Vienia rozmowy przy stole vol. I

Vienia rozmowy przy stole. Solidna porcja soczystej gadki. Znany raper zaprasza do stołu swoich znajomych, z którymi rozmawia o zamiłowaniu do jedzenia, kulinarnych fascynacjach i życiu nie tylko przy stole. Ulubione potrawy rozwiązują języki i wyciągają z rozmówców nieoczekiwane zwierzenia. 

Zaprosiłeś mnie do restauracji, która większości Polaków kojarzy się z jedzeniem pierogów, a nazwa waszego zespołu to The Dumplings. To celowa analogia?

Ładnie zapytałeś. Zazwyczaj, gdy ktoś pyta, skąd taka nazwa, to dostaje w twarz. 

Wiedziałem, że trzeba sprytnie podsunąć temat…

Nigdy nie byłem superfanem pierogów. Nazwa się wzięła stąd, że na samym początku grał z nami jeden kolega. Zespół nie miał jeszcze ostatecznego kształtu i on zaproponował trochę dla żartu, żeby nazwać się Pierożki Ruskie. Potem ten kolega zrezygnował z grania. Stwierdził, że to nie są jego klimaty muzyczne, bo był zwolennikiem mocniejszego grania. Wtedy zmieniliśmy pierożki na The Dumplings i tak zostało.

Pochodzisz z Zabrza. Jakie są twoje smaki z dzieciństwa?

Zabrze to Śląsk, a Śląsk to kluski, rolada i modra kapusta. Ja wspominam przede wszystkim kaszę mannę z miodem albo posypaną cukrem na śniadanie. Na wierzchu robiła się taka twarda warstewka, którą trzeba było stłuc. Takie biedniejsze crème brûlée. 

 

 

Od pewnego czasu Warszawa szaleje na punkcie szamki. Ba, istnieje nawet pojęcie sceny gastronomicznej, która bardzo prężnie się rozwija. Media społecznościowe kipią fotkami jedzenia. Chodzisz do knajp? Jesteś foodie?

Tak, owszem, należę do osób, które często chodzą do restauracji. Lubię, kiedy ktoś poleca dobre miejsce, ale fotografowanie jedzenia to nie jest moja zajawka. Chodzę do restauracji głównie po to, żeby jeść. Mam kilka ulubionych. Skamiejka, rodzinna rosyjska restauracja, w której siedzimy, to jedna z nich. Bardzo lubię ten ich domowy klimat, bez nadęcia. Karta jest krótka, jedzenie pyszne. Uwielbiam miejsca, gdzie można poczuć się jak u mamy. Bardzo brakuje mi tego typu restauracji w Warszawie. Właścicielka z synem zawsze dbają o serwis z najwyższej półki, a czasami i poczęstują jakimś specjałem spod lady. 

Opowiedz o swoich ulubionych miejscach. Restauracje są trochę jak klub nocny, serwują ci jakiś klimat.

Włoskie jedzenie mi siedzi, ale nie popularna pizza na cienkim cieście, tylko ta w wersji amerykańskiej na tradycyjnym grubym. Uwielbiam makarony i włoskie szynki. Często chodzę do Dziurki od Klucza. Lubię Der Elefant, ale nie tę część „poshową”, gdzie ludzie jedzą kolacje pod krawatem, tylko białą salę seafoodową. Siadam, patrząc na otwartą kuchnię. To superdoświadczenie – można pogadać z kucharzami, a stek z tuńczyka jest tam po prostu mistrzowski. Tak samo ostrygi, chrupiące kalmary, w ogóle to raj dla podniebienia. Lubię też MOD na ul. Oleandrów – zaczynali od pączków, a teraz serwują pyszny ramen. Jestem wielkim fanem tego makaronu. Mój ulubiony to Paj tal ramen, z sezamem i siekanym kurczakiem, fajnie pikantny. Raz w tygodniu muszę go zjeść, bo jestem klasycznie uzależniony. Rzadziej bywam już w Thajsty na placu Bankowym, chociaż kiedyś często tam przychodziłem na słynne czerwone lub zielone curry, no i zupę z kaczki przede wszystkim.

To są dania currykterystyczne w tej restauracji! A jak oceniasz rodzimy street food?

Bardzo lubiłem zamknięty właśnie lokal Pokrzep Się w Katowicach. To miejsce inspirowane Berlinem. Serwowali wursty, siekaną białą kiełbasę podsmażaną z frytkami z posypką curry. Jak pierwszy raz tam jadłem, to było łał. 

