Tony Allen & Jeff Mills – „Tomorrow Comes the Harvest” (recenzja)

Z muzycznymi spotkaniami legend bywa różnie. Od dawna mam wrażenie, że sama idea dream teamu zrealizuje się prędzej na boisku do kosza niż w studio. Tym bardziej krytycznie podchodziłem do płyty, którą wspólnie nagrali Tony Allen i Jeff Mills. Dwie legendy z dwóch kompletnie różnych muzycznie światów po raz pierwszy spotkały się na scenie dopiero w 2016 r. w Paryżu. Pionier techno z Detroit i król perkusji z Lagos to teoretycznie dwie różne bajki. Tymczasem składające się z kilku kawałków EP pokazuje, że każda bajka ma wspólny mianownik. Pewnie tak stary jak ludzkość albo tak pierwotny jak pradawne rytuały. Gdzieś słyszałem, że muzyka i taniec były na początku i będą na końcu. Może tędy wiedzie droga do zrozumienia siły tego wydawnictwa? Od pierwszej nuty ma się wrażenie, że ci faceci tylko czekali na okazję, by razem zagrać. Trochę jak szamani, którzy kontaktowali się od dawna, a na potrzeby gawiedzi postanowili odstawić łaskawie kameralny show. Pełen minimalizmu i krótszy niż noc, bo w końcu kto dziś bawi się tylko w jednym klubie?

Tony Allen & Jeff Mills – „Tomorrow Comes the Harvest”
Blue Note