Vente – modowa guerilla z Mokotowa

Umawiam się przez maila. W odpowiedzi dostaje adres i godzinę przyjęć. Na miejscu nie ma szyldu, witryny czy przebieralni z lustrem. Vente mieści się w mieszkaniu na Warszawskim Mokotowie. Wieszaki stoją w salonie, lustro wisi w pokoju synka, w kuchni leje się domowa lemoniada. Klientki przychodzą i wychodzą z siatkami ciuchów, bo na miejscu nie tylko można kupić, ale też zostawić swoje ubrania. Zasada jest tylko jedna: dziewczyny sprzedają tylko te rzeczy, które same by założyły. I z resztą od ich prywatnej szafy zaczęła się cała przygoda z Vente – miejscem, które próbuje pokazać warszawiankom, że modne wcale nie musi znaczyć „z metką”.
Dziewczyny zgodnie przyznają, że ciuchami żyły od zawsze. Zawodowo i prywatnie ciągnęło je do mody, co odbijało się na ich własnych szafach. Kiedy ubrania przestały się mieścić, jedna z nich zaczęła organizować u siebie w domu spontaniczne „ciuchowiska”. – Przy winie i popcornie wymieniałyśmy się z koleżankami ubraniami. Ktoś coś sprzedał, ktoś komuś oddał, ktoś pożyczył na trochę. Śmiałyśmy się, plotkowałyśmy, ale co najważniejsze przymierzałyśmy setki ciuchów i uczyłyśmy się je ze sobą zestawiać – opowiadają. Podczas jednego z takich babskich wieczorków wpadły na pomysł, żeby ciuchowisko przenieść do przestrzeni wirtualnej. Nie chodziło jednak o otwarcie kolejnego sklepu z modą „z drugiej ręki”, ale miejsca, które by inspirowało i pokazywało jak nosić te ubrania. Bo choć dziewczyny nie sprzedają tylko rzeczy vintage, to spora część ich ubrań może być określona mianem „wymagających” czy „wyjątkowych”. A takie ciuchy trzeba umieć nosić. – Wpadłyśmy więc na pomysł, że będziemy zestawiać stylizacje Vente zarówno z najnowszymi kolekcjami światowych marek i modą uliczną, jaki naszymi inspiracjami – kadrami z ulubionych filmów, obrazami czy nawet przedmiotami codziennego użytku – mówią.

 

Jeanne Damas

Pomysł choć spontaniczny, szybko nabrał konkretów. – Nazwę wymyśliłyśmy w pięć minut podczas naszego pierwszego spotkania. Potem powstała strona na facebooku i instagram. Szybko okazało się, że mimo tego, że ubrania można obejrzeć w internecie, niektórzy chcieli je przymierzyć i zobaczyć resztę rzeczy. Wyzwaniem stało się wstawianie wszystkiego do internetu, co do dziś nam się nie udaje. Większość perełek nawet nie ogląda światła dziennego tylko od razu zdobywa nową właścicielkę. Z czasem liczba ubrań i klientek tak się zwiększyła, że zaczęłyśmy myśleć o Vente bardzo poważnie. Możliwe więc, że nie długo z mieszkania przeniesiemy się do prawdziwego sklepu – mówią dziewczyny.

 

Marni 2015

 

Ja w Vente pojawiam się w czwartkowe popołudnie. W salonie krąży już kilka dziewczyn. Pomiędzy nimi biegają synowie założycielek Vente i dzieci klientek. Jest gwarno. Co chwila ktoś chwyta za sukienkę i rozpoznaje w niej ciuch znajomej. Sporo też na wieszakach ubrań właścicielek Vente Do każdego mają jakąś historię. Ja decyduje się na bluzkę „za ostatnie pieniądze w Paryżu” i sweterek „całą zimę kiedyś w nim przechodziłam”. Przymierzam więc nie tylko kawałek gatunkowego ubrania, ale też związane z nim emocje. Kiedy wracam do salonu już przebrana dostaje serię uwag. Również krytycznych i nie tylko od dziewczyn z Vente, bo w salonie zebrało się już sporo dziewczyn, które plotkując grzebią w ciuchach. – Bardzo dbamy o jakość. Zależy nam, żeby sprzedawać tylko dobre materiały. W Vente nie znajdziemy więc akrylu i poliestru, tylko jedwabie, kaszmiry i wełny. Mamy zarówno rzeczy „casual” jak i vintage perełki. Nie chcemy jednak zamykać się w jednej stylistyce. Chcemy po prostu sprzedawać ładnie – tłumaczą. Ładnie i z głową, bo za dwie rzeczy płacę nie całe 100 złotych.

 

Celine Spring 2016

Z Vente wychodzę jednak nie tylko z kolejnymi ciuchami, ale też pomysłem na siebie. Zestawienia, które pokazały mi dziewczyny otwierają mi głowę. Co zabawne, czasem tworząc własne stylizacje dziewczyny wyprzedzają światowe trendy. – Tak było chociażby z kolekcją Celine na wiosnę 2016. Jeden z ich looków jest łudząco podobny do tego, który pokazałyśmy kilka tygodni wcześniej. Taka historia zdarzyła nam się z resztą już kilka razy, chociażby z zestawem jedwabna koszula plus granatowa aksamitna spódnica, który jakiś czas później zobaczyłyśmy na Garance Dore podczas pokazu Chanel. Fajnie, że nie tylko podążamy za trendami, ale też czasem zdarza nam się je wyprzedzać – mówią dziewczyny. Organizując sklep, który opiera się również na wymianie i jest prowadzony w domu, na pewno wyprzedzają trendy biznesowe. Bo liczą się nie szyldy a więzi. Z Vente chce się zaprzyjaźnić.