Technomania. Bardzo bliskie dźwięki dwóch odległych miast

źródło: Audioriver Festival

Detroit i Płock na pozór nie mają ze sobą zbyt wiele wspólnego. Jedynie podobny krajobraz, czyli poszarpany fabrycznymi kominami horyzont, zdaje się skracać dystans pomiędzy nimi. Kiedy jednak posłuchać dźwięków, którymi tętnią stosunkowo młoda, ale doszczętnie wyniszczona amerykańska metropolia i historyczna stolica Mazowsza, okazuje się, że tak naprawdę oba miasta są sobie bliskie. Szczególnie, kiedy na nadwiślańskiej plaży trwa Audioriver Festival.

Trio z Belleville

Juan Atkins, Derrick May i Kevin Saunderson to najprawdziwsze żywe legendy – spod ich palców wyszedł cały, kompletnie nowy gatunek muzyczny. Awangardowa estetyka dźwiękowa, ukuta na zrębach nagrań Kraftwerk i Giorgio Morodera. Przepuszczona przez możliwości nowo powstałych, nietypowych instrumentów muzycznych pokroju syntezatorów i bitmaszyn, przesycona zalegającym nad Detroit smogiem szturmem wzięła światowe kluby i po dziś dzień zdaje się równie świeża, porywająca i śmiała, co w połowie lat 80. To właśnie wtedy tych trzech mieszkańców dzielnicy Belleville zaczęło wypuszczać nagrania, które okazały się kamieniami węgielnymi pod technorewolucję, której echa słychać każdego piątku i soboty w większości miast tej planety. „No UFOs”, „Triangle of Love” czy „Strings of Life” to utwory, które nadały tempo, brzmienie i sznyt dźwiękowemu zrywowi sprzed ponad 30 lat, do dziś pozostającemu jednym z ostatnich wielkich przewrotów w historii muzyki rozrywkowej. A że przewrót ten należy również do tych najbardziej zakłamanych, wykoślawionych i skażonych krzywdzącymi stereotypami, warto zweryfikować u źródła, czym to techno właściwie jest, jak dźwięczy i jakie uczucia wywołuje u słuchaczy. Lepszą okazję niż bardzo rzadko spotykany, wspólny występ The Belleville Three na tegorocznym festiwalu Audioriver trudno sobie wyobrazić.

źródło: Audioriver Festival

Trzej muszkieterowie

Skoro jesteśmy już przy brzmieniu techno, któremu niektórzy zarzucają „bezmyślną młóckę”, „odhumanizowane dźwięki” czy szeroko pojętą „niemuzyczność”, warto tu przywołać Carla Craiga z drugiego pokolenia detroickiej sceny. To jeden z najbardziej kreatywnych przedstawicieli gatunku, który też wystąpi na festiwalu w Płocku z projektem „Versus Synthesiser Ensemble”. Craig twierdził zawsze, że od nazwy techno woli określenie „hi-tech soul”; że muzyka tworzona przez niego i jego starszych czy młodszych kolegów jest kontynuacją funkowej spuścizny Motor City, z tym że robionej na nowych, elektronicznych instrumentach. W tej kwestii zgodzi się z nim na pewno kolejny z zaproszonych do Płocka artystów, Robert Hood. To założyciel mitycznego, pierwszego składu Underground Resistance, pionier minimalistycznego podejścia do estetyki, a ostatnio poszukiwacz duchowych aspektów tej syntetycznej formuły. Podobnie jak Craigowi w budowaniu utworów – nawet jeśli składały się na nie jedynie rytmicznie krocząca stopa, basowa partia syntezatora i ścinki samplowanych wokali – zawsze przyświecał mu hipnotyczny, taneczny groove. Motoryka (nomen omen) napędza do działania również ostatniego z mieszkańców Detroit, który lipcowy weekend spędzi nad Wisłą. Kenny Dixon Jr., znany lepiej jako Moodymann, obojętnie, czy bierze na warsztat techno, house, rap, soul, czy jazz, zawsze kieruje się wyłącznie bujającym, ciepłym czy wręcz dusznym, funkowym feelingiem, z którego od lat 50. słynie jego mała ojczyzna. A że zawsze w jego produkcjach pojawia się też zautomatyzowany, techniczny sznyt, to już inna kwestia; największe miasto stanu Michigan nie bez kozery nosi przecież przydomek „Motor City”.

źródło: Audioriver Festival

I choć to właśnie przemysł motoryzacyjny, a nie petrochemiczny, jak w przypadku Płocka, zasilał przez lata rozwój Detroit, to jego upadek jest nieporównywalny z problemami, z którymi boryka się większość innych miast świata. Metropolia jest większa od historycznej stolicy Mazowsza blisko sześciokrotnie, ale trudno mi sobie wyobrazić lepsze miejsce w Polsce, żeby gościć reprezentację tamtejszej sceny. Płock ma za sobą lata Technomanii, dwie edycje festiwalu Astigmatic i jedenaście kolejnych odsłon festiwalu Audioriver. A jako że miasto w przeszłości było siedzibą królów Władysława Hermana i Bolesława III Krzywoustego, to sporo wskazuje na to, że każdy z sześciu wspomnianych muzyków będzie przyjęty po królewsku. Bardziej jednak niż czerwonych dywanów na piaszczystej plaży artyści będą oczekiwać wspólnej celebracji pod sceną. Bo techno zawsze miało charakter uroczysty, a wręcz rytualny, specjalny i wspólnotowy.