„Vox Lux” (Recenzja)

Prawdziwa twórczość może zrodzić się z tragedii. Tak przynajmniej zdaje się twierdzić reżyser i scenarzysta „Vox Lux”, Brady Corbet, rozpoczynając swój obraz od strzelaniny w szkole. Jedną z niewielu ocalałych jest Celeste, początkująca piosenkarka. Jej hymn „ku czci ofiar”, wydany niedługo po zamachu, staje się wielkim hitem, a ona sama rozpoczyna karierę muzyczną. Film ukazuje historię wokalistki z dwóch perspektyw czasowych. Przedstawia burzliwą drogę dziewczyny na szczyty list przebojów, a następnie skupia się na problemach nieco przebrzmiałej gwiazdy estrady wciąż mającej grono wielbicieli. Reżyser nie unika pytań na temat odpowiedzialności sztuki i artystów, bezwzględnych zasad marketingu, a także granic, które jesteśmy w stanie przekroczyć dla osiągnięcia celu.

Nie stroni też od odważnych wolt scenariuszowych. Dość powiedzieć, że główna bohaterka niespodziewanie dowiaduje się, że element jej scenicznego wizerunku wykorzystują terroryści siejący postrach po drugiej stronie globu. Drugi obraz Corbeta nie tylko urzeka cierpką satyryczną wymową, lecz przede wszystkim przykuwa uwagę ścieżką dźwiękową przygotowaną przez Się i  wyśmienitym aktorstwem. Natalie Portman jako dorosła Celeste daje popis możliwości dramatyczno-komediowych – to raczej nikogo nie zaskoczy. Trzeba jednak przyznać, że ekran kradnie jej młodsza koleżanka po fachu – Raffey Cassidy, która błyszczy w każdej scenie. Z pewnością warto zapamiętać to nazwisko. „Vox Lux” to przewrotne, niejednoznaczne dzieło, które przedstawia show-biznes w ciekawszym świetle niż hit zeszłego roku „Narodziny gwiazdy”.

Tekst: Michał Kaczoń

„Vox Lux”
reż. Brady Corbet
obsada: Natalie Portman, Raffey Cassidy, Stacy Martin, Jude Law

USA 2018, 110 min
M2 Films, 26 kwietnia