„Winni” (Recenzja)

Winni
Winni

Rzadko ogląda się taki debiut. W filmie duńskiego reżysera Gustava Möllera znaczenie ma każda minuta. Gdyby wyciąć kilka z nich, akcja nie układałaby się tak idealnie, gdyby kilka dodać – powstałyby niepotrzebne dłużyzny. Fabułę „Winnych” można streścić w jednym zdaniu: dyspozytor telefonu alarmowego pod koniec zmiany przyjmuje zgłoszenie od spanikowanej kobiety utrzymującej, że właśnie została porwana. Coś, co wydaje się zupełnie jednoznaczne, Möller zaczyna niuansować, dzięki czemu coraz bardziej interesujemy się nie tylko ofiarą, ale też głównym bohaterem – mężczyzną o nieposzlakowanej opinii, który z biegiem czasu budzi coraz więcej wątpliwości. Dla widzów przyzwyczajonych do superprodukcji film Duńczyka może się wydawać łatwy w realizacji. W końcu akcja została ograniczona do jednej przestrzeni, koncentrujemy się na jednym bohaterze, a wszystko de facto rozgrywa się w dialogach. Paradoksalnie takie zadanie wymagało od reżysera ogromnej samodyscypliny, o którą trudno szczególnie u debiutanta. Uwagę zwraca również udana rola Jakoba Cedergrena. Nie miał łatwego zadania – kamera przez cały czas skupia się na nim. Koncept filmu bazującego na rozmowie telefonicznej jest już w kinematografii znany i sprawdzał się do tej pory z różnymi rezultatami. Świetnie poradził sobie z nim Tom Hardy w „Locke’u” Stevena Knighta czy Colin Farrell w „Telefonie” Joela Schumachera, nieco gorzej rodzimi twórcy stojący za filmem „Wściekłość”. Möller podjął w swoim debiucie duże ryzyko, ale w pełni mu się ono opłaciło. Nakręcił film, który ogląda się w napięciu, i który po projekcji na długo jeszcze zostaje w głowie.

Tekst: Kuba Armata

  

„Winni”
reż. Gustav Möller
obsada: Jakob Cedergren
Dania 2018, 85 min
Gutek Film, 9 listopada