Twarze 2019

emi buchwald

Za kim iść, żeby nie zbłądzić albo zgubić się najciekawiej? Wybraliśmy dla Was pięcioro ludzi, o których powiedzieć, że są kreatywni, to nie powiedzieć nic. Bo to oni (w większości one) stwarzają dziś miejsca, rzeczy i sytuacje, które odświeżają nasz smak, lekko ryją mózg i popychają wyobraźnię do przodu. Dzielimy się więc fascynacjami „Aktivista” w modzie, sztuce, filmie, kuchni, fotografii, teatrze i performansie. Ponieważ podział na dziedziny dawno został już zniesiony, ta piątka uprawia wolność, jaka dla nas wszystkich może być inspirująca.

tomasz armada

Tomasz Armada
Jeden z głośniejszych debiutów ostatnich lat. Tomasz Armada, kontrowersyjny projektant mody, urodził się w latach 90. w Końskich, niewielkiej miejscowości w województwie świętokrzyskim. Studiował na łódzkiej ASP i to z tym miastem wiąże się jego twórczość. Armada współtworzy kolektyw artystyczno-modowy Dom Mody Limanka, z siedzibą w Łodzi właśnie. Grupa organizuje ciekawe wystawy i performanse, ale Tomasz prezentu­je swoje prace także indywidualnie. Pokazywał się m.in. w Krakowie, Szczecinie czy Warszawie. Wypłynął rok temu na krakowskim Festiwalu Filmu Awangardowego „Lava”. „Kolekcją odzieży patriotycznej” interpretował tradycyjne stroje szlacheckie i osadzał je we współczesnych ramach. Zresztą odniesienia do Polski to silny punkt jego wypowiedzi artystycznej. Armada analizuje styl łódzkich dresiarzy, przeszukuje lokalne second-handy i przenosi wyniki swoich poszukiwań na autorskie ubrania. Wpisuje się w modną estetykę post-soviet, choć równie dobrze o jego kolekcjach można mówić, że określają przemiany społeczno-polityczne, jakie dokonały się w Polsce na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat. Chociażby jedna z kreacji projektanta – żółty falbaniasty komplet w gruchy – została uszyta z dziewięciu chińskich koszulek, żakardowy dres ma na sobie żółto-srebrzyste pawie, a zestaw cropp topu, spodni i trenu składa się z białych i czerwonych pasów materiału. Tomasz Armada jest jednym z bohaterów aktualnej wystawy Marcina Różyca „Wielcy Sarmaci Tego Kraju / Wielkie Sarmatki Tego Kraju”, organizowanej w BWA w Tarnowie.

dominique olszowy

Dominique Olszowy
Artystka internetów, muzeów i teatrów, które bez niej byłyby nudne jak flaki z olejem. Podglądać performanse Olszowy, to jak wciągać kapuczino w proszku bez popity. Zakładała Cipedrapskuad, Horsefuckers M.C., a także efemeryczną Sandra Art Gallery. Wystawiała w większości polskich instytucji kulturalnych, wnosząc powiew absurdu, przegięcia, trashu i nieustraszonej wyobraźni. Jej PTV czyli Performans TV z CSW przy pomocy wyjąt­kowych prezenterek: Wandy Sport, Kasandry i Laury Raflezji Arnoldy, formatuje na nowo sztukę współczesną w ramach telewizyjnego odbiornika albo ramek wyskakującego okienka. Poczucie humoru, jakie wnosi swoj­ska Dominique do polskiego art worldu drażliwego na swoim punkcie, powinno być przepisywane na receptę, gdy tylko ktoś znów się nadmie. Za to w teatrze, gdzie Olszowy pełni rolę scenografki, jej działanie podważa (wreszcie!) potrzebę lśniącej dekoracji lub egzystencjalnej czarnej pustki – wciąż tych samych gestów na scenie. Współpracuje z reżyserką Gosią Wdowik i choreografką Martą Ziółek – wspólnie rozbrajają stagnację polskiego teatru. Kłody, które artystka rzuca widzom pod nogi, maski replikantów, którymi zakrywa twarze aktorów, czy rozwiązania przestrzeni, wywracające spektakl na lewą stronę, są błogosławieństwem dla widza, który chce się bawić. W jej wykonaniu intermedia są naprawdę tym, czym chcielibyśmy je widzieć: wideo, rzeźba, scenografia, muzyka, performans stają się jedną kosmiczną filiżanką kawy, w której chce się dryfować.

„Nadchodzący rok Świni wiąże się ze spełnieniem oraz końcem cyklu. Świnia jako ostatni znak w horoskopie symbolizuje doprowadzanie rzeczy do końca. 2019 będzie swoistym finiszem, do którego wszyscy biegliśmy przez ostatnie dwanaście lat. Finiszująca Świnia jest zadowolona z życia. Cokolwiek robi, stara się cieszyć codziennością, wygodą oraz zmysłowymi przyjemnościami. Jest oprócz tego tolerancyjna, współczująca i hojna, a jej dominującą cechą jest miłość do wolności i piękna. W nadchodzącym roku pragnę więc być Świnią, czego i Państwu życzę!”

kasia zbikowska

Kasia Zbikowska
Udowadnia, że świetne jedzenie gotowane do trzeciej nad ranem ma wiele wspólnego z ekologią, sztuką, nauką no i oczywiście z koktajlami. Prowadzi Bar Pacyfik, gdzie przyjemność smakowa nigdy nie spada poniżej zenitu. Słońce zawsze jest w nim soczyste jak ogromna pomarańcza i można ogrzać się tu w jego w blasku niczym na egzotycznym rejsie. Zasadą działania Pacyfiku jest bowiem więcej przyjemności w przyjemności, więc stężenie szczęścia przy barze niedługo będą podawać nam w kroplach. Idea kulinarna to autorska fuzja intensywnych smaków z obszaru wokół Oceanu Spokojnego, Azji i obu Ameryk. Czuć tu szczególne przywiązanie do Los Ange­les i Meksyku, w którym Kasia mieszkała i pracowała przed powrotem do Polski i otwarciem food trucka Ricos Tacos z Sylwią Zarembską, jej wspólniczką i partner in crime od prawie 6 lat. Kasia jest w Pacyfiku inspiratorką, traktując kuchnię jako wehikuł podróży aktywistycznej, artystycznej oraz intelektualnej. Sama zaś dba o niepo­wtarzalny wygląd: cytrusową fryzurę, motocyklowo-kowbojsko-słodki, eklektyczny look, przez co jej elektryzu­jąca obecność nadaje styl każdej serwowanej tu potrawie. Zresztą zobaczcie sami: instagram Kasi katikam3000 inspiruje nie tylko do jedzenia, ale też do działań na rzecz zwierząt, siostrzeńskiej współpracy czy przemyślenia, za pomocą narzędzi dizajnu przyszłości, jak chcemy kiedyś żyć.

„Interesuje mnie prognozowanie trendów, śledzę prasę naukową i różne raporty, choć często wystarczy jakaś podróż lub uważna obserwacja świata, żeby wybadać „what’s in next”, czyli czym będziemy się jarać. Mam trochę sekretnych planów na nadchodzący rok, a później to czekam głównie na koniec świata XD”

milena liebe

Milena Liebe
Wyczucia momentu zazdroszczą jej dziś najlepsi influencerzy. Ironiczny, cięty język i zamiłowanie do zapomnia­nych, analogowych form to jej znaki rozpoznawcze. Jest współzałożycielką Polskiego Paradise’u – online’owego butiku vintage. Nazywa go „nonbinarnym cybersklepem przyszłości”, w którym podział na płci i rozmiary został zniesiony w imię pozagenderowej mody. Znajdą tu inspirację zarówno artyści, jak i projektanci, aktorzy, perfor­merzy, scenografowie filmowi oraz teatralni. Poczują się też nareszcie u siebie klienci, którzy chcą wciąż wymy­ślać siebie na nowo. Polski Paradise wynajduje najlepsze stylizacje i ciuchy, które właśnie przechodzą z obciachu do mody. Milena robi też zdjęcia, które można zobaczyć w magazynach i na jej instagramie @milenaliiiebe. Sama też występuje w roli modelki, bo trudno o mroczniejszą i bardziej niezadowoloną księżniczkę niż ta, którą świet­nie potrafi grać na potrzeby sesji. Jej fotografie zrobione razem z Coco Kate pojawiły się na profilu Balenciagi. Współpracowała m.in. z Agnieszką Smoczyńską, Zuzą Krajewską, Bellą Ćwir, Anną Blodą, Buffalo Zine, maga­zynem „i-D”, awangardowym zinem „Żurnal”, wydawanym przez polskich artystów w Londynie. Kooperuje też z każdym, kto ma trochę więcej fantazji niż przeciętnie.

„W 2019 będę śledzić rozwój sztucznej inteligencji i poczynania robotki Sophii. Z niecierpliwością czekam na wymianę nudnawych już kanonów piękna, może 2019 będzie rokiem zapomnianych i niedocenionych płaskich pośladków, które w latach dwutysięcznych „nosiły” Paris Hilton i Lindsay Lohan?”

emi buchwald

Emi Buchwald
Tajemnicza dziewczyna, która niewiele mówi, bo dużo robi. Intensywnie patrzy, to na pewno. Dowodem jej moc­nego spojrzenia jest prosty i świeży pomysł na kino. Dlatego, choć dopiero co wyszła z łódzkiej filmówki, już może się pochwalić kolekcją statuetek za „Heimat” i „Naukę”. Pierwszy to barwny portret zwyczajnej, szalonej rodzi­ny z ekscentryczną córką na czele, zagraną przez wspaniałą Justynę Wasilewską. Drugi celnie opisuje żmudną pamięciówę, jakiej poddawane są dzieci w szkole, ucząc się wiersza, z którego niewiele rozumieją. Jej dokument dotkliwie przypomina uczucie, jak to jest stać przed klasą, klepiąc fraszkę „Na zdrowie” czy inwokację z „Pana Tadeusza”. Młoda reżyserka potrafi czule przyglądać się ludziom i sprawić, że naprawdę się otwierają. Wcześniej skończyła Szkołę Wajdy i nakręciła parę etiud o całkiem zwyczajnych sprawach, np. o relacjach między rodzeń­stwem. Ma skłonności do nostalgii, lubi stare auta, kostiumy, opuszczone wnętrza i romantyczne pustkowia. Pracuje w duecie ze swoim mężem Maćkiem Buchwaldem, także reżyserem i aktorem Klancyka i Klubu Kome­diowego. Razem kręcą też teledyski. Emi ma talent do zwracania uwagi na szczegóły, które umykają większości oczu. Dlatego jej instagram „dobre stylówki starszych pań” obserwuje kilka tysięcy osób – jego autorka wypatruje na ulicy wspaniałe modowe zestawienia i fryzury, jakich nie powstydziliby się najbardziej stylowi bohaterowie street fashion, a których twórczyniami są emerytki – zwykle nieświadome, że dzierżą palmę pierwszeństwa na ulicznym wybiegu.

„Podoba mi się to, że kino, które mnie interesuje, ewoluuje, zmienia się gatunkowo. Że np. amerykańskie kino indie, które zazwyczaj w lekko humorystyczny i realistyczny sposób opowiadało o problemach młodych ludzi, rozwija się, zaskakuje, wymyka się schematom. Tak jest na przykład z jednym z moich ulubionych filmów, które ostatnio widziałam – „Ghost Story” Davida Lowery’ego, w którym realistyczny dramat przekształca się w „supernatural fiction”, w jakieś metafizyczne przeżycie oderwane od klasycznej narracji filmowej. Dlatego uważam, że to nie „3D i drony” uratują kino przyszłości a mądre kombinowanie z opowiadaniem, narracją, gatunkami. Pozostające przy tym blisko człowieka i jego przeżyć.”

Foto: Yan Wasiuchnik
Tekst: Adriana Prodeus, Michał Koszek