Wieszczymy, czego słuchać będziecie w ciągu najbliższych 12 miesięcy

Rozklekotane struktury polskiej elektroniki, szalona cumbia z Argentyny, nowoczesne białe r’n’b, seksowny slacker rock. Wieszczymy, czego słuchać będziecie w ciągu najbliższych 12 miesięcy. A przynajmniej czego słuchać powinniście. Przeczytajcie, zapamiętajcie i sprawdźcie nas za rok! Oto najgorętsze nazwy nadchodzącego sezonu.

Lil Yachty

lil-yachty
O ile moimi faworytami na zeszłorocznej liście freshmanów przygotowanej przez opiniotwórczy hiphopowy magazyu „XXL” byli Kodak Black i 21 Savage, o tyle raczej nie miałem wątpliwości, że żaden z nich nie zawojuje światowych list – nawet li tylko rapowych – przebojów. Tymczasem Lil Yachty, inny reprezentant dziesiątki, w której amerykańska scena pokłada największe nadzieje, wspina się powoli po stopniach sławy pisanej przez duże $. Od debiutu w roli modela na pokazie kolekcji Kanyego Westa, przez podpisanie kontraktu z Capitol/Motown, aż po dwa hitowe mixtape’y, które wypuścił w 2016 r., niespełna 20-letni Miles Parks McCollum  konsekwentnie i nad wyraz stylowo buduje swoją pozycję na scenie muzyki miejskiej. Jego wspomagany autotune’em, śpiewno-bełkotliwy styl, barwna, wyrazista osobowość i świetne zrozumienie internetowego rozgardiaszu, predestynuje go do bycia gwiazdą nie tylko w środowisku rapowym, ale również pośród słuchających wszystkiego co popadnie modnych dzieciaków, które współtworzą chyba jedyną aktualnie istniejącą subkulturę. To oni czekają z wytęsknieniem na jego debiutancki krążek. Albo przynajmniej na kilka kolejnych hitów do słuchania na komórce i koncert w Warszawie. [fika]

Facebook: https://www.facebook.com/lilyachtysailingteam


IwasHomeAnyway

iwha

Kiedy kilkanaście miesięcy temu pisałem, że 2016 będzie rokiem JAAA!, nie podejrzewałem nawet, że wystąpią oni na właściwie każdym polskim festiwalu muzycznym, wywiadów będą udzielać także mediom głównego nurtu, a pod swoją banderą zrzeszą i fanów elektroniki, i rocka, i songwriterki, i rysunkowej animacji. Słuchając od kilku tygodni trzech dostępnych w sieci utworów duetu IwasHomeAnyway nie liczę na to, że zdetronizują oni w najbliższym czasie liczne electropopowe pary, które okopały się na scenie rodzimej piosenkowej alternatywy, ale… bardzo im tego życzę. I sobie również, jako że ich intymnie klubowe, minimalistyczne i eklektyczne ballady nie dość, że są chwytliwe, to są też świeże, aktualne i w swoim eksperymentalnym zacięciu awangardowe. Rozkochany we wszelkiego rodzaju cyfrowych błędach i rozklekotanych strukturach producent Yoshii Swxdn idealnie uzupełnia się z przywodzącą na myśl introwertyczne, triphopowe wokalistki solistką Nelą Szadkowską. Co więcej, to, że za swój dom wybrali niezależną oficynę Father and Son Records and Tapes, pozwala mieć nadzieję, że ich produkcje prędko opuszczą granice naszego kraju. Czego również im życzę, bo kiedy w ostatnich latach zabieram się do pisania kolejnej odsłony naszych muzycznych przewidywań, nie myślę już o tym, czy ktoś jest z Polski czy ze „świata”. Moje myśli zaprząta jedynie to, kto ma szansę przykuć uwagę większej liczby ludzi zainteresowanych szukaniem ciekawej muzyki nie tylko w polecajkach na Spotify. A ci żyją i nad Wisłą, i nad Sprewą, i nad Jangcy. [fika]