Kucharzysz w domu?

Tak ,chociaż kiedyś na pewno gotowałem więcej. Teraz mam mniej czasu i mniejszą kuchnię, więc to nie jest takie łatwe, proste i przyjemne, ale staram się.

 

 

Czy to nie jest trochę tak, że gotowanie z kilku prostych składników przypomina komponowanie muzyki? 

Tak, to podobne materie. Tylko że ja lubię łączyć nieoczywiste składniki. 

Czyli jak kobieta w ciąży – ogórki kiszone z nutellą? 

No może z nie aż tak pojechanych. Ale zdarzyło mi się zrobić sos z pokruszonych chrupków o smaku keczupu wymieszanych z majonezem i wyszło kozacko. Kanapki z czipsami to kolejny hit. Gotowana szynka, masełko i do tego warstwa pokruszonych czipsów. Pycha!

Podczas tras koncertowych jesteś szperaczem restauracyjnym czy poddajesz się gastrodoktrynie organizatorów i zjadasz grzecznie zimne danie w plastikowym laptopie?

Staramy się wychodzić coś zjeść na miasto, rzadko mamy przywożone jedzenie. Trzeba zwiedzać i szukać dobrych miejsc. Ale czasem po prostu nie ma czasu, żeby gdzieś wyskoczyć, więc zostaje niezdrowa sieciówka. Trochę z przymusu, a trochę dlatego, że przynajmniej wiem, jak będzie smakowało. 

Jest jakiś składnik, bez którego nie możesz żyć, popadasz w depresję, a dalsze funkcjonowanie po prostu nie ma sensu?

Pieprz cayenne!

I co, tarzasz się w nim?

A jak? No i jeszcze zdecydowanie ryż, uwielbiam go i dużo jem.

****

W tym momencie na stół wjeżdżają chaczapuri, gruzińskie sakiewki z mięsnym farszem, jedyna chyba nierosyjska rzecz w karcie Skamiejki. Kuba z pietyzmem prezentuje, jak spożywać te gigantyczne pierogi wielkości pięści. The Dumplings Secret knowledge. 

Co cię najbardziej irytuje w gastronomii?

Mam problem z obsługą. Jestem osobą, która wygląda dosyć młodo. Kiedy wchodzę do fancy restauracji i zamawiam butelkę wina, to najpierw proszą o dowód, a potem patrzą z góry. O przyszedł małolat, nie zna się i zamawia butelkę wina. Miałem już kilka takich sytuacji.

 

 

A największy fuck up?

Kiedy zamawiasz steka i jest źle przyrządzony. Prosisz o medium, a dostajesz albo surowego, albo well done. What da fuck! Na szczęście mam swoje sprawdzone miejsca i do nich wbijam. Butchery and Wine jest spoko miejscówą, sami sezonują mięso i robią to naprawdę po mistrzowsku. Ja w ogóle jestem fanem steków, uwielbiam marmurkową masowaną wołowinę. To jest dopiero rarytas. Nawet na insta obserwuję fotki beefu i to jest naprawdę ciekawostka. 

Kto dba o zaopatrzenie w waszej lodówce? 

Chyba jednak ja. Staramy się gotować zdrowo w domu, taka moda. Trochę mnie to wkurwia, że nagle taka zmiana w ludziach, przez całe lata jedli niezdrowo, a teraz wielcy ekomądrale. Ale wydaje mi się, że to trochę nie fair, że dobrej jakości jedzenie jest aż takie drogie. To jakieś lewe łał. Szkoda, że stało się zjawiskiem dla snobów, zamiast dobrodziejstwem wszystkich. 

 

 

Vienio aka fidel gastro 

Jest gastroświrem, gotującym raperem i domowym kucharczykiem. Lubi karmić, smakować, odwiedzać restauracje, bary i sklepy z oryginalnymi produktami oraz bazarki. Zna na wyrywki historię warszawskich street-foodów, wie wszystko o zapiekankach. Zjadł tysiąc zup wietnamskich i potrafi wszamać cztery dania naraz. Chodzi na browar z zawodowymi chefami i wie, gdzie kupić unikalne produkty do kuchni. Eksperymentuje i szkoli, doradza i testuje kolejne miejscówki. Wymyśla przepisy. Je szybko i ostro, jak Zdzisiek Beksiński.

  • Filip Err

    Jedna uwaga, nie chaczapuri a chinkali ;)