Tess Parks and Anton Newcombe – I Declare Nothing

Mnóstwo osób pewnie zastanawia się, czemu na tegorocznym Off Festivalu nie zobaczy The Brian Jonestown Massacre. Przecież po jedynym, wymodlonym koncercie formacji w Polsce lider zespołu sam składał obietnice spotkania w Katowicach!

Ale wierzenie Antonowi to jak umawianie się z diabłem. Najlepszy songwriter współczesnej alternatywy znów zmienił zdanie, po raz kolejny rozgonił swój wesoły cyrk i znienacka rozpoczął współpracę z nieznaną szerszej publiczności Tess Parks.

Zaskoczenie? Większym jest chyba zmiana stylistyki. Lata spędzone w szarpanej wiatrami Islandii i przyjaźń z szamanami z Dead Skeletons sprawiły, że projekty Antona w ostatnich latach zatopiły się w zimnym, lekko elektronicznym i mocno apokaliptycznym brzmieniu. Fani „Who Killed Sgt. Pepper?” czy „Aufheben” wiedzą, o co chodzi. Tymczasem po pierwszych dźwiękach „I Declare Nothing” od razu wiemy, że wróciliśmy do najlepszych dla tego pana lat 90. Skojarzenia z kultowym albumem „Thanks God for Mental Illness” są po prostu oczywiste. Hipisi, słońce, indyjscy bogowie, heroina i nieprzespane noce. Wielki tribute dla minionej epoki tym razem przyozdobiony nie tylko charakterystyczną gitarą Antona (końcówka „Cocaine Cat” jest żywcem wykrojona z debiutu BJM), ale też „oryginalnymi” wokalami.

Anton zawsze lubił kobiety (zresztą, kto ich nie lubi?). Każda płyta The Brian Jonestown Massacre rozpływa się w onirycznych damskich wokalach. Od Sarabeth Tucek, przez hippisowskie księżniczki Mirandę Lee Richards i Marę Keagle, po zblazowaną Miss Katy. Teraz przyszła pora na Tess, która zarówno śpiewa, jak i jest kompozytorką większości melodii. O stronie muzycznej już mówiliśmy. To hippiserka inspirowana klasyką i jej wszystkimi wskrzeszeniami dokonanymi przez amerykańską alternatywę lat 90. Byłoby sielsko, narkotycznie i anielsko, gdyby nie jeden mały szkopuł – głos panny Parks. Rockowa chrypka była fajna u Janis Joplin lub bardziej swojskiej Nosowskiej. Tymczasem to, co mogłoby zachwycać, tutaj jest po prostu irytujące. Większość piosenek jest wyjęczana i sprawia wrażenie totalnie wymęczonych. Tak jakby zafascynowana grandżem i starym rockiem małolata zebrała ekipę starych wyjadaczy, bo gdzieś za odrapanymi drzwiami sali prób zauważyła portal przenoszący wprost na Glastonbury. Nie myślałem, że kiedykolwiek napiszę to w kontekście jakiegokolwiek działa sygnowanego przez Antona, ale ta płyta jest najzwyczajniej w świecie pretensjonalna! No, ale przynajmniej już wiecie, czemu zajęty jej promowaniem Antek nie wpadnie na Offa!

Tess Parks and Anton Newcombe
„I Declare Nothing”
Cargo Records

Zobacz także:

Reality – reż. Quentin Dupieux

Francuski reżyser lubi obdarzać przedmioty codziennego użytku morderczymi instynktami. Po psychopatycznej oponie w jego nowym filmie „Reality” przyszła pora na niosące śmierć telewizory. Czytaj więcej>>

Batman. Mroczne odbicie – Scott Snyder

„Mroczne odbicie” to kapitalny kryminalny dreszczowiec z elementami fantastyki. Scott Snyder napisał z epickim rozmachem historię opartą na dwóch głównych, splatających się wątkach. Czytaj więcej>>

Nieracjonalny mężczyzna – reż. Woody Allen

Rok bez nowego filmu byłby dla Woody Allena i jego fanów rokiem straconym. Amerykański reżyser serwuje nam kolejną słodko-gorzką historię zanurzoną w świecie literatury i filozofii, jak zwykle przepełnioną melancholią i humorem. Czytaj więcej>>

Dodaj komentarz