facebook: https://www.facebook.com/IwasHomeAnyway/


Ambient

ambient1musicforairports

Dziś po wygranej Trumpa – jestem tego prawie pewien – wchodzimy w nową Erę Wodnika. Karmiona zdrowym żarciem, rozciągnięta na jodze i ujarana – w tylu już miejscach legalną – trawką, niebagatelna część społeczeństwa coraz pilniej szuka alternatyw wobec życia w systemie, z którym jest jej bardziej i bardziej nie po drodze. Ci post/neohipisi wciąż wypatrują nowych metod katapultowania się z agresywnie radykalizującej się rzeczywistości, pragną pełnej palety barw pomiędzy czernią a bielą i… świętego spokoju. A w muzyce wszystko to pozwala odnaleźć ambient, który ostatnimi laty z powrotem przedziera się do szerszej świadomości. I nie chodzi tu tylko  o bywalców hinduskich sklepików z durnostojkami i newage’owych spotkań. Kolejne wydawnictwa oficyn takich jak Leaving Records czy Hausu Mountain zyskują większe grono słuchaczy, niekojarzeni wcześniej z tą stylistyką twórcy jak Clark, Phaeleh czy… Jeff Bridges nagrywają ambientowe krążki, a na naszym lokalnym gruncie imprezy takie jak cykliczne Salony Ambientu czy Scena Skupienia na festiwalu Up to Date są coraz bardziej oblegane przez starych bywalców chill-out roomów i młodych poszukiwaczy dźwiękowej równowagi. Bo tak jak stwierdził kiedyś ojciec-pomysłodawca tego nurtu – Brian Eno – ambient jest równie interesujący, co… łatwy do zignorowania. A czy w dzisiejszych czasach nie takiej właśnie muzyki szuka większość słuchaczy? Takiej, która nie przeszkodzi w zajmowaniu się własnymi sprawami, wyrabianiu na deadline’y i chłonięciu bodźce z dziesiątek źródeł naraz, a jednocześnie – gdy poświecić jej trochę uwagi – pozwoli się oderwać od smutnej jak wypowiedzi Donalda Trumpa, ponadpolitycznej rzeczywistości. [fika]

facebook: https://www.facebook.com/pages/Ambient-1-Music-for-Airports/


Soft Hair

soft-hair

Panowie debiutantami nie są, ale wszyscy, którzy uwielbiają to, co łączy twórczość Connana Mockasina i LA Priest (znanego z nieodżałowanego Late of the Pier), nie mogą ominąć najnowszego projektu obu muzyków. Zgromadzone na albumie „Soft Hair” popowe piosenki to jedne z najlepszych przebojów, do których będziecie się bujać w 2017 r. Nie ma słabych momentów, nie ma kłaniania się idiotycznym trendom. Są za to same najgorsze perwersje: piszczące Azjatki, solówki lat 80., ogromne węże i tysiąc bajek, które pokochają fani zarówno psychodelii spod ręki Mockasina, jak i łamańców sygnowanych przez Late of the Pier. Album powstawał przez ostanie lata w czasie, gdy muzycy nie zajmowali się innymi swoimi projektami To jednorazowa inicjatywa, więc tym bardziej doceńcie jego oryginalność i zajebistość. Dlatego możemy tylko napisać: na Offa z nimi, albo się obrazimy![mk]

facebook: https://www.facebook.com/softhairband/


Rolando Bruno

rolando-bruno

Tego pana kojarzą tylko najbardziej wtajemniczeni fani undergroundu. Rolando to postać znana właściwie całej południowoamerykańskiej scenie garażowej. Wąsaty Argentyńczyk ma jednak tak duży potencjał, że jego szalona cumbia powinna podbić nie tylko kraje hiszpańskojęzyczne, ale cały świat. Poprzedni zespół muzyka, Los Peyotes, był tylko przygrywką do tego, co czeka was na jego debiutanckiej płycie „Bailazo”. Punkowo-kiczowata otoczka, 100% przeboju w przeboju, a do tego dziwne historyjki z pogranicza horrorów, filmów gangsterskich i opowieści o Indianie Jonesie. Wierzcie lub nie, ale wszystko, co kryje się za jedną z najpiękniejszych okładek płytowych, jakie widziałem w życiu, ma swoje uzasadnienie w warstwie muzycznej. Kiedy puściłem ten album na niedawnych urodzinach ziomka, znajomi zabronili zmieniać muzykę, a moja cudowna koleżanka non stop wspomina teledysk „z Alfami”. Sprawdźcie Rolando na YouTubie i nie mówcie znajomym, że przeczytaliście o nim w „Aktiviście”! [mk]

