dopiero przy człowieku! Rozumiem macierzyństwo jako sposób na przedłużenie swojego istnienia. Bardzo boję się śmierci i zapomnienia po niej. Odkąd pamiętam, marzę, żeby być w encyklopedii albo chociaż Wikipedii. A że na razie nie planuję dzieci, to oddaję się twórczości. To alternatywny sposób na zmiękczenie bariery śmierci.


Rozmawiała: ANNA TATARSKA

Foto: AGATA WROŃSKA

 

Produkcja: Daniel Jankowski, Kaja Kusztra
Stylizacja: Michał Koszek
Asystent stylisty: Michał Kluz
Włosy: Sandra Kpodonou
Makijaż: Kasia Biały
Scenografia: Justyna Bugajczyk
Retusz: Sonia Janów, Kamil Twardowski,
Final Touch 
Studio: Huśtawka

1 komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *