The Warlocks „Songs from the Pale Eclipse”

Cóż wiemy o miłości?

Długo wyczekiwana płyta The Warlocks jest jak randka z dawno niewidzianą dziewczyną. Już na wejściu zastanawiasz się, czy przypadkiem nie było tak, że gdy ty oddawałeś swoje czarne ciuchy do przytułku dla bezdomnych, ona wciąż kombinowała, skąd skołować hajs na heroinę. Nowy album Heckshera i spółki miał przynieść odpowiedzi na kilka nurtujących mnie pytań. Czy jeden ze zdolniejszych gnojków amerykańskiego undergroundu wrócił już z dalekiej trzypłytowej podróży po piekle i w końcu znów zaczął komponować melodie, od których parę lat temu odciął się kurtyną gitarowego hałasu? A może kompletnie zatracił się w nicości, gdy neopsychodeliczny świat wchodził na offowe salony?

Część materiału zarejestrowanego na potrzeby „Songs from the Pale Eclipse” przeleżała w szufladzie ponad dekadę. Dostajemy więc przemalowaną na nową modłę pocztówkę z czasów świetności grupy, wzbogaconą o parę całkiem obiecujących pomysłów. Wychodzi z tego niezły miks. Są dramatyczne, chwytające za serce utwory o zdeptanej miłości, jest gitarowa wrzawa i rockowa wściekłość. Jest w końcu odpowiednia ilość kombinowania, co od czasów „Surgery” było chyba najmocniejszą stroną tej kapeli. Szkoda tylko, że znów muszę użyć zwrotu „za późno”. Hecksher i cała scena budzi się do życia w momencie, w którym trochę to wszystko już spłowiało. Na szczęście na osłodę dostaliśmy kilka dobrych numerów, jak choćby „We Took All the Acid”.


The Warlocks
„Songs from the Pale Eclipse”
Cleopatra Records
3A!
MUZYKA