facebook: https://www.facebook.com/rolandobruno


The Olympians

olimpians

Gwiazdorski skład muzyków z katalogu Daptone może być porównywany do panteonu olimpijskich bogów. Sen, jaki podobno przyśnił się Toby’emu Paznerowi w trakcie wielkich greckich wakacji, zainspirował go do zebrania najlepszych współczesnych soulowych i funkowych muzyków. Ekipa złożyła w studiu muzyczny hołd wszystkim mitom, które stanowią trzon kultury zachodniej. Debiutancki album grupy, wydany pod koniec 2016 r., to jednak niekoniecznie coś dla fanów Markosa Vamvakarisa, tylko raczej wielbicieli klimatów spod znaku Sharon Jones lub nawet The Budos Band. The Olympians mogą w 2017 r. zawojować nie tylko sceny amerykańskich klubów, ale też największe europejskie festiwale. A nawet jeśli tak nie będzie, to nic nie stoi na przeszkodzie, by odpalić ten album w trakcie najbliższych wakacji na południu. Gwarantujemy, że z tą gangsterko-mitologiczną mieszanką na głośnikach poczujecie o wiele większy swag niż gimbaza bawiąca się w tym czasie w dyskotekach Złotych Piasków.
[mk]

facebook: https://www.facebook.com/theolympiansband/


Vaudou Game

vaudou-game-2

Obowiązkowy coroczny typ z gorącego afrykańskiego lądu to w tym roku zespół, który albo zagra o milion, albo popadnie w zapomnienie. Pochodzący z Togo Peter Solo to prawdziwy szaman potrafiący przywoływać różnorodne duchy. W połączeniu z fantastyczną ekipą francuskich speców od afrobeatu i funku Peter wyczarował do tej pory już dwa albumy. Ten najświeższy, wypełniony wyłącznie radiowymi, tanecznymi hitami, ukazał się jesienią 2016 r.  Jeśli po pierwszym przesłuchaniu nie wejdzie wam singlowe „La Vie C’est Bon”, to musicie udać się do innej wioski. Jeśli jednak ruszy wam się nóżka, to wiedzcie, że poddała się ona  rytmowi voo doo. Na magii znamy się gorzej niż na muzyce, ale jesteśmy przekonani, że rok 2017 będzie należał do tego składu, nawet jeśli Vaudou Game skupią się na koncertowaniu, a nie upuszczaniu krwi z koguta. PS. Ich trasa po Francji i okolicach była właściwie wyprzedana w momencie pisania tego tekstu. [mk]

facebook: https://www.facebook.com/vaudougame/


Clarence Clarity

clarence-clarity-big

„Sudden Clarity Clarence” to hasło, pod którym znajdziecie jeden z bardziej rozpoznawalnych internetowych memów: zdjęcie nastolatka na imprezie, który właśnie doznaje teofanii i odkrywa tajemnice wszechświata. To samo zdjęcie może zilustrować moją reakcję po pierwszym (i każdym kolejnym) zetknięciu z muzyką Clarence’a Clarity. Londyńczyk zadebiutował długogrającym albumem „No Now”, który z niewyjaśnionych powodów nie zdobył rozgłosu. Na podstawowym poziomie Clarence posługuje się schematami charakterystycznymi dla nowoczesnego białego r’n’b. Produkcyjnie jednak wyprzedza swoich pobratymców o całe milenium. Niezwykle gęste, naszpikowane cyfrowymi glitchami i nagłymi wylewami hałasu podkłady uwypuklają jego charyzmatyczny i niezwykle mocny wokal. Songwriter idealnie miesza kompleksowe dźwiękowe struktury z hitowymi melodiami, a najtrafniej jego styl podsumował „Guardian”, pisząc o „funku granym przez rój pszczół”. Clarity właśnie wydał rewelacyjny singiel „Vapid Feels Are Vapid”, który zapowiada nadchodzący longplay i równocześnie udowadnia, że nie ma drugiego takiego wizjonera w świecie współczesnego popu. [croz]

facebook: https://www.facebook.com/clarenceclaritymusic/


Homeshake

homeshake

Peter Sagar był przez dłuższy czas częścią świty króla leniwego popołudniowego rocka – Maca DeMarco. Gitarzysta spakował jednak manatki i postanowił opuścić matecznik. Tak powstał Homeshake – projekt, który ma sporo wspólnego ze wspomnianym  błaznowatym Kanadyjczykiem, ale emocjonalnie znajduje się na drugim, dużo ciekawszym biegunie. Slacker rock uprawiany przez Sagara jest dużo bardziej intymny i seksowny, plasując go bliżej takich tuzów introwertycznego popu jak Sean Nicholas Savage czy Connan Mockasin. Najnowszy album Homeshake ukaże się już w styczniu, a promujący go zwiewny i zjawiskowy „Call Me Up” każe wierzyć, że właśnie nadszedł czas na prawdziwą przebitkę dla tego czułego hultaja. [croz]

facebook: https://www.facebook.com/homeshake/

 

Tekst: Filip Kalinowski, Michał Kropiński, Cyryl Rozwadowski