W czterech ścianach

Są tacy, którzy lubią kameralnie. Zjeść, obejrzeć, posłuchać albo… pooglądać. Za nic mają masowe spędy i klubowe atrakcje – wolą urok czterech ścian. Niekoniecznie swoich własnych. Mogą iść z wizytą. Jeśli jednak akurat żaden ze znajomych nie ma ochoty ich gościć, wybierają się z wizytą do nieznajomych. I w mieszkaniowych warunkach mogą zobaczyć wystawę fotografii, posłuchać koncertu albo pooglądać #porno.

1. Pola Magnetyczne
Nietypowa #galeria mieszcząca się w willi na warszawskiej Saskiej Kępie. Do przestrzeni wystawowej wchodzi się przez kuchnię, można więc zobaczyć, co akurat gotują właściciele: historyk fotografii #PatrykKomorowski i jego dziewczyna, kuratorka #GuniaNowik. Albo jakie książki mają w biblioteczce, która znajduje się w części będącej jadalnią. #PolaMagnetyczne specjalizują się w fotografii, która fascynuje Patryka. To, co pokazują, jakich artystów reprezentują, zależy wyłącznie od nich. Prowadzenie galerii w mieszkaniu, które należało jeszcze do babci Patryka, daje im finansową niezależność, a poza tym sprawia, że mają bliski kontakt z odwiedzającymi.

2. Kino Bizzariusz

Najbardziej hardkorowa miejscówka w naszym zestawieniu. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują na to, że raczej możecie zapomnieć tu o słodyczy rodzinnej atmosfery. W kilku pokojach zlokalizowanego w centrum Warszawy prywatnego #kina codziennie organizowane są seanse porno. Zero DVD, ekranów plazmowych i innych wynalazków XXI wieku. Są za to śnieżące i odtwarzane po stokroć kasety wideo z oldskulowymi pornosami, a wśród nich klientela przybytku, która raczej nie przypomina bohaterów „50 twarzy Greya”. Wiemy jednak, że niektórzy w tym mieście lubią ekstremalne doznania, co potwierdza fakt, że kino przy Nowogrodzkiej istnieje nieprzerwanie od dobrych kilku lat i pomimo dość szemranej klienteli, darkroomowej famy oraz zerowej promocji wciąż gromadzi tłumy spragnionych wrażeń…

3. Obiady domowe
Pomysł na zagospodarowywanie mieszkań to nie tylko domena hipsterów, artystów i wielbicieli #porno. #Jadwiga i Andrzej Kamińscy z Warszawy prowadzą swój mały lokal od 34 lat. Na pomysł biznesu wpadł w 1948 roku ojciec pana Andrzeja, Tadeusz. W przeciwieństwie do modnej konkurencji mała knajpka przetrwała chyba wszystkie dziejowe zawieruchy, dorobiła się masy znanych klientów z premierem Mazowieckim na czele, a dziś poszczycić się może mianem najdłużej działającej stołecznej jadłodajni oferującej obiady domowe. W lokalu przy ulicy Poznańskiej 5 codziennie można wybierać z bogatej oferty #zup i drugich dań. Wszystko w przystępnych cenach od 4 do maksymalnie 17 PLN, a do tego obowiązkowy kompot za symboliczną złotówkę.

Więcej znajdziecie w magazynie tu!