Ukryci nomadzi. Wiola Ujazdowska typem „Aktivista”

Informacja o tym, że wyrzucają ją z uczelni, bo za dużo podróżuje, dotarła do Wioli Ujazdowskiej akurat wtedy, kiedy przebywała na stażu w Muzeum Sztuki Nowoczesnej na Islandii. Ponieważ okazało się, że nie ma po co wracać, została. Z trzech miesięcy zrobiło się trzy i pół roku, które zaowocowało m.in. koordynowanym przez nią projektem Hidden People (www.huldufolk.net), przedstawiającym artystów imigrantów, którzy najrozmaitszymi zbiegami okoliczności wylądowali (podobnie jak ona) na Islandii.

To seria fotograficznych portretów młodych twórców, którzy właśnie na wyspie wulkanów znaleźli ostoję artystycznej wolności, jakiej nie dane im było zaznać w rodzinnych stronach. Sama Wiola fotografuje, eksperymentuje z nowymi technologiami, tańczy. W tygodniu pracuje w świetlicy dla autystycznej młodzieży w Reykjavíku. Po godzinach przygotowuje printy nawiązujące do jej cyklu „Sweethearts” o kwiatach i wiązankach pogrzebowych, które tworzy dla projektanki Sif Baldursdóttir.

Faktycznie nie za bardzo potrafi gdziekolwiek zagrzać miejsce na dłużej – wcześniej mieszkała m.in. we Francji i Niemczech. Jej zdaniem to dzisiaj rzeczywistość, w jakiej muszą funkcjonować artyści. Rezydencje, programy, wymiany, stypendia.

Jesteśmy nomadami – wszystko zależy od tego, kto zaproponuje ci współpracę i gdzie. Oczywiście jest to inspirujące – nowe miejsca, nowi ludzie, nowe wyzwania, ale też męczące i nie ukrywam, że marzę o chacie przepełnionej zapachem suszonych jabłek i drewna, gdzie mogłabym w spokoju osiąść – śmieje się Wiola.

Tymczasem nie za bardzo się na to zanosi – w przyszłym roku planuje wyjazd do Kenii. Na razie jednak przenosi się z Islandii do Portugalii, gdzie ma zamiar rozliczyć się z relacji ona – malarstwo.

Po tym jak wyrzucono mnie z uczelni, gdzie studiowałam malarstwo, odrzuciłam tę technikę jako sposób wypowiedzi. Nie oznacza to, że przestałam sięgać po farby – zdarzało mi się malować na zamówienie, gdy w portfelu świeciły pustki, co jeszcze bardziej pogłębiło we mnie poczucie bezsensu. Teraz wracam do malarstwa, ale traktuję je z zupełnie innej perspektywy – jako nośnik opowieści o jego ograniczeniach w sposobie wyrażenia kryzysu jednostki we współczesnym świecie – cykl będzie minimalistyczny, odtwórczy i nudny – opowiada Wiola.

Część Hidden People jedzie jednak z nią – w Portugalii chce się skupić nad ilustrowaną książką opowiadającą historie jej znajomych – imigrantów.