Trend t=∞, czyli godziny lotu w nieznane

foto: Nowy Teatr

Sześć, w porywach do siedmiu, a czasami i kilkanaście czy kilkadziesiąt godzin spektaklu. Lubimy kontrolować nasz czas, przeliczać go, wyceniać. Teatr natomiast nas z tego rozgrzesza, oferuje podróż bez zegarka, bez wyrzutów sumienia i bez trzymanki – pisze Nowy Teatr w pierwszym z cyklu felietonów, które od teraz regularnie będą pojawiać się na łamach „Aktivista”.


Wystarczy nakierować ekran smartfona na sylwetkę w chmurach czy mrugające w oddali światełka nocą. Algorytm formatuje dziecięce fantazje w konkret informacji. Wiemy już, skąd i dokąd leci ten samolot, znamy linię i numer lotu. Lubimy wiedzieć takie rzeczy. Kontrolować.

I teraz my, wielcy kontrolerzy, stratedzy swojego dnia, planerzy naszych osi czasu idziemy do teatru. A tam Lupa. I my nieprzygotowani. Ale nie intelektualnie, tylko kondycyjnie, bo trwa sześć godzin. W porywach do siedmiu. Kończy się o drugiej w nocy. Oczekiwania zderzone zostają z walką z własnym organizmem. Znienacka trafiamy na obóz kondycyjny o zaostrzonym rygorze, a nie zabraliśmy stroju. Nie mieszczą nam się nogi między rzędami, a głowa chwieje się jak u jamnika na podszybiu fiata 125p.

Może chodzi tu o powrót do korzeni. W starożytnej Grecji czy Rzymie spektakle trwały kilkanaście godzin. Nadal żywe są też tradycje orientalnych widowisk trwających cały dzień i całą noc. Europejscy twórcy także tego próbowali. Peter Stein wystawił 12-godzinne „Biesy”, a nawet 22-godzinnego „Fausta”. Robert Wilson lubił takie formy, a szczytowym osiągnięciem długiego dystansu było widowisko zrealizowane w 1972 r. w Iranie na podstawie sufickiego mistyka, poety i uczonego, Mewlany Dżalaluddina Rumiego, które trwało siedem dni i siedem nocy. Przetrwały legendy o zasłabnięciach, odwodnionych widzach i samym reżyserze na oddziale ratunkowym.

W Polsce Wilson prezentował się w znacznie skromniejszym wydaniu. Ale za to mogliśmy doświadczyć czasu w poprzednich spektaklach Krystiana Lupy, m.in. w niemal 7-godzinnym „Wymazywaniu”, w którym doszło do zapętlenia czasu i im dłużej trwało, tym bardziej pragnęliśmy, aby nigdy się nie skończyło. Przy tym zaledwie pięcioipółgodzinne „Anioły w Ameryce” Krzysztofa Warlikowskiego to fraszka. Polski rekord bije Michał Zadara wystawionymi w całości w 14 godzin „Dziadami”. Widzowie śp. Teatru Polskiego we Wrocławiu zasiedli na widowni w sobotnie południe, a wyszli z teatru po 2 nad ranem w niedzielę. Komuna//Warszawa wymyśliła Mikroteatr, który trwa 16 minut i już teatralna warszawka pakowała walizki w masowych przeprowadzkach na praski brzeg, gdy Komuna zaskoczyła 16-godzinnym Makroteatrem.

Są sytuacje, gdy widz staje się ofiarą. Ale to zdarza się także na wielu przedstawieniach w ciągu pierwszej pół godziny. O co chodzi w takim razie? O niecodzienność przeżycia? Anafilaktyczne trwanie? Wyjęcie z życia, kiedy cała reszta – dzieci, opiekunki, psy, które muszą siusiu, samolot rano – zostają wzięte w nawias i to właśnie one stają się fikcją i fatamorganą? Jak się ma reżyserska wizja wspólnoty widzów wobec skolejkowanych tłumów do baru czy toalety?

Lubimy kontrolować nasz czas, przeliczać go, wyceniać. Z zawstydzeniem przymykamy oko jedynie na godziny spędzone nad kolejnym sezonem serialu. Teatr nas z tego rozgrzesza, oferuje podróż bez zegarka, bez wyrzutów sumienia i bez trzymanki. To wolność, którą liczeniem ograniczamy sobie sami. I nie rezygnujmy z tego! Nie przeliczajmy geniuszu artysty na minuty spektaklu i nie wierzmy Krzysztofowi Vardze, który ogłosił w jednym ze swoich felietonów, że „spektakl trwający dłużej niż półtorej godziny jest oznaką braku szacunku dla widza”. Nie wymyślono aplikacji, która po nakierowaniu ekranu na budynek teatru pokazałaby, w którym miejscu wspólnej wyprawy są siedzący w środku ludzie. Która to godzina ich lotu w nieznane.


Nowy Teatr to jeden z najmłodszych stołecznych teatrów, działający od 2008 r. pod kierownictwem dyrektora artystycznego i głównego reżysera, Krzysztofa Warlikowskiego. Oprócz niego sztuki wystawiali tu m.in. Michał Zadara, Rodrigo García, Anna Smolar, Michał Borczuch i Krystian Lupa. Od roku główna siedziba teatru znajduje się w zmodernizowanych budynkach dawnego MPO na Mokotowie. Ten teatr to znacznie więcej – to także Międzynarodowe Centrum Kultury Nowy Teatr – otwarta na wiele dziedzin sztuki instytucja, gdzie odbywają się koncerty, wystawy konferencje i wernisaże. 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *