Techno co się zowie – Shifted z drugim albumem

Mroczne #techno nie jest do końca moją potrawą. Doceniam jednak ciężkie #4/4, gdy kiwa się głowa, nos swędzi, klub wypchany po brzegi, a ochroniarzy często trudno odróżnić od gości.

Takiej muzyki trzeba słuchać na żywo albo z winyla w klubie ze świetnym nagłośnieniem. Nie w domu, nie przed komputerem, nie w autobusie na słuchawkach (choćby najlepszych). Niestety pisząc recenzję, nie mam tego luksusu – jak trzeba, to trzeba. #Shifted nagrał jedną z najmroczniejszych elektronicznych płyt ostatnich miesięcy. Ambientowa #głębia, mrok i chęć przerażenia słuchaczy łączy się u niego ze świadomością, że jednak jacyś ludzie będą do tej muzyki tańczyć. W dziewięciu kawałkach, które znajdują się na krążku, jesteśmy w stanie znaleźć może pięć motywów rozjaśniających mroki tej muzyki. Co z tego, skoro Shifted tłamsi je już po chwili dźwiękami, które nie znają litości. W każdym kolejnym utworze plan wydaje się identyczny, ale stopa już nie jest tak mocna, dziwi słuchacza różnica brzmienia, inna forma przekazania równie ciężkiej treści. Album „Under a Single Banner” wchodzi do głowy i przypomina sceny czarnych mszy z #Królestwa von Triera: wszystko jest nie takie, jak się wydaje, nic nie jest oczywiste, chociaż niby pokazane jak na dłoni, wszystko miesza się w głowie, dezorientując odbiorcę. #Dettmann może i próbował nagrać idealnie ciężką płytę, ale to Shifted po prostu to zrobił.