The Avalanches „Wildflower”

 

Radio Nostalgia

Pamiętam, jak koleżka z liceum przegrał mi na kasetę pierwszy album The Avalanches. Oryginalnej płyty nie chciał pożyczyć za żadne skarby, a i z piraceniem ociągał się w nieskończoność, jakby fakt, że ktoś inny posłucha tego krążka, mógł mu coś odebrać, jakby w tej pięknej, bajkowej krainie miał się zaraz zrobić tłok. Intymny, marzycielsko nostalgiczny mikrokosmos „Since I Left You” okazał się jednak na tyle trwały i rozległy, że pomieścił wszystkich, którym zdarzyło się do niego zbłądzić. Nawet bowiem ci, którzy trafiali tam przez przypadek, przystawali zawsze na dłużej. Nieważne, czy na co dzień słuchali rapu, elektroniki czy rocka – wszyscy, którzy dorastali w latach 90. znajdowali tam miejsce dla siebie.

Wydany w 2000 r. debiutancki album Australijczyków z perspektywy czasu jawi się jako łabędzi śpiew tej dekady – epoki sampli, ballad i emocji, które często nie mieszcząc się w kanonie mainstreamowych tematów napędzały największe hity schyłku millenium. I podobnie stało się z piosenkami The Avalanches, którzy międzynarodowy sukces swojego debiutu uczcili… ponad 15 latami studyjnej ciszy. Dziś wracają z nowym albumem niesieni falą najntisowej nostalgii i współczesnej neohipisowskiej wolności i… wracają do punktu wyjścia. Nie zważając na minione półtorej dekady wydają płytę, która równie dobrze mogłaby ukazać się kilka miesięcy po „Since I Left You”.

Być może nie byłoby na niej wtedy Danny’ego Browna ani tak wielu ukłonów w stronę hiphopowej „złotej ery”, która w międzyczasie weszła do kanonu, który na przełomie wieków wypełniał właściwie tylko jazz i rock. Najprawdopodobniej nie byłaby ona tak bardzo narracyjna, a niekiedy wręcz wodewilowa (na co wpływ miały ich doświadczenia w pracy nad ścieżkami dźwiękowymi do filmów i spektakli). I nikt też zapewne nie przegra już jej nikomu na kasetę, bo… po co miałby to niby robić? Odczucia towarzyszące słuchaczom „Wildflower” nie będą jednak zbytnio różnić się od tych, w których pławili się miłośnicy Avalanches u progu nowego tysiąclecia. W ich rozmowach też częściej niż „retro” i „sample” pojawiały się takie słowa jak „tęsknota” i „ciekawość”, „radość” i „miłość”. Harmonia dusz, nie próbek, partii czy nut.


The Avalanches

„Wildflower”

Sonic Records

 

3A!
MUZYKA