TOP 10 książek pod choinkę według redakcji Aktivista

Najtrudniej ją zapakować tak, żeby obdarowywany nie domyślił się, co jest w środku. Mimo to śmiemy twierdzić, że to najlepszy pomysł na prezent. Nie bójcie się więc wymyślać finezyjnych konstrukcji i kupujcie śmiało. My polecamy te pozycje, które szkoda byłoby przegapić i które nadają się dla każdego, kto umie czytać. Sięgajcie śmiało i pamiętajcie, żeby umyć ręce przed lekturą. W końcu niepisana zasada głosi, że zanim książkę się podaruje, trzeba ją sprawdzić. Oto 10 najlepszych książek roku 2016, które idealnie nadają się na prezent.

 

  • „Duchologia”
    Olga Brenda
    Karakter

duchologia-polska

Uwierz w ducha
Jeśli powtarzana w kontekście tej książki fraza „zapis polskiej codzienności czasu transformacji” nic wam nie mówi, warto przywołać obrazy. Pierwsze budki z hot dogami będące namiastką upragnionych zachodnich fast foodów. Pierwsze telewizyjne reklamy (Prusakolep!, Star Foods!, Kama!) i seanse spirytystyczne w telewizji (Kaszpirowski! „Ręce, które leczą”!). Kasety magnetofonowe i VHS na polowych łóżkach rozstawionych na chodniku – i, przede wszystkim, polskie wersje ich zagranicznych okładek, przerabiane radośnie w czasach przed wprowadzeniem praw autorskich. Jeśli zawsze wydawało wam się, że wasze dzieciństwo było inne, ale wszyscy powtarzali, że każdemu się tak wydaje, antropolożka Olga Drenda udowadnia w swojej książce, że mieliście rację. Ale uwaga – na duchologiczny urok podatni są tylko ludzie urodzeni w późnych latach 70. i wczesnych 80. Reszta może nie uwierzyć w te duchy.


 

  • „Chleb prawie że powszedni. Kronika jednego życia”
    Zofia Stryjeńska
    Czarne

chleb-prawie-ze-powszedni

Szara mara egzystencji
Po doskonałej biografii Zofii Stryjeńskiej pióra Angeliki Kuźniak („Stryjeńska. Diabli nadali”), macie kolejną szansę dać nura w piękny i pokręcony świat artystki jednocześnie twardo stąpającej po ziemi i miotającej się w rejonach sufitu. Walczącej nie tylko ze sporadycznym brakiem natchnienia, ale też z ciągłym brakiem forsy. Największym walorem książki Angeliki Kuźniak – nie umniejszając jej talentu pisarskiego i wysiłków riserczerskich – są fragmenty pamiętników samej Stryjeńskiej. Teraz możecie naczytać się ich do syta! Książka „Chleb prawie że powszedni”, w opracowaniu Kuźniak, dostępna jest od listopada, a w niej m.in. takie perełki: „Gonię z obrazem pod pachą, aby zdobyć grosze na najbardziej szarą marę egzystencji – w stubarwnej centrali świata. O ironio! Nikczemny, deklasujący, ustawiczny i przymusowy wysiłek mózgu: skąd wyrwać forsy! Koszmar jakiś!”. Czytajcie z niego wszyscy!


 

  • „Głód”
  • Martín Caparrós
    Wydawnictwo Literackie

glod2

Reportaż totalny
Gdy już wszyscy najedzą się do syta, a potem wezmą trzy dokładki, cała rodzina zgromadzi się wokół choinki (a jak ma szczęście, to wytypuje najmłodsze dziecko do biegania z prezentami, żeby pozostali członkowie nie musieli ruszać się z krzeseł). Dobrze by wówczas było, żeby wśród podarków znalazł się „Głód” Martína Caparrósa – reportaż totalny o najgroźniejszym zabójcy, mającym na koncie więcej ofiar niż wszystkie wojny XX wieku. Argentyński pisarz i dziennikarz przemierzył świat w poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie: dlaczego co dziesiąty mieszkaniec naszej planety nie ma co jeść? Przedstawiając historyczne uwarunkowania i społeczno-polityczne mechanizmy, przekonuje, że przyczyną takiego stanu rzeczy nie jest ani zbyt mała ilość pożywienia, ani zbyt dużo liczba ludzi. A że jedyny sposób na zmienienie świata, to zacząć od siebie – zacznijcie od „Głodu”.


 

  • „Burza. Czarci pomiot”
    Margaret Atwood
    Wydawnictwo Dolnośląskie

burza-czarci-pomiot

Obrażaj mnie jeszcze!
400-lecie śmierci Szekspira to powód do wielorakiej radości. Jak już się wam znudzi zabawa internetowym generatorem szekspirowskich przekleństw (Shakespearean Insulter), można poczytać najnowsze reinterpretacje jego dzieł dokonane przez bestsellerowych pisarzy współczesnych. W ramach akcji „Projekt Szekspir”, zainicjowanej przez brytyjskie wydawnictwo Hogarth Press, ukaże się m.in. „Makbet” napisany na nowo przez Jo Nesbø. Już teraz możecie natomiast przeczytać „Burzę” w wersji kanadyjskiej pisarki Margaret Atwood. Akcja toczy się tym razem nie na wyspie, ale w zakładzie karnym, w którym więźniowie wystawiają sztukę Szekspira. Osadzeni mogą przeklinać wyłącznie cytatami z Mistrza, obelgi typu „Ty szpetny półdiablę, bodaj ci gardło przegniło” są więc na porządku dziennym. Zapowiada się doskonała rozrywka… intelektualna.


 

  • „Depesze”
    Michael Herr
    Karakter

depesze

Kultowa sprawa
Pewnych rzeczy bez wątpienia lepiej uczyć się jedynie w teorii, nie w praktyce. Przede wszystkim tego, czym jest wojna. Nakładem wydawnictwa Karakter (będącego gwarancją, że nie tylko zawartość książki jest piękna) ukazał się niedawno – po raz pierwszy w Polsce – kultowy amerykański reportaż „Depesze”, wydany w Stanach niemal 40 lat temu. Michael Herr – późniejszy współscenarzysta „Czasu apokalipsy” – przez dwa lata pracował jako korespondent w Wietnamie, towarzysząc żołnierzom na froncie i poza nim. Jego książka to nie tylko reporterska relacja wojenna, ale też literacko piękna, śmiała i momentami wręcz poetycka próba oddania niewyobrażalnego horroru, jakim jest wojna.


 

  • Stanisław Łubieński
  • „12 srok za ogon”
    Czarne

12-srok-za-ogon

Głowa do góry!
Będę zadowolony, jeżeli ludzie po przeczytaniu książki zaczną po prostu trochę zadzierać głowy – mówił w marcu na łamach „Aktivista” Staszek Łubieński. Cóż, autor może czuć się usatysfakcjonowany, bo swoją niepozorną książeczką zdziałał cuda. Nagle wszyscy zaczęli interesować się ptakami, chodzić na spacery ornitologiczne i podnosić głowy. W naszym odczuciu w dużej mierze to jego zasługa. Przed Łubieńskim nikt w Polsce nie pisał o ptakach z taką czułością i wrażliwością. „12 srok za ogon” nie sposób zaszufladkować, ani to literatura naukowa, ani reportaż, ani powieść. Wszystko jest tam wymieszane w idealnych proporcjach. Łubieński lubi mówić o swojej książce, że jest kundlem. Przygarnijcie więc pieska na święta. Zakochacie się od pierwszego zdania, tak jak my w raniuszku!


 

  • „Ganbare! Warsztaty umierania”
    Katarzyna Boni
    Agora

    ganbare-warsztaty-umierania

    
Delikatny temat
    W czasach mody na reportaże coraz trudniej znaleźć książki, które zachwycą. Boni udało się to i do tego jej reportaż nie liczy 1000 stron, tylko nieco ponad 300. Tematem książki o srogo brzmiącym tytule jest Japonia po katastrofie w 2011 r., kiedy to trzęsienie ziemi wywołało olbrzymie tsunami, czego konsekwencją była katastrofa w Fukushimie. Jest więc tu wszystko. Katastrofa naturalna, katastrofa atomowa i 15 tysięcy ofiar. Jest też niebywała delikatność reportera, który nie epatuje, lecz pokazuje, nie użala się, tylko analizuje, co w dzisiejszych czasach jest rzadkością. Czasu nie cofniemy, ale to jak zapamiętamy dane wydarzenie, w dużej mierze zależy od tego, jak zostanie zrelacjonowane. Boni robi to brawurowo.


     

    • „Mam na imię Lucy”
      Elizabeth Strout
      Wielka Literackie

    mam-na-imie-lucy2

    Poruszyciel
    „Amerykańska powieściopisarka znana jest z tego, że w swoich książkach operuje głównie ciszą”, pisaliśmy w recenzji najnowszej pozycji Strout. Nagrodzona Pulitzerem autorka faktycznie posiada rzadką umiejętność opowiadania błahych historii w sposób, który czyni spustoszenie w psychice. Wszystko u niej dzieje się między wierszami. I choć z pozoru „Mam na imię Lucy” brzmi jak niewinna opowiastka, to nie czytajcie jej dzieciom na dobranoc. Historia relacji matki i córki napisana jest w oszczędny sposób i może dlatego tak łatwo się z nią utożsamić. I nawet jeśli nie macie nic do zarzucenia waszym rodzicom, to uwierzcie – znajdziecie w tej książce coś dla siebie. Je suis Lucy.


     

    • „Dziewczyna z zespołu”
      Kim Gordon
      Czarne

    dziewczyna-z-zespolu

    Girls rocks!
    Basistka i wokalistka kultowego Sonic Youth jest ikoną popkultury, a jej wpływ na rozwój niezależnej muzyki rockowej jest niezaprzeczalny. Nie trzeba jednak znać na wyrywki twórczości Gordon, żeby czerpać przyjemność z „Dziewczyny z zespołu”. Wspomnienia artystki nie są jedynie opowieścią o muzyce, ale bardziej o dorastaniu, szukaniu swojej artystycznej drogi, a przede wszystkim – o miłości. Bo to trudnej relacji z Thurstonem Moor


     

    • „Miasto Archipelag”
      Filip Springer
      Karakter

    miasto-archipelag2

    Filip reporter
    W oficjalnym słowniku tego nie znajdziecie, ale w języku potocznym słowo „springeryzm” przyjęło się już na dobre. Co to takiego? „Springeryzm” to sposób postrzegania świata, to wyczulenie na brzydotę, ale też dbałość o szczegół. To te wszystkie małe rzeczy, które z książek Springera czynią bestsellery, a z samego autora wyrocznię na temat gustu. „Miasto Archipelag” to karkołomny projekt opisania 31 byłych miast wojewódzkich. Od Słupska po Krosno i od Suwałk po Wałbrzych. Springer zjechał te wszystkie miejsca i szukał historii. Jego poczynania można było na bieżąco śledzić na blogu, ale jeśli ktoś przegapił, to niech koniecznie kupi książkę. Może służyć jako przewodnik, bo założę się, że w większości tych miast nigdy nie byliście, albo po prostu opowieść socjologiczna. Jest jak zawsze, trochę straszno i trochę śmieszno. Taka Polska właśnie.

    Wybrały: Olga Wiechnik, Olga Święcicka