Wesołe piosenki o morderstwach

To już czwarta płyta uroczego duetu z San Diego. #Brandon i #Charlie, wspierani przez swoich niezawodnych ziomków, wydają kolejne krążki w odstępach mniejszych niż dwa lata. Nic w tym dziwnego: #Crocodiles wystarczająco długo kisili się w lokalnym undergroundzie jako rezerwowy skład #DumDumGirls lub support dla dziwnych zespołów poprzebieranych za roboty, by w końcu pojawić się na blogowych salonach. Wielu (w tym ja) obawiało się, że formuła, dzięki której zespół zdobył popularność, wypaliła się wraz z poprzednim albumem. Bo ile można grać wesołe piosenki o morderstwach, dziewicach, imprezach i narkotykach? Okazuje się, że można, i to jeszcze długo! Wystarczy nowy producent, który sprawi, że zachwyty przeniosą się z blogów na główną stronę Pitchforka. Podczas sesji „Crimes of Passion” za konsoletą usiadł bowiem znany z #TheRaveonettes Sune Rose Wagner, który paroma ruchami gałek sprawił, że najnowszy album #Crocodiles brzmi jak zaginiona płyta z okresu świetności jego własnego składu. Na „Crimes of Passion” właściwie nie ma słabych momentów. Królestwo dla tego, kto znajdzie choć jeden. Wymienianie najlepszych kawałków skończyłoby się właściwie zacytowaniem listy utworów, więc lepiej po prostu dać się porwać tej romantycznej jeździe bez trzymanki. Już od pierwszych dźwięków „I Like It in the Dark” album działa nie tylko jak teleport do Kalifornii, ale jak najprawdziwszy wehikuł czasu, ustawiony na drugą połowę lat 60. To płyta do budzenia pijanego pana młodego na wieczorze kawalerskim, do picia piwa pod palmami i grzania się w upalnym słońcu. Sprawdziłem, ani razu nie zawiodła!

Crocodiles
„Crimes of Passion”
Zoo